Grecja,  Relacje

Ateny: Perły w brudzie

Gdy taksówkarz przywiózł mnie pierwszy raz do centrum , to myślałem, że mnie oszukał i zawiózł do slumsów. – opowiadał nam Robert, który w Atenach mieszka od 20 lat, umilając swoimi zadziwiającymi historiami czas, podczas, gdy próbowaliśmy się przebić autem przez popołudniowe korki miasta – dopiero kiedy się odwróciłem i zobaczyłem Akropol uwierzyłem, że jestem w centrum miasta. Dookoła był syf. Odnieśliśmy podobne wrażenie. Ateny nie są piękne. Ciasne ulice, obdrapane tynki i otwarte kontenery zamiast koszy na śmieci tworzą przytłaczający obraz. Między tymi zakurzonymi alejkami znaleźć można prawdziwe perły. Jedną z nich jest z pewnością Akropol, który można „ugryźć” na wiele sposobów. Ateny to nie tylko Akropol, to duże miasto, które nie jest piękne, ale miejscami takie bywa.

 

Perły uliczne

W miastach wiele osób urzekają stare, wąskie uliczki. W Atenach można odnaleźć je w dzielnicy Plaka, leżącej u stóp Akropolu, przez co nazywana jest „sąsiedztwem Bogów”. Nie sposób jej uniknąć podczas odwiedzin greckiej stolicy. W pierwszym kontakcie wydaje się zbyt gwarna, zbyt tłoczna, zbyt turystyczna. Jednak w moim odczuciu to miejsce ma swój wyjątkowy koloryt. Pełno tu greckich tawern z musaką i souvloki, a przysiadając w jednej z nich można oglądać tętniące życiem miasto. Można tu całkiem smacznie zjeść, napić się, ale też kupić pamiątkę. Jest tu wszystko od przypraw przez mydła na bazie oliwek a kończąc na cukierkach z ouzo. Przechodząc między straganami czuć było zapach unoszący się w rozedrganym od ciepła powietrzu. Aromaty same prowadziły nas między targowymi uliczkami, kierując nasze nogi od jednego do drugiego sklepiku.

Pragnąc wyrwać się z wrzącego od tłumu targowiska nie trzeba się zbytnio oddalać. Do skał Akropolu od strony północno-wschodniej przylega bowiem wdzięczna i spokojna Anafiotika, będąca częścią zabytkowej części Plaki.

 

Dzielnica Anafiotikaw Atenach
Malownicza ulica w ateńskiej dzielnicy Anafiotika

Przyznam, że błądziliśmy i meandrowaliśmy między ulicami Aten kilka razy niemal się poddając i rezygnując z odnalezienia tego skarbu, ale w końcu nam się udało.

Anafiotika zdecydowanie wyróżnia się z całej zabudowy miejskiej, ponieważ przypomina raczej niewielkie domki, na jednej z greckich wysp i taki też klimat panuje w tym miejscu. Ten oryginalny zakątek miasta powstał za czasów panowania Otto I, który zaprosił do Aten mieszkańców wysp cykladzkich – w tym wyspy Anafi – żeby odbudowali i unowocześnili jego siedzibę. Przybywający mogli skorzystać z ciekawego zapisu prawnego, według którego jeżeli między wschodem a zachodem słońca zbudowało się dom, to stawał się własnością budującego. Za dom uważano budynek z czterema ścianami i dachem. Z pewnością to wpłynęło na wielkość domków w Anafiotice. Jest to jedna z perełek Aten, gdzie można poczuć jak spowalnia czas. Przeszli obok nas miejscowi, niewielu turystów i parę kotów. Mrużąc oczy od ostrego słońca opuściliśmy ten „tajemniczy ogród” Aten strzeżony przez labirynt ulic i uliczek Plaki, pozostając niezmiennie pod dziwnym urokiem małych, białych domków.

 

Perły zabytkowe

Raz w roku najważniejsze instytucje w Europie, także w Atenach, biorą udział w Europejskich Dniach Dziedzictwa i otwierają swoje podwoje za darmo. Taka okazja motywuje! W jeden dzień zwiedziliśmy kilka zabytków, których poznawanie rozłożylibyśmy na cały pobyt, ale skoro była okazja to musiały znaleźć się też siły. Ostatni z Europejskich Dni Dziedzictwa przypadł na pierwszy dzień naszego pobytu w Atenach. Zdążyliśmy zaledwie przespać się trzy godziny po przylocie i ruszyliśmy w miasto.

 

Ateny - Narodowe Muzeum Archeologiczne
Główne wejście do Narodowego Muzeum Archeologicznego w Atenach, prowadzące do prawdziwych skarbów.

Na pierwszy ogień poszło Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach i na całe szczęście, bo mieliśmy odpowiednio dużo sił na nie. Jest duże i zbyt zatłoczone, jak na mój gust, eksponatami. W rozległym budynku znajdują się pamiątki z najdawniejszych czasów cywilizacji greckiej. Ceramika, rzeźba, wyroby metalurgiczne i prawdziwe dzieła sztuki równo poukładane obok siebie, przypominają o podwalinach naszej cywilizacji. Choć natłok eksponatów nieco przytłacza, uważam, że warto było je odwiedzić. Zetknięcie z taką dawką historii mocno zaangażowało uwagę i wywołało emocje na tyle, że lekkie zmęczenie po nocnym locie dawało o sobie powoli znać. A tu cały dzień jeszcze przed nami!

Chcąc dotrzeć do kolejnego muzeum musieliśmy przejść przez Plac Omonia. Miała to być popisowa dzielnica stolicy. Piękne hotele, restauracje, ogólnie cud – miód. Jednak przyszedł kryzys i co by nie mówić dotknął mocno Greków. Prestiżowa dzielnica mocno podupadła, a dziś należy do najniebezpieczniejszych w mieście. Można przejść nią za dnia bez większych obaw, jednak jest prawdopodobne, że traficie na widok narkomanów wstrzykujących sobie właśnie dawkę albo bezdomnych zalegających na ulicy. Po zmroku odważyłam się przejść przez Omonię może dwa lub trzy razy. Wyznając zasadę, że nie ma co kusić losu ostatecznie wybierałam metro, żeby przejechać tę dzielnicę.

Po przedostaniu się przez Omonię, która w promieniach słońca dobrze kamuflowala swoje mroczniejsze oblicze, ruszyliśmy do Muzeum Numizmatycznego i Muzeum Wojny, gdzie pewnie byśmy nie zawitali, gdyby nie Dni Dziedzictwa, ale z pewnością weszlibyśmy do Muzeum Bizantyjskiego i Chrześcijaństwa. W swoich zbiorach posiada ponad 25 tyś. eksponatów z czasów bizantyjskich i wczesnochrześcijańskich, które prezentowane są (oczywiście nie wszystkie) na wystawach stałych i czasowych w XIX-wiecznym pałacu.

 

Ateny - Stadion Panatenajski
W pozie zwycięzcy na a Stadionie Panatenajskim…kto by się powstrzymał?

Dni Dziedzictwa nie obejmowaly darmowego wejścia na Stadion Panatenajski. Uważam, że jednak warto zapłacić. Choćby tylko po to, by odbyć spacer po obwodzie historycznej podkowy. Uruchomiłam od razu wyobraźnię, która rzędy siedzeń na trybunach zapełniła dostojnikami, rodzinami z dziećmi, jak i filozofami, wszystkimi zażywającymi przyjemności oglądania wyczynów lekkoatletycznych. Przyznaję, że bardzo spodobała mi się idea wygranej w biegach, więc ustawiłam się na podium, przyjmując zwycięskie pozy. A co mi tam!

Perły narodowe

Na mapie Aten jest kilka zielonych łat, które wskazują na występowanie w dużym nagromadzeniu roślinności. Nie jest ich szczególnie wiele, a jednym z efektowniejszych takich miejsc jest Ogród Narodowy. W upalne południe września stanowi remedium na złowrogi skwar szczypiący bezczelnie za policzki, kolana, ramiona. Jestem w stanie uwierzyć, że właśnie dla tego błogiego cienia żona króla Otto I, Amelia, zdecydowała się  na wybudowanie tej zielonej oazy. W latach 1839-40 nasadzono na tym terenie 15 000 roślin sprowadzonych z Mediolanu, a w kolejnych latach wprowadzano tu gatunki afrykańskie. Od 1924 roku miejsce zostało upublicznione i jako Ogród Narodowy jest chętnie odwiedzane przez mieszkańców, jak i turystów.

 

Ateny - Ogród Narodowy
Spacer po Ogrodzie Narodowym w Atenach to prawdziwa przyjemność w upalne popołudnia.

W Ogrodzie pełno jest szeroki alei i wąskich ścieżek, którymi zaszliśmy w zakątek bardzo rozkrzyczany od donośnych głosów małych, zielonych papug. Posiedzieliśmy chwilę wypatrując pierzastych wandali zakłócających w biały dzień porządek publiczny. Zauważyliśmy wtedy prawdziwą grecką osobliwość. Żółwie. Z reguły po parkach biegają wiewiórki, papugi, a widzieliśmy też i pawie, ale żółwie? No umówmy się, raczej nie biegają. Swoją drogą nie uciekną zbyt szybko, gdy chcesz im zrobić zdjęcie. Ujęła mnie ta ich dostojna powolność w dawnych Ogrodach Królewskich. Jednak po pewnym czasie i ten widok może znudzić się, gdy stawianie nogi trwa kilkanaście sekund. Wreszcie się otrząsnęliśmy z tego hipnotyzująco powolnego tańca i ruszyliśmy dalej, a dosłownie za rogiem natknęliśmy się na kolejną perełkę. Zappeion.

 

Zappeion w Atenach
Budynek Zappeion w Atenach stworzony do walk szermierczych podczas olimpiady.

Budynek nie tylko efektownie się prezentuje z tą fasadą nawiązującą do najlepszych klasycznych tradycji, ale wiąże się z nim ciekawa historia.

Powstał w 1888 roku jako hala do walk szermierczych na czas olimpiady, a jego nazwa wzięła się od nazwiska barwnej postaci, jaką był Evangelis Zappas, bogacz i biznesmen, żyjący w Rumunii w pierwszej połowie XIX wieku. Był miłośnikiem starożytności, brał też udział w greckiej wojnie o niepodległość w latach 1821-1832.

Pragnął odnowić tradycje olimpijskie w nowym państwie greckim, do czego tak bardzo nakłaniał króla Ottona, iż ten przystał na jego perswazje i dzięki temu 15 listopada 1859 roku w centrum Aten zorganizowano pierwsze igrzyska olimpijskie w historii współczesnej. Ekscentryczny milioner przekazał znaczną część swoich funduszy na organizację przyszłych olimpiad i pomimo, iż zmarł 1865 roku, to kontynuowano odbudowę Stadionu Panantejskiego, którą ukończono w 1870 roku. Milioner zostawił też instrukcje dotyczące tego, jak ma wyglądać jeden z przyszłych obiektów olimpijskich, który miałby zaspokoić potrzeby organizacyjne wydarzenia. Był nim właśnie Zappeion, dla którego wydzielono specjalnie część gruntu w Ogrodach Królewskich.

Z kompleksem zieleni sąsiaduje też plac Syntagma. To punkt zero, od którego liczone są wszelkie odległości w Grecji, ale przede wszystkim jest on ważnym miejscem w dziejach miasta, państwa i narodu. Świadczy o tym już sam nazwa, Plac Konstytucji, która nawiązuje do pierwszej konstytucji greckiej wymuszonej na królu Otto I w 1843 roku. Tu odbywają się różne manifestacje, jak ta z 1944 roku, doprowadzająca do zamieszek, w których zginęło wiele osób.

Miejsce to przyciąga przede wszystkim zmianą warty, która odbywa się w mundurach ewzonów , bardzo osobliwych. Trzymający straż mają na sobie charakterystyczną, ponoć bałkańską, spódnicę z marszczeniami (fustanella) oraz beret z przytwierdzonym pomponem (prawdopodobnie najdłuższym na świecie). Zmiana warty odbywa się (codziennie o pełnych godzinach) na placu przed Grobem Nieznanego Żołnierza, nieopodal siedziby parlamentu. Neoklasycystyczny budynek stanowił siedzibę króla Otto I, a od 1924r roku zaczął urzędować tu parlament grecki.

 

Ateny - plac Syntagma
Jeden z żołnierzy trzymających wartę przed parlamentem na Placu Syntagma

Kontrast, jaki mają w sobie Ateny dostarcza materiału do przemyśleń. Nie ma tu nowoczesnego centrum ze szklanymi wieżowcami, do malowniczych plaż trzeba dojechać kilkadziesiąt minut komunikacją, ulice są brudne, a pozamykane przez kryzys sklepy nieco straszą. Jednak wśród tych brudnych alei, wśród jednakowych budynków, jednakowo odrapanych, kryją się perełki, jakich nie znajdziecie nigdzie indziej. Zadziwia mnie jednak, że to historyczne miasto, kolebka cywilizacji europejskiej, się aż tak zapuściło, odbiegając tak dalece od świetności czasów starożytnych.

autor: Magdalena Drajkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *