Anglia,  Relacje

Londyn: Sztuka o zwiedzaniu muzeów w ośmiu aktach z antraktami. Część 7

Akt VII – tête à tête z Tate

Sztuka współczesna przysparza mi zawsze problemy. Chyba moje zrozumienie kończy się na Pollocku. Instalacje, obrazy, rzeźby nowoczesne nie pociągają mnie, nie wywołują takiej ekscytacji i radości jak sztuka klasyczna, grecka rzeźba, czy freski w Kaplicy Sykstyńskiej. Co innego architektura. Zdecydowanie bliżej mi do strzelistych wieżowców i ceglanych fabryk niż barokowych dworków, czy secesyjnych kamienic. W architekturze współczesnej cenię prostotę. Tate Modern kusiło więc już z zewnątrz prostą, industrialną formą, obiecując udany dzień.

SONY DSC

Brytyjskie Muzeum Narodowe Sztuki Międzynarodowej w Londynie zajmuje budynek będący dawniej główną halą elektrowni. Obiekt zaprojektował Giles Gilbert Scott, a projekt został zrealizowany dwuetapowo w ciągu 16 lat między rokiem 1947 a 1963. Budynek spodobał mi się już od pierwszego wejrzenia. Prosta, nieco nawet przysadzista i klockowata forma zyskuje na atrakcyjności dzięki wybijającemu się na pierwszy plan kominowi. Ciekawym akcentem jest też wpisana w muzealną koncepcję budynku piramida, zaprojektowana przez pracownię Herzog & de Meuron, odpowiedzialną za dostosowanie obiektu do celów wystawowych w 2000 roku.

We wnętrzu można się napawać surowym pięknem betonu. Uwielbiam ten klimat. Ostre linie, szarość zastygłego cementu, duże przeszklenia są moim ulubionym połączeniem. Jeszcze sękate drewno i byłoby idealnie. Wszystkiego jednak mieć nie do można. Nie przemawiają do mnie zupełnie prace w Tate Modern. Tysiące metalowych kulek zawieszone na kolorowych linkach z nadaną ideologią, po prostu mnie nie przekonują. Nie przemawia do mnie stos usypanych kamyków. Nie jest to ani ładne, ani brzydkie, a dorobiona ideologia może być co najwyżej wartością kulturową lub kulturalną ( jak kto woli), jednak z takim niejakim wyrazem estetycznym chowa się w cieniu sztuki greckiej, surrealizmu, czy kubizmu. Oczywiście w moim odczuciu.

Większość mojej wizyty w Tate Modern koncentrowała się na napawaniu przestrzenią i wdziękiem architektury, jednak i taki ignorant sztuki nowoczesnej jak ja, znalazł dzieła godne kilku chwil uwagi i kontemplacji. Przyszło mi się zmierzyć na żywo z dziełem nad dziełami. Na drugiej kondygnacji w galerii poświęconej surrealizmowi, na ścianie brytyjskiego muzeum pod francuską nazwą Métamorphose de Narcisse zadziwił mnie obraz katalońskiego artysty. Co prawda dawne zamiłowanie do Salvadora Dali już mi minęło, jednak sentyment do jego prac pozostał, a ta jest szczególnie efektowna. W surrealistycznej interpretacji motywu o Narcyzie podoba mi się chyba wszystko, łącznie z abstrakcyjną wizją artysty z pogranicza halucynacji i urojenia.

SONY DSC

Szczęśliwość prawdziwą wywołał natomiast pokaźny zbiór prac Pablo Picasso, którego tak naprawdę polubiłam dopiero dwa lata temu po wizycie w Barcelonie. Widząc ewolucję jego stylu z całkiem normalnego, wręcz realistycznego, w pokrętny kubizm nie mogłam mu się oprzeć. I w takiej kostropatej, wcale nie szczególnie bliskiej przyjaźni z Pablo pozostaję do dziś. Zdecydowanie to jego geometryczny i pokrzywiony wygląd świata mnie urzeka. W Tate Modern naprawdę sporo jego prac można obejrzeć. Dla mnie jednym z ciekawszych jest olej na płótnie zatytułowany Femme nue dans un fauteuil rouge z 1953 roku. Praca należy do serii portretów, które Picasso wykonał razem z Marie-Therese Walter w jej posiadłości wiejskiej w Boisgeloup. Kobieta „składa się” z szeregu zmysłowych, krzywych linii, a kształty ciała zostały mocno zaokrąglone. Uwagę zwraca jednak twarz. Podwójna. Wydaje się jakby to kochankowie właśnie zostali przyłapani na namiętnym pocałunku.

SONY DSC

Odpoczynkiem od nowoczesności była przyjemna dla oka wystawa sztuki brytyjskiej od 1500 roku do współczesności, udostępniana w Tate Britain, który wraz z Tate Modern, Tate Liverpool i Tate St Ives stanowią Tate, czyli sieć galerii brytyjskich gromadzących sztukę rodzimą oraz międzynarodową.

SONY DSC

W Tate Britain zatrzymała na mnie na troszkę dłużej Ophelia. Sir John Everett Millais widocznie był podobnie jak ja fanem Hamleta i postanowił zobrazować niezwykle romantyczną wizję śmierci dotkniętej obłędem bohaterki. Było to o tyle trudne, że w dziele Szekspira sceny poświęconej temu wydarzeniu nie ma, wspominają o niej w rozmowie Laetres, brat nieszczęsnej dziewczyny, z królową Gertrudą. I przyznam, że wydaje mi się, że na podstawie tych okruchów informacji Millais dobrze ujął całą dramaturgię, dziwność, smutek, mrok śmierci Ofelii. Cudownie oświetlona twarz kobiety, zatopionej w wodach stawu otoczonego przez pełne życia rośliny, skupia na sobie całą uwagę.

O ile wystawy Tate Britain zdecydowanie bardziej wpisały się w moje gusta niż Tate Modern, o tyle z budynkiem sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Tate Britain mieści się w po prostu  ładnym budynku. Wejście zdobi osiem wielkich kolumn. Neoklasycystyczny kunszt widać z pewnością, ale co począć, gdy mnie to ani ziębi, ani parzy. Zdecydowanie ciekawsze było wnętrze, głównie kręte schody z kontrastującą, czarno-białą posadzką.

Antrakt – spuścizna Szekspira i tajemnica Bonda

Budynek w sumie był niepozorny. Ktoś mógłby go nawet go zignorować, bo w Londynie jest wiele ciekawszych, bardziej ekscytujących miejsc. Ktoś inny mógłby pomyśleć, że to pomyłka, że ten budynek nie powinien znajdować się w tym miejscu. Nic bardziej mylnego! Białe, jakby świeżo wapnowane ściany, poprzecinane drewnianymi balami, a do tego dach ze strzechy, doskonale odzwierciedlają styl elżbietański, który wydaje mi się, że zostaje gdzieś w cieniu bogactwa elżbietańskiego. The Globe nad Tamizą, nieopodal Tate Modern, to miejsce, które zobaczyć powinni miłośnicy Szekspira. Pisarz był udziałowcem tej instytucji, tu też wystawiane były jego sztuki, co ciekawe wyłącznie w obsadzie męskiej.

 SONY DSC

Do wnętrza niestety nie weszliśmy, ale cieszyło mnie, że mogę obejrzeć choć z zewnątrz to niezwykłe miejsce. Wybudowany został w 1599 roku, ale spłonął w pożarze. Został szybko odnowiony, lecz w latach 40-tych XVI zamknęli go purytanie. Obecnie jest to przede wszystkim atrakcja turystyczna, którą można zwiedzać, ale też nadal wystawiane są tu spektakle. Warto upewnić się, czy plany zwiedzania nie kolidują z repertuarem, bo trzeba obejść się smakiem.

 

Jeśli nie uda Wam się wejść do środka zawsze możecie obejrzeć “Zakochanego Szekspira” z 1998 roku, w którym pojawia się obok Gwyneth Paltrow właśnie The Globe jako jeden z cichych bohaterów filmu. Może umówmy się, że szału nie ma, ale zdecydowanie mam do tego filmu słabość. Obejrzałam go może pięć czy sześć lat po premierze, gdy zaczęłam naprawdę interesować się Szekspirem. Oglądałam go jako nastolatka targana dramatami nieszczęśliwych – jak mi się wówczas zdawało – miłości, jak to bywa u nastolatek, więc…tak mam do niego słabość. Podobnie jak do filmów z Bondem. I przez wzgląd na to udaliśmy się jeszcze pod siedzibę MI6, nieopodal Tate Britain, bo to akurat w przeciwieństwie do agenta 007 nie jest wymysł filmowy. Dawna Military Intellgence Section 6 to wywiad wojskowy sekcji 6 powołany do życia w 1909 roku. Głównym zadaniem MI6 było zwalczanie szpiegostwa zagrażającego Wielkiej Brytanii z czym agent 007 doskonale sobie radzi o od lat 50-tych XX wieku na wielkich ekranach.

 SONY DSC

Siedziba MI6 wygląda naprawdę ciekawie. Zielone szkło kontrastuje z jasnym kamieniem. Od lat budynek jest jednak wykpiwany jako makabryła, a nawet w pogardliwie nazywany Babilonem. Akurat to określenie jest dość trafne, gdyż można dostrzec w bryle MI6 tarasową formę i kanciaste linie, charakterystyczne dla babilońskich zigguratów. Pewnie wielu jego krytyków ucieszyło się więc, gdy w jednym z filmów o Bondzie (Skyfall) zostaje wysadzony w powietrze. Ja aż tak czepiać się nie będę. Dla mnie budynek ma nawet pewien urok. Przypomina nieco twierdzę. A jak często buduje się dziś twierdze? No właśnie. Konieczność ograniczenia ilości okien i stworzenia pancernych ścian nie mogła skutkować projektem lekkim i powabnym. Wobec tego myślę, że Terry Farrell i tak nieźle wybrnął.

autor: Magdalena Drajkowska

Inne części opowieści o Londynie przeczytacie tu: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 8.

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Londyn: Sztuka o zwiedzaniu muzeów w ośmiu aktach z antraktami

ZapiszZapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *