Grecja,  Relacje

Delfy: najpiękniejsze miejsce na świątynię boga piękna

Poczułam uderzenie gorąca. Fala ciepła rozeszła się po ciele od stóp w zastraszającym tempie, wieńcząc swoją ucieczkę delikatnym dreszczami przechodzącymi nieśpiesznie po karku i niknącymi we włosach tuż u podstawy czaszki. Kąpiel w gorących źródłach Termopil wydawała mi się zupełnym wariactwem przy temperaturze powietrza przekraczającej w cieniu 30 stopni Celsjusza. Dałam się jednak namówić. Gdy zanurzyłam stopy w ukropie utwierdziłam się w swoich racjach. Maciek nalegał na drugą próbę. Było warto. Nigdy nie czułam się tak rześko. Po spędzeniu kilkudziesięciu minut w wodzie niemal wrzącej, upał greckiego popołudnia wydał mi się ledwie igraszką pogody, którą z całą łaskawością schłodzonego ciała tolerowałam.

 

Wąwóz utracony

O ile początkowo za żadne skarby nie chciałam wchodzić do wrzącej niemal wody, o tyle po kilkudziesięciu minutach oddałabym te skarby, żeby zostać. Termopile już w starożytności słynęły z gorących źródeł, a przez długi czas znajdowały się tu zakłady wodolecznictwa. Po ich zamknięciu pozostało dziś miejsce kąpielowe przy wodospadach. My jednak z niego nie skorzystaliśmy. Pojechaliśmy kawałek dalej aż naszym oczom ukazała się mała niecka. Nie było tu nikogo. Kameralne miejsce, w którym można było naprawdę się zrelaksować. Przyznam, że to było dokładnie to, czego potrzebowaliśmy po kilku godzinach jazdy z Aten. Błoga atmosfera już prawie nas rozleniwiła kusząc pozostaniem na zawsze wśród tych cielesnych przyjemności, ale resztkami silnej woli zmobilizowaliśmy się do ruszenia dalej.

 

Termopile - ja i gorące źródła
Absolutne zaskoczenie! Woda w basenie termalnym w Termopilach była prawie wrząca…naprawdę widać było niewielkie bąbelki.

Nieopodal, przy drodze stanęliśmy przy pomniku Leonidasa, upamiętniającym spektakularną, owianą sławą historyczną oraz hollywoodzką bitwę pod Termopilami. Jedno z wielu w perspektywie wojen perskich starcie między Spartanami a wojskiem perskim Kserksesa obrosło legendą z jednego powodu. Było niewiarygodne.

Po pierwsze dlatego, że Kserkses stworzył naprawdę potężną armię. Herodot, jeden z najbardziej znanych kronikarzy starożytności – jeśli można tak o nim mówić – szacował liczebność wojska perskiego na miliony ludzi! I to wydaje mi się dużą przesadą. Już kilkadziesiąt tysięcy wydaje się liczbą ogromną jak na tamte czasy, a i ta wydaje się fantastyczną choć jestem w stanie w nią uwierzyć.

Po drugie, przeciw Kserksesowi szykowała się cała Grecja, a właściwie państwa-miasta należące do Związku Helleńskiego, na którego czele stała Sparta, która tym samym miała znaczący głos w sprawach dowodzenia.

Po trzecie ogromna dysproporcja sił w samym starciu. W starciu wystawiono przeciw kilkudziesięciotysięcznej armii Kserksesa kilku tysięczne siły greckie z 300 Spartiatami (nie Spartanami! Tylko Spartiaci byli pełnoprawnymi obywatelami Sparty i wychowani byli na wojowników).

 

Pomnik Leonidasa w Termopilach
Pomnik Leonidasa upamiętnia miejsce bitwy w Wąwozie Termopilskim

Z uwagi na ukształtowanie terenu Grecji oczywiste było, że wojska Kserksesa muszą przejść przez Termopile. Dlatego wybrano właśnie wąwóz termopilski na miejsce na walkę, ponieważ dawało to możliwość jakiegokolwiek odporu lub chociaż zatrzymania sił perskich w marszu na Ateny, a za Termopilami droga do nich była już otwarta.

Oczywiste było, że Leonidas, wódz Sparty i dowódca sił greckich w walce z Persami, nie miał szans wygrać, zresztą przepowiedziała mu to wyrocznia, której się sprzeciwił decydując na walkę, co przypłacił śmiercią. Jednak nim zginął odpierał ze swoim wojskiem potężną armię Kserksesa przez kilka dni i kto wie czy nie przeciągnęłoby się to, gdyby nie zdrada Efialtesa. To on właśnie doniósł Kserksesowi, gdzie znajduje się górska droga, którą można obejść pozycje Spartan. Swoją drogą imię zdrajcy na dobre przyjęło się w języku greckim i do dziś oznacza ni mniej ni więcej tylko koszmar, a zafundował on prawdziwy koszmar urządził on swoim pobratymcom.

Trudno stwierdzić czy Sparta przegrała. Z pewnością odniosła zwycięstwo moralne pokazując, że niewzruszoną, potężną armię perską można powstrzymać. Ponadto dzięki opóźnieniu marszu oddziałów Kserksesa udało się ewakuować mieszkańców Aten i wojsko. Być może ta postawa sprawiła, że Grecy zmobilizowali się do jeszcze silniejszego natarcia i rozgromili wojska perskie pod Salaminą, a tym samym pokonali Kserksesa.

Odwiedzając miejsce historycznej bitwy trudno sobie to wszystko wyobrazić z jednego powodu. Dawniej wąwóz był faktycznie wąski, a jak podają niektóre źródła jego szerokość miała 1.5 km, a w niektórych przewężeniach mógł zmieścić się zaledwie wóz. Obecnie wąwóz bardziej przypomina szeroką dolinę między górami, a jego brzegi są oddalone od siebie miejscami nawet o 5 km. W takich okolicznościach sprytny manewr Leonidasa raczej by się nie powiódł.

 

Serpentynami między górami

Słońce rozpalało do czerwoności powietrze, które długimi, gorącymi jęzorami lizało skórę. Schronieni w klimatyzowany wnętrzu auta przemierzaliśmy serpentyny dróg w potężnych górach Parnasu, które pokrywają część południowej, kontynentalnej Grecji nad Zatoką Koryncką. Wpisują się w zadziwiająco górzysty krajobraz Grecji, która w blisko 80% pokryta jest masywami górskimi. Parnas miał jednak szczególne znaczenie w starożytnej Helladzie. To właśnie tu mieściła się najważniejsza wyrocznia – Delfy.

 

Piękna trasa samochodowa w górach Parnasu
Fenomenalne widoki w Górach Parnasu – jedna z najpiękniejszych tras samochodowych

Z powodu Delf odbiliśmy z drogi prowadzącej nas spokojnie i gładko ku Meteorom, by zawierzyć swój los niepokornym, nierównym i krętym drogom Parnasu, które momentami osiągały tak niepokojąco wąski przebieg, że serce mi truchlało na myśl o jakimś aucie, jadącym z naprzeciwka. Nic takiego się nie stało. Nikt nie jechał tą drogą. Miałam wręcz wrażenie, że wszyscy o niej zapomnieli. Byliśmy jedynymi żywymi duszami w promieniu kilku kilometrów, sunącymi wzdłuż krawędzi skał na granicy nieba i ziemi ku starożytnej wyroczni. Smak czystego, nieco już rozrzedzonego powietrza nabierał z każdym wolno mijanym metrem goryczy. Niepojąca suchość ściągała usta w milczeniu. Apogeum jawnie fizycznych dolegliwości lęku nastąpiło w momencie, gdy ponad nami nie było już wzniesienia, a brzegi opon niebezpiecznie zrównały się z krawędzią drogi, która – byłam tego niemal pewna – prowadziła nas w przepaść.

Powolne tempo jazdy sprzyjało obserwacji. Gdy minęliśmy punkt krytyczny- jak nazwałam miejsce na drodze najwęższe i najwyżej położone – trochę odetchnęłam. Zupełnie niespodziewanie wyłoniło się urokliwe miasteczko. Układało się kaskadą budynków na stoku masywu Parnasu i musieliśmy się zatrzymać, by choć chwilę zasmakować w pięknie tego krajobrazu. Arachova to jeden z chętniej odwiedzanych kurortów górskich, zwłaszcza w sezonie zimowym, gdy można szusować na nartach. Miasteczko leży na wysokości 970 m n.p.m. zaledwie kilka kilometrów od Delf.

 

Miasteczko Arachova
Malowniczy kurort w Górach Parnasu. Zimą można szaleć w Arachovie na nartach, latem delektować się fantastyczną kosmopolityczną atmosferą.

Najbardziej rzucającym się w oczy punktem Arachovy i to widocznym już z daleka jest kościół świętego Grzegorza. Aby go odwiedzić trzeba wspiąć się po 264 stopniach. Dzisiejszy budynek został wybudowany w 1833 roku, ale istnieją przesłanki, że powstał w miejscu kościoła istniejącego tu w 1676 roku. W miasteczku odbywa się święto świętego Jerzego, gdy mieszkańcy ubierają tradycyjne stroje i przez trzy dni oddają się uroczystościom. Arachova nie jest bynajmniej ospałą wioską odwiedzaną tylko zimą. Miasteczko ma w sobie kosmopolityczny charakter z prestiżowym kawiarniami i tawernami, jest idealnym przystankiem by złapać oddech w drodze.

 

W odwiedzinach u wyroczni

Arachova leży zaledwie kilka kilometrów od starożytnych Delf w jednym z najbardziej malowniczych miejsc, jakie widziałam. Z każdego punktu można podziwiać tu urzekającą panoramę gór i rozległej doliny. Dojechaliśmy autem tak blisko delfickiej atrakcji jak się dało, ale liczne autokary i samochody zajęły już najbardziej strategiczne miejsca. Zostawiliśmy auto w niewielkiej odległości od głównego wejścia na teren stanowiska archeologicznego wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i ruszyliśmy do starożytnego miasta, w serce dumnej historii Hellady, w stronę pępka świata. Według mitologii Zeus wypuścił dwa orły z różnych krańców świata, które przemierzając przestworza natknęły się na siebie właśnie w Delfach i to świadczyło o istnieniu dokładnie w tym miejscu centrum świata.

Historia Delf sięga czasów mykeńskich, a w świadomości starożytnych Greków czasów jeszcze odleglejszych, gdy tereny te zamieszkiwała Gaja, a Apollo zabił tu olbrzymiego węża, który miał zdolności przepowiadania przyszłości. To właśnie jego krew wsiąkła w ziemię Delf przyczyniła się do późniejszych zdolności profetycznych wyroczni. Największe znaczenie świątyni w zyskała między IV a VI w p.n.e. Cieszyła się wówczas ogromnym zaufaniem wśród prostych ludzki, jak i największych polityków starożytnej Grecji. Jej upadek były wynikiem powolnego zaniku wiary w móc wyroczni. Rozwijające się nurty filozofii o racjonalistycznym charakterze w III w p.n.e. jeszcze nie zdeprecjonowały całkowicie znaczenie wyroczni, która ostatecznie została zlikwidowana przez cesarza Teodozjusza w IV w n.e., a w czasach rozwoju chrześcijaństwa Delty stały się siedzibą episkopatu.

 

Ruiny starożytnego miasta w Delfach
W Delfach po prostu warto być. Są tu jedne z najlepiej zachowanych zabytków starożytności. No i kto by nie chciał zobaczyć tej osławionej wyroczni delfickiej?

Wchodząc na teren wykopalisk czułam się podekscytowana pomimo podróży, jaką mieliśmy już za sobą. Stanąć miałam w miejscu, o którym uczyłam się na wykładach z historii starożytnej. Skonfrontowanie wiedzy z rzeczywistością zawsze bardzo pobudza moją wyobraźnię. Wyobrażałam sobie tych wodzów przybywających tu, by zasięgnąć języka u wyroczni. Widziałam ich przybywających najpierw do świątyni Athena Pronaia, gdzie składali ofiarę, a następnie szli do Fontanny Kastylijskiej, gdzie czciciele Apolla kąpali się przed wejściem do wyroczni.

Najważniejszym punktem Delf było sanktuarium Apollina, otoczone przez mur z główną bramą wychodzącą na południowo-wschodni narożnik. Stąd przybysze wchodzili na Świętą Drogę, ulicą prowadzącą do świątyni Apollina, gdzie Pythia wygłaszała wyrocznie. Wraz ze świątynią i Świętą Drogą jako centrum, sanktuarium rozrosło się, rozciągając się na sztucznych tarasach wspartych monumentalnymi murami.

Sercem starożytnych Delf był tzw. Święty Krąg Apollina. Wkraczalo sie do niego przez niewielką Agorę, gdzie mieściły się sklepy, gdzie można było zakupić dary aktywne. W tym miejscu zaczyna się też Święta Drogą. Wzdłuż niej ustawione były liczne pomniki wotywne z brązu, złota i srebra. Każde miasto-państwo greckie chciało mieć posąg w ziemi Apollina. Bywały też posągi ufundowane przez bogaczy i często świadczyły o ich majętności. Luksusowe i imponujące, choć niewielkie, budynki wotywne, zwane skarbcami, były używane do przechowywania mniejszych podarków, ale przede wszystkim do pokazania sztuki i blasku miasta, które je zamówiło. Niszczone i łupione przez dziesiątki lat, dziś przetrwały zaledwie w postaci ruin, przypominających o dawnej świetności miasta.

Za agorą dostrzegłam pozostałości po prawdziwym cudzie sztuk – Pomniku Admirałów, który tworzyło dawniej 37 posągów z brązu, przedstawiających bogów i wodzów greckich. W drodze do świątyni Spółka mija się też skarbiec Ateńczyków, który wybudowano po zwycięstwie pod Maratonem w 490 r p.n.e. Stanowi on jedyną zrekonstruowaną w latach 1904-1906 budowlę w Delfach, dzięki czemu daje pewne wyobrażenie o tym jak mogły wyglądać inne nieduże budowle w mieście.

Jednak najbardziej ciekawiła mnie świątynia Apollina. Dawniej musiała robić niesamowite wrażenie ze swoimi wymiarami 66×26 metrów, dziś niestety z jej dawnej świetności nie zachowało się wiele, a konkretnie fundamenty i sześć kolumn, które zrekonstruowane zostały z w XIX wieku. I to tyle! Nic z tajemniczości tu nie ma. Ruszyliśmy więc dalej, a właściwie wyżej, gdzie mieszczą się pozostałości dawnego teatru na 5000 widzów. To chyba jeden z najlepiej zachowanych teatrów starożytnych jakie widziałam, a ma już ponad 2500 lat.

Jednak najbardziej mnie zdziwił stadion. Położony chyba najwyżej w mieście. Są to pozostałości stadionu rzymskiego, który zbudowano w miejscu dawnego stadionu greckiego. Jest częściowo wykuty w skale i doskonale zachowany jak na swój wiek. Charakteryzuje się wydłużonym kształtem i wielkością. Mógł pomieścić nawet 7 000 osób! Było to zapewne przemyślane pod kątem igrzysk pytyjskich. Aż mnie zatkało, gdy przeczytałam, że większość siedzisk, które układają się przede mną w rzędach jest oryginalna!

 

Stadion w Delfach
Ten stadion zachował się w oryginale! Odbywały się tu w starożytności igrzyska pytyjskie.

Oryginalne zabytki świetności Delf zgromadzone są w muzeum, które leży tuż obok stanowiska archeologicznego, skąd pochodzą eksponaty wystawowe. Wizyta w placówce pozwala odbyć pouczającą i naprawdę przyjemną podróż w czasie. Mijając kolejne sekcje wystawowe coraz bardziej oddaliśmy się od czasów legendarnych brnąc nieubłagalnie ku czasom helleńskim i rzymskim, ku upadkowi. Znów doznałam przyjemnego uczucia możliwości swobodnego napawania się historią, które towarzyszyło mi też w Nowym Muzeum Akropolu w Atenach. Uważam, że do odpowiedniego poznania w takich placówkach konieczna jest przestrzeń. Przeładowane eksponatami gabloty mnie odpychają. Sale wypełnione równo ułożonymi artefaktami przytłaczają. Lubię, gdy wnętrze jest proste, gdy w środku jest zaledwie kilka przedmiotów, które mogę obejrzeć i się im przyjrzeć dobrze.

 

Nie lubię schodzić z gór. Nogi już bolą a każdy krok delikatnie wstrząsa ciałem. Co innego zjeżdżanie z gór. Za Delfami ciągnęła się kręta droga do Kalambaki i klasztorów wiszących na skałach. Wiła się serpentynami między wzniesieniami, a z okien samochodu mogłam się napawać widokami, których nie powstydziliby się odmalować na płótnie najwięksi impresjoniści. Mijaliśmy kolejne metry w dół napawając się krajobrazem nasyconych słońcem gór, jakże innym od tych widoków wyspowych plaż tak bardzo kojarzonych z Grecją, że zapomina się o innych jej skarbach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *