Impresje

10 rzeczy, które warto zrobić w Australii

Każdy kto odwiedza Australię robi to na swój sposób. Uwielbiam miasta, ale po prostu głupio byłoby zostać tylko w Sydney i nie wyściubić nosa. Dlatego pojechaliśmy do Brisbane i z powrotem. Na tyle starczyło nam czasu, bo tu odległości są gigantyczne. Co bym powtórzyła i poleciła Wam? Zdradzam właśnie w tym poście, który potraktujcie jako wstęp do moich australijskich opowieści.

1. Zrobić sobie selfie z operą

Nie ma chyba bardziej rozpoznawalnej budowli dla Sydney od opery. Stojąc przed foyer ręka sama sięga po telefon i ani się człowiek spostrzeże a już cyka sobie zdjęcia z sydnejską operą. Selfie to „must-do-it” w stolicy Nowej Południowej Walii Australii. Konstrukcja wykonana jest ze stali, szkła, betonu. Powierzchnia zajmuje 1,8 ha, dach obiektu waży 161 tys. ton i podtrzymuje go aż 350 km kabli. Wszystkie te imponujące liczby i wymiary sydnejskiej opery obiecywały wiele, zaś na miejscu okazało się, że budynek nie jest tak wielki ani onieśmielający. Opera jest efektowna i naprawdę elegancka, ale nie tak wielka jak urosła w moich wyobrażeniach. Jest natomiast dużo ciekawsza architektonicznie niż sądziłam, a w pełnym słońcu zniewala.

Zdjęcie pary z operą w Sydney w tle
Selfie z operą w Sydney

2. Przejść się po Harbour Bridge w Sydney

Do ikon Sydney należy niewątpliwie Harbour Bridge pieszczotliwie nazywany przez mieszkańców „wieszakiem”, co ma sens, ponieważ jego kształt przypomina właśnie stary, druciany wieszak na ubrania do szafy. Przez 30 lat to była właśnie najwyższa budowla w mieście, a przez lata był też największym mostem jednoprzęsłowym. Szukając dobrego miejsca na uchwycenie panoramy miasta warto wybrać właśnie most. Z 49 metrów wysokości idealnie prezentuje się opera z nabrzeżną zabudową. W ten widok można się wpatrywać bez końca.

Słynny most Harbour Bridge w Sydney
Widok Harbour Bridge z nabrzeża

3. Zaliczyć costalwalk

Plaża w Bondi ma w sobie urok prawdziwie rajskiej plaż. Idealny żółty piasek przyjemnie skrzeczący pod stopami i niebieska woda świetnie się dopełniają. Już sam widok rozległej plaży robi niemałe wrażenie, a co dopiero spacer między kilkoma malowniczymi plażami. A to właśnie ma do zaoferowania tzw. costalwalk (czyli droga przybrzeżna). Ciekawym wyborem jest droga z Bondi aż do Coogee Beach. Po drodze idzie się raz w górę, innym razem w dół udając się w najbardziej malownicze zakątki. Zaraz za Bondi można podziwiać plażę Tamarama osłoniętą nieco skałami, a chwilę później dochodzi się do plaży Bronte, przy której przycupnął uroczy park. Potem droga wznosi się nieco i przebiega przez Cmentarz Waverley. Ma w sobie coś upiornego nawet w pełnym słońcu, ponieważ pomimo zadbanego wyglądu wydaje się opuszczony. Nie ma na nim kwiatów ani zniczy, tylko puste, stare nagrobki. Stąd już blisko do Coogee , gdzie można zakończyć spacer.

Jedną z najsłynniejszych plaż w Sydney - Bondi
Słynna plaża Bondi

4. Pochodzić po Górach Błękitnych

Blue Mountains, czyli Góry Błękitne leżą około 90 km od Sydney. Nazwa tego masywu górskiego wzięła się od koloru, jaki góry mają widziane z najwyższych szczytów. Faktycznie można dostrzec ten błękitny odcień, który ponoć jest zasługą olejku wydzielonego przez lasy eukaliptusowe obrastające zbocza. Wersja prosta i przyjemna na poznanie tej okolicy to przejażdżka po punktach widokowych, których tu nie brakuje, jak Echo Point, Goverts Leap, czy Evans Lookout. My przeznaczyliśmy cały dzień na chodzenie po Górach Błękitnych i było warto. To bardzo ciekawe odczucie, gdy poznaje się góry schodząc w dół i coraz głębiej w dziki, australijski busz, pełen ptaków, lian i gęstego, parnego powietrza. Ścieżki są świetnie oznaczone, także poziomem trudności.

Odpoczynek podczas treningu po Górach Błękitnych
Góry Błękitne koło Sydney

5. Przejechać się Bell Line of Road

Droga Bell Line of Road to malownicza trasa przez Góry Błękitne. Jej wschodni kraniec znajduje się w Richmond, a zachodni koniec znajduje się w Bell. Miejscowości oddalone są od siebie o 59 km. Trasa zapewnia genialne widoki i panuje tam niewielki ruch. Najbardziej zauroczyły mnie przydrożne sklepiki, gdzie okoliczni mieszkańcy wystawiają swoje wyroby. Marmolada Wiskey? Domowy sos pomidorowy mamy? Piklowane pomidory? Żaden problem. Można zapatrzyć się w te i inne cuda.

Przetwory na półce w sklepie
Sklepowa półka z przetworami

6. Nakarmić kangury i przytulić koalę

Kangury są powszechne w Australii. Naprawdę. Można je bez większych problemów spotkać na wolności, gdy odjedzie się trochę dalej od miasta. Jednak osobiście takich „dzikusów” nie polecam karmić. To naprawdę wielkie zwierzę. Jednak w specjalnych parkach dzikich zwierząt, które przy miastach lub w miastach funkcjonują, te skoczne zwierzaki można oglądać bezpiecznie z bliska, a nawet nakarmić! Polecam wizytę zaraz po otwarciu, gdy zwierzaki jeszcze nie są rozbestwione karmą przez turystów. My wpadliśmy do Billabong Zoo koło Port Mcquarie, gdzie z rana dopadła nas całą chmara kangurów, głównie wallabies, czyli tych mniejszych. W Brisbane w Lone Pine Koala Sancturay również byliśmy z rana i tu też obsiadły nas zwierzaki, tym razem były to kangury olbrzymie, choć nie tak wielkie. Jednak w tym miejscu ważniejsze było przytulanie koali! Miśki są powolne i większość czasu śpią. Opiekunka karmiąc jednego eukaliptusem podała mi go na ręce i w tym momencie byłam oczarowana. Maluch był lekki, miękki i przeuroczy. Warto pamiętać, że przytulania jest zakazane w Nowej Południowej Walii.

Przytulam koalę
Przytulanie koali w Brisbane

7. Zrobić zdjęcie przy napisie Brisbane

Na brzegu rzeki w Brisbane stoi wielki napis nazwy miasta, który pierwotnie powstał na szczyt G20 w 2014 roku. Początkowo napis miał stać tylko 4 tygodnie, a pozostał na 4 miesiące. Po tym czasie Rada Miasta usunęła go ze względów bezpieczeństwa. Postanowiono wykonać trwalszą wersję na pamiątkę goszczenia w mieście szczytu G20. Obecnie można obejrzeć wielki kolorowy napis zarówno za dnia, jak i po zmroku i ciężko powiedzieć kiedy robi efektowniejsza wrażenie. Świetnie prezentuje się na tle malowniczej panoramy miasta, z wieżowcami i rzeką w tle.

Popularny napis BRISBANE nad rzeką
Słynny napis BRISBANE

8. Pogapić się na surferów

Australia kojarzy się z surfowaniem. To właśnie w dziennikach kapitana Jamesa Cooka, który podczas swojej 3 wyprawy dookoła świata przypłyną do wybrzeży Australii, znajdują się opisy mieszkańców pływających na deskach na falach. Ze źródeł niepiśmiennych można wywnioskować, że na tych terenach, a także u wybrzeży Nowej Zelandii, surfowanie uprawiane było już wcześniej. Naczytałam się, że na prawdziwych surferów można trafić w Byron Bay. Zatrzymaliśmy się tam, ale więcej było tu lansujących się grup dwudziestokilkulatków. Widać ewidentnie, że to nowobogacki kurort, a surfujących była zaledwie garstka. Może nie pora, pomyślałam. Jednak w Newcastle zobaczyłam co znaczy ujarzmiać fale. Faktycznie prezentowały się dużo bardziej imponująco niż w Byron Bay. Więcej było też zainteresowanych ich okiełznaniem. Patrzenie na to jak sylwetki suną po wodzie jest hipnotyzujące.

Plaża i zatoczyła w Newcastle
Świetne fale na plaży w Newcastle

9. Obserwować delfiny

Emerald Beach to niewielka plaża położona w pobliżu Coffs Harbour. Przebiega przez nią ścieżka prowadząca na niewielki cypel (Look At Me No w Headland). Dużą atrakcją tego miejsca są kangury biegające na wolności po okolicznych terenach trawiastych. Dwa zauważyliśmy nawet na posesji jednego z domów, skubiące idealnie zieloną trawę. Już samo to było dla mnie dużym przeżyciem, więc dodatkowa dawka radości cieszyła jak podwójna polewa czekoladowa na lodach. Gdy staliśmy na cyplu i podziwialiśmy niesamowitą panoramę Maciek wypatrzył delfiny. Całe stado! Wpatrywaliśmy się w pływające z gracją zwierzęta z nadzieją, że popłyną bliżej. Niestety oddalały się, ale i tak polecam każdemu to miejsce by popatrzeć na delfiny i kangury za jednym razem.

Punkt obserwacji delfinów
Miejsce stworzone do obserwowania delfinów

10. Zjeść pie

Pie to typowe ciasto mięsne w Australii i Nowej Zelandii. Ma kruchy spód i wierzch, zaś wnętrze wypełnione jest farszem. Z reguły jest to farsz mięsny, ale z uwagi na ogromną popularność tego przysmaku można spotkać też jego słodkie warianty. Próbowałam różnych jego odmian. Wersja z mięsem kurczaka i grzybami w białym sosie starczyła nam jako solidna przekąska ( jedna na dwie osoby!) zamiast drugiego śniadania. Jednak najbardziej rozpłynęłam się nad wersją z jabłkiem. Ten wariant pie na słodko jako śniadanie był doskonałym otwarciem dnia.

Szarlotka? Bardziej australijskie „pie”

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *