Polska,  Relacje

Płock: Nad Wisłą wylała rzeka muzyki

Kolejny raz pod koniec lipca płocką plażę zalało. Opanowana została także część skarpy. Tłumy ludzi zgromadziły się, żeby oglądać jak w tym roku będzie się prezentowało to zjawisko.  Przybyli nie tylko mieszkańcy miasta, ale zjechali się goście z kraju i zza granicy. Zdaje się, że to już dla wielu tradycja i jedno z najważniejszych letnich wydarzeń. Audioriver, czyli niezależny festiwal muzyki elektronicznej, od 2006 roku przyciąga do Płocka swoim wyjątkowym klimatem i starannie dobraną ofertą muzyczną.

U źródeł rzeki muzyki

Na początku nie było ani słowa, ani chaosu, na początku był Astigmatic. Pierwsza edycja zorganizowana została w 2003 roku i zapoczątkowała w Płocku tradycje festiwalowe muzyki elektronicznej. Na dużej i małej scenie przez dwa dni i dwie noce odbyło się kilkadziesiąt występów muzyków krajowych i zagranicznych, a podczas trwającego after party w niedzielę wystąpili też lokalni artyści na scenach klubowych.

Impreza wypaliła, co mogę potwierdzić, bo byłam na niej osobiście i gdy tylko się skończyła miałam nadzieję, że będzie to cykliczne wydarzenie. W następnym roku atrakcją była główna scena na wodzie. Pamiętam też, że pojawiła się ankieta o wysokości opłaty. Mimo przyzwyczajenia Płocczan do darmowych imprez, to większość moich znajomych zaznaczyła, że jest w stanie zapłacić więcej niż 100zł za wejście. Uwierzcie mi w ustach Płocczanina to naprawdę duża deklaracja. Nie piszę tego przez złośliwość. Przez lata Petrochemia, obecny Orlen, organizowała dla miasta darmowe imprezy, prawdopodobnie w ramach rekompensaty za niezbyt świeże powietrze w okolicy. Gdy Centrala przeniosła się do Warszawy, darmowe imprezy zaczęły zanikać. Wprowadzenie biletowanych wydarzeń było nas poniekąd rewolucyjne. Wracając do Audioriver, sukces drugiej edycji zwiastował, że trzecia będzie naprawdę niesamowitą.

20160729_202425

Rok 2005 okazał się dla imprezy przełomowy i w sumie rozłamowy. Jak wieść gminna niesie doszło do nieporozumień między organizatorami i imprezę przeniesiono do Gdańska. Patrzyliśmy na to z pewnym zażenowaniem, rozczarowaniem i zawodem – my nastolatkowie, którym odebrano świetną imprezę, my z miasta, gdzie z większych imprez mieliśmy Biesiadę Kasztelańską, Międzynarodowe Święto Kaszanki, czy Noc Cygańską. Z niepokojem patrzyliśmy na rozwój wydarzeń. Dzięki wytrwałości organizatora nie zostaliśmy bez imprezy. W 2005 roku na plaży na Wisłą odbył się festiwal muzyki elektronicznej, co prawda pod inną nazwą, ale miał tego samego ducha. I śmiem twierdzić, że to wtedy narodziło się przywiązanie miasta do festiwalu i festiwalu do miasta. Dzięki feMEV tradycja zachowała swoją ciągłość. O ile tradycja przetrwała, o tyle nazwą jakoś nie chwyciła. Dopiero Audioriver zaiskrzył. Chyba nie ma lepszej gry słów, która oddawałaby klimat tego wydarzenia. To w końcu festiwal muzyki organizowany nad RZEKĄ.

Pierwsza impreza pod nazwą Audioriver odbyła się w 2006 roku. Potem popłynęło gładko! I tak mamy 2016 rok, a Płock znany głównie z Orlenu, jest na stałe wpisany w letnią festiwalową mapę Polski, ba nawet całego świata. Podczas pobytu w Barcelonie, jedna z zapoznanych mieszkanek miasta, wyznała mi miłość do Płocka, a konkretnie do tego właśnie festiwalu. Osobiście aż tak intymna więź nie łączy mnie z tym festiwalem. I do tej edycji nie mogłam nawet nazwać się jego zażartą fanka, bo nie każdego roku byłam. Jednak staram się być i poniekąd z wygodnictwa, wikt i opierunek u mamusi, i z uwagi na unikalną atmosferę.

20160729_200757

Chillout na plaży bez morza

Banał nad banały, prawda? Chyba każdy kto był na jakimś festiwalu twierdzi, że atmosfera była niesamowita, ludzie cudowni, a muzyka fantastyczna. Audioriver ma naprawdę swój unikalny klimat. Po pierwsze: Zawdzięcza to lokalizacji. Sceny rozstawione są na plaży u podnóża 30-metrowej skarpy. Na czas imprezy cała część wzniesienia jest wygrodzona. Nie masz ochoty chwilowo grzęznąć w piasku podrygując nóżką? Możesz zasiąść na długich schodach przecinających wzniesienie lub na miękkiej trawie pokrywającej  skarpę. Część imprezy odbywa się też na Starym Rynku w towarzystwie klasycystycznego ratusza i barokowej fary, o których więcej przeczytacie we wcześniejszym moim wpisie. Od kilku edycji można też zaopatrzyć się tu w naprawdę fajne ciuchy, bo rozstawiają się stoiska młodych projektantów – są też w namiocie na plaży.

Po drugie: Audioriver to w sumie festiwal kameralny. Ograniczona ilość miejsca oznacza ograniczoną ilość dostępnych biletów. Trzy lata temu Ci, którzy liczyli na kupienie biletów na sobotę na miejscu musieli odejść z kwitkiem. I od czerech lat kupienie wejściówek na miejscu jest nierealne. Bilety wyprzedzają się jak świeże bułeczki. Warto śledzić stronę festiwalu już w od stycznia. To gwarancja kupienia wejściówek na czas i do tego w dobrej cenie. W ciągu jednej nocy na wygrodzonym terenie może się pomieścić około 20 tys. osób. Gdzież nam więc do takich imprez jak Open’er czy Woodstock.

20160729_210026

Po trzecie: Audioriver to nie tylko muzyka. Wydarzeniu towarzyszą imprezy modowe i pokazy filmowe. Ponadto z roku na rok zaplecze jest coraz lepsze. Jeszcze trzy lata temu jedyną ofertą gastronomiczną były marne zapiekanki i frytki. Ale w połowie nocy, po skakaniu, pląsaniu i podrygiwaniu człowiek jest po prostu głodny. Ostatnie edycje to zdecydowana poprawa. Rzędy foodtracków z dobrym jedzeniem pracują całą noc. Hamburger, pizza, szaszłyk? No teraz to nie problem. Ba! W tym roku raczyliśmy się tacos z kurczakiem i kaktusem, czy smakowitą quesadillą Dodatkowe atrakcje rozsiane są po terenie festiwalu w mniejszych i większych namiotrach. W poprzednich edycjach pobliżu  można nawet było spróbować jazdy na nartach,czy serfowania!

Po czwarte: Audioriver to nie tylko muzyka, ale powiedzmy sobie szczerze bez niej imprezy by nie było. Każda edycja to zawsze świetni artyści i dla mnie zawsze jakieś zaskoczenie i odkrycie. Tak było między innymi z GusGus w 2013 roku, a w tym roku zaskoczyli mnie C2C i Sigma.

Więcej niż dobra nuta

Coraz rzadziej, ale jeszcze mi się zdarza spotkać ze zdziwieniem, gdy mówię, że wybieram się na festiwal muzyki elektronicznej. A przynajmniej parę razy za zdziwieniem w oczach, szedł komentarz: O to słuchasz techniawy? Mylnie bowiem pod pojęciem techno rozumie się całość muzyki elektronicznej, a ta ma ogromną ilość gatunków i nurtów, a w moim subiektywnym odczuciu jest drugim – obok jazzu – rodzajem muzyki, które daje możliwość tworzenia naprawdę nowych form. Wbrew też obiegowej opinii muzyka elektroniczna to więcej niż dobra nuta, a techno – to więcej niż jedna nuta. Nie dziwi mnie jednak to porównanie. Techno w sumie opiera się na jednostajnym, bardzo szybkim tempie, a kulminację popularności miało w czasie święcenia triumfu przez zespół Scooter i czasy berlińskiego Love Parade.

Techno jest jednym z gatunków muzyki elektronicznej, która absolutnie na nim się nie kończy. Ogromna ilość i różnorodność może naprawdę zaskakiwać. Jestem niemal pewna, że na tym festiwalu, chyba jak na żadnym innym każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu ambient, eleltro, chillout, drum’n’bass, naprawdę wszystko. Na scenie pojawił się Rudimental, Modestep, Gus Gus, Carl Craig, a tym roku Natalia Nykiel, Ella Eyre, C2C… Każda edycja to występ kilkudziesięciu muzyków i zespołów!

W tym roku była Ella Eyre! Gardło mam zdarte, nogami ledwo powłóczę , ale było warto. Ta kobieta to prawdziwy wulkan energii. Zachwycona byłam jak dobrze śpiewa przy całym szaleństwie, jakie prezentuje na scenie. Na cały koncert jaki dała odpoczęła zaledwie podczas dwóch ballad. Zupełnie porwała mnie wykonem utworu Thogether, a Waiting All Night (w oryginale z zespołem Rudimental) wyrwał z gardeł publiki taki ryk, że miałam wrażenie, że sama wokalista była lekko zszokowana.

20160729_232315

20160729_220525

Jednak tak naprawdę to sobota okazała się obfitować w nieziemskie koncerty. Niesamowity popis dała czwórka DJ’ów z zespołu C2C. Połączenie dźwięków elektronicznych z brzmieniem klasycznych instrumentów jest powalające. Mnie najbardziej uderzyło wykorzystanie saksofonu, nadające nieco jazzowego brzmienia. Sam występ był naprawdę popisowy. Okazuje się, że do naprawdę dobrego pokazu wystarczą cztery konsole dj’skie i pomysł dobrych wizualizacji. O umiejętnościach nie wspominam, bo ta czwórka to klasa sama w sobie. Kunszt pokazali zamieniając się miejscami przy konsolach, a zarazem utrzymując cały czas niesamowitą płynność gry. Francuzi pokazali też świetne poczucie humoru, dzięki czemu zelektryzowali publikę.

W tym roku absolutnie rozbroił mnie występ Sigma live. Kto nie był, nie jest w stanie sobie wyobrazić tego, co tam się działo. Nie powiem nieco sceptycznie podeszłam do sprawy. Znałam zaledwie kilka kawałków. Na scenie pojawili się w pełnym koncertowym składzie i dali popis, jakiego od dawna nie widziałam. Były znane kawałki w nowych aranżacjach jak Home zespołu Rudimental, czy Lean On artystów Major Lazer&DJ Snake…przede wszystkim jednak Nobody to love Sigmy. Przede wszystkim był jednak żar. Wokół nie było nikogo kto nie zostałby porwany przez rwący nurt muzyki i przez niesamowitą energię wykonawców.

20160731_012652

Jeszcze nie ochłonęłam. Żałuję, że festiwal nie trwa jeszcze dwa dni. Przyznam jednak, że po dwóch niedospanych nocach intensywnie przeskakanych  moje siły są na wyczerpaniu. Tak jak wspominałam wcześniej – Dotychczas do zażartych fanek Audioriver nie należałam, teraz zacznę nią być. Z roku na rok poziom winduje w górę i lęk mnie ogarnia, że imprezę mogą przenieść. Fakt problem z noclegami może być – niewiele w Płocku jest hoteli, hosteli, ale uczestników ratowały kwatery prywatne. Osobiście uważam, że jeśli festiwal będzie przeniesiony straci wiele ze swojego uroku i atmosfery jaką daje mu płocka plaża. Cytując klasyka kabaretu w nieco zmienionej wersji: Zostawcie nam festiwal!

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Płock: Nad Wisłą wylała rzeka muzyki

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *