Hiszpania,  Relacje

Barcelona: Zakamarki Wzgórza Montjuïc

Rok 1992. Wakacje. Wieś Soczewka. Grupa dzieci w wieku między pięć a dziesięć lat, machając kijkami niczym dyrygenci przemierza leśne ostępy ze śpiewem na ustach. Hałas dociera do wszystkich domków letniskowych w okolicy. Zbliża się pora obiadowa. Dzieciaki z ociąganiem opuszczają letnie bazy, by na te dwie godziny wrócić do świata dorosłych i zjeść pomidorową z ziemniakami, surówką i kotletem. Potem znów będzie można się bawić. A wieczorem wszyscy pójdą do baru. Rozsiądą się przed budynkiem na plastikowych krzesełkach lub kocach w kratę. I będą oglądać igrzyska olimpijskie. Rano znów dzieciaki pobiegną do swoich leśnych baz, a po południu znów wrócą na obiad śpiewając rytmicznie „Bar-ce-lo-na dzie-wię-dzie-siąt-dwa Bar-ce-lo-na!”. Tylko tyle, raz za razem!

Nie wiem czemu wszyscy zbierali się wieczorami, żeby oglądać Olimpiadę wyświetlaną na płachcie rozciągniętej między drzewami. Zapewne wieczorami odbywały się jeszcze zawody, a wieczór dla pięciolatki w ’92 oznaczał porę przeddobranockową. Pamiętam jak przez mgłę, że dorośli komentowali wyniki, a dysputy toczyły się do późna. My mogliśmy bezkarnie przesiadywać do późnych godzin, jeść frytki z keczupem i zagryzać lodami Bambino. Tego lata mogliśmy też bezkarnie wydzierać się na całe gardło i żaden dorosły na nas nie krzyczał, nie mówił, żebyśmy byli ciszej. Wystarczyło krzyczeć odpowiednie hasła. „Bar-ce-lo-na dzie-wię-dzie-siąt-dwa Bar-ce-lo-na!”. Z tymi słowami na ustach byliśmy jak władcy lasu. Gdy ponad dwadzieścia lata później przyjechałam do Barcelony, musiałam na własne oczy zobaczyć miasteczko olimpijskie. Do dziś na wzgórzu Montjuïc można podziwiać znicz olimpijski, który płonął w Barcelonie dumnie w 1992 roku, ustanawiając na kilka dni stolicę Katalonii pępkiem świata, a przynamniej tego sportowego.

Znicz przypomina o igrzyskach olimpijskich, podczas których kilka z dyscyplin sportowych odbywało się właśnie na wzgórzu Montjuïc. Powstały na tę okoliczność obiekty lekkoatletyczne i pływalnia. Jednak główną areną – otwierająca i zamykającą sportową fiestę – był Estadi Olímpic de Montjuïc, wybudowany już w latach 30-tych ubiegłego wieku. Mijamy fasady głównej trybuny stadionu i kierujemy się w dalsze rejony Parku Olimpijskiego. Przemierzam suche alejki w położonym nieco na uboczu wzgórzu Montjuïc parku, zadawałoby się zapomnianym nie tyle przez Boga, co przez ludzi. Im dalej kroczę, tym znicz staje się mniejszy aż w pewnej chwili wydaje mi się, że z powodzeniem zmieściłby się w mojej dłoni.

 
2018-08-11 06.19.58 1-min
 

Nie wiem, jak daleko jeszcze. Delektuję się niespotykaną w tym tłumnie odwiedzanym przez turystów mieście ciszą. Docieramy do muru. Jeszcze kilka kroków wzdłuż jego linii i znajduję bramę. Przestępuję próg cmentarza. Staję w obliczu jednego z najciekawszych zabytków sztuki funeralnej. Ciągnące się wzdłuż i wzwyż grobowce wyznaczają bieg wąskich alejek i szerokich promenad z regularnie kursującymi autobusami. Pojedyncze nagrobki, niekiedy niemal mauzolea stanowią kontrast dla kamiennych ścian z wmurowanymi urnami. Nagły rozwój miasta wymusił konieczność kremacji ciał. Zmarłym zaoferowano na wieczny odpoczynek niewielką przegródkę w wysokiej ścianie, za to z przepięknym widokiem na morze. Położona na stromej części wzgórza nekropolia od 1883 roku zapewnia jeden z najbardziej malowniczych pejzaży morskich, stałym mieszkańcom oraz odwiedzającym ich gościom. Przemierzając kolejne ścieżki cmentarne dostrzegam ślady ponad stuletniej historii tego miejsca, w miejscami przeplatających się detalach neogotyku, secesji, czy modernizmu. W bezchmurny, słoneczny dzień wszechobecna obecność ponad miliona zmarłych nie budzi grozy.

 
2018-08-11 06.19.58 2-min
 

Na wzgórzu Montjuïc podmuch śmierci hula jeszcze w innym miejscu. Zbudowany w XVII wieku zamek ze swoimi fortyfikacjami i pierwotną funkcją obronną w czasie dyktatury Franco był miejscem ponurym i niosącym śmierć. Za tymi bowiem murami dochodziło do rozstrzeliwań osób podejrzanych o zdradę. Nie wchodzę do środka – podziwiam zamek z zewnątrz. Wzięliśmy sobie do serca sugestię goszczącej nas Moniki, która razem z Pawłem mieszkają w Barcelonie ponad 10 lat. – Na Montjuïc lepiej obejrzycie ogród kaktusów. Zamki to w Szkocji.

Wędrując zgodnie z podnoszącymi się pod niewielkim kątem ścieżkami docieramy do popularnego wśród mieszkańców miasta ogrodu. Nie jest to jednak typowy zieleniec z urokliwymi rabatkami i kryjącymi przed spiekotą drzewami. To kraina pełna kaktusów i jeden z najciekawszych ogrodów, jakie widziałam. Położony jest na wschodniej stronie góry. Na zboczu, po prawej i lewej stronie licznych ścieżek rozrastają się rozmaite odmiany ponad 800 gatunków kaktusów i sukulentów. Warto tu odpocząć i poczekać na zmierzch, by ruszyć na drugą stronę wzgórza, pod Palau Nacional.

 
2018-08-11 06.19.56 1-min
 

Majestatyczny budynek w stylu klasycystycznym wybudowany został w latach 20-tych ubiegłego wieku, a od 1934 roku pełni rolę Museo Nacional de Arte de Cataluña. Poświęcone jest sztuce hiszpańskiej, a bardziej poprawnie politycznie katalońskiej. Z rozkoszą zasiadam na schodach spływających kaskadą po Montjuïc. Łączą położony na wysokościach Pałac Narodowy z Plaça d’Espanya. Ruchliwość arteria zawdzięcza nie tylko doskonałemu położeniu w centrum miasta, tuż obok godnej uwagi bryły pałacowej. O zmroku ściągają tłumy, obsadzając wkoło Magiczną Fontannę. Brak w jej bryle wysublimowanych kształtów jest zasługą modernistycznego podejścia. Masywną budowę rekompensuje jednak spektakl rozpoczynający się monumentalnym głosem Freddiego Mercurego.

 
2018-08-11 06.19.57 2-min
 

Pokaz Magicznych Fontann to idealny sposób na zakończenie dnia wypełnionego zwiedzaniem.

 

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Barcelona: Zakamarki Wzgórza Montjuïc

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź panna cotta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *