Polska,  Relacje

Grunwald i Malbork: Pomniki sukcesu i klęski Jagiełły

Błoto. To pierwsze co przywitało nas pod Grunwaldem. Dni poprzedzające wielką inscenizację na polach grunwaldzkich były bardzo deszczowe. Prowizoryczne parkingi i wydeptane ścieżki stały się grząskie. Na szczęście w sobotę pogoda dopisała, przydając całej rekonstrukcji jeszcze większej wiarygodności. Zgodnie z przekazami historycznymi 15 lipca 1410 roku wojska polskie i krzyżackie stanęły do boju w upalny, letni dzień.

Przygotowania do bitwy

Z zamiarem obejrzenia inscenizacji bitwy pod Grunwaldem nosiłam się dobrych kilka lat. Zawsze było zbyt dużo, zbyt błahych wymówek. Gdy w końcu ich zabrakło, bo auto okazało się sprawne, bo odespać można w niedzielę, bo nie ma żadnych zobowiązań, bo dopniemy się z budżetem, to popatrzyliśmy z Maćkiem na siebie i stwierdziliśmy, że w tym roku jednak pojedziemy. Choćby lało, grzmiało i samo niebo miało spaść nam na głowy! I pojechaliśmy. Ponoć niebo spadło na głowy uczestników wcześniej. Impreza rozpoczęła się w środę przy akompaniamencie deszczu i wiatru. Jak zdradziła nam jedna z kucharek rycerskich dwie pary butów z epoki przemokły jej w nic i dlatego teraz chodzi w croksach już z naszej epoki. Na szczęście długa suknia dobrze maskowała ten współczesny akcent.

 
SONY DSC

 

W dzień bitwy

Pole bitewne to rozległy teren między Stębarkiem a Grunwaldem, nieco pagórkowaty z zagajnikami rozsianymi to tu, to tam. Wizja potężnego lasu na dużym wzniesieniu, ukształtowana w mojej głowie w okresie szkoły podstawowej prysła. Owszem już jakiś czas temu. W ciągu całego semestru poświęconego historii średniowiecznej na studiach nie sposób było przejść obok tego tematu obojętne. I to co z całą pewnością mogę powiedzieć, po licznych dywagacjach o liczebności wojsk, o mieczach, o zbrojach, o rozstawieniu wojsk, to to że chyba wiem mniej niż wiedziałam w podstawówce.

W tych bardzo wczesnych latach edukacji historycznej Grunwald był ukształtowany podręcznikami, w których wiele pozostało z Kroniki Jana Długosza. I było prosto: wojska Zakonu Krzyżackiego były zbieraniną z zaledwie garstką porządnych rycerzy, ale miały lepiej i ciężej uzbrojonych rycerzy, którzy smażyli się w tych zbrojach w gorącym słońcu lipcowym, podczas gdy nasz mądry król skrywał się z wojskami w lasku na wzniesieniu. W dogmatyczny obraz bitwy Długosza powątpiewałam już w liceum. Jednak, że mój nauczyciel był pasjonatem okresu komunistycznego, to przez Piastów, Jagiellonów i Wazów przeleciał po łebkach. Na jednym z pierwszych wykładów na studiach usłyszałam , że teraz nauczymy się wątpić. No i nauczyliśmy się.

Długoszoszową wersję bitwy pod Grunwaldem dobrze się czyta, dobrze się słucha i jest to gotowa opowieść do przedstawienia. Jednak ile wspólnego ma z prawdą, ciężko ocenić. Drugiego takiego źródła spisanego nie posiadamy w kraju, nie ma więc możliwości na zderzenie wizji Długosza z innymi. Nie mniej warto mieć na uwadze, że kronikarz przyszedł na świat w pięć lat po bitwie, a jego ojciec i stryj byli jej uczestnikiem. Poza tym miał wyobrażenie o ówczesnym orężu i wyglądzie wojsk. Jednak nie spisywał ksiąg dla siebie. Czynił to na polecenie króla i z pewnością też ku jego chwale i chwale władców polskich, co musiało mieć wpływ na charakter przedstawienia całej bitwy. O domniemaniach, przekłamaniach, prawdzie i tajemnicach bitwy pod Grunwaldem powstało wiele monografii, więc nie wydaje mi się słuszne podejmowanie próby ich streszczania ani tu, ani teraz. Jednak tak zupełnie z niczym nie chce Was zostawiać. Jeśli  ciekawi jesteście jak to prawdopodobnie było polecam świeży jeszcze wywiad z doktorem UMK.

Jak wspomniałam wersja Długosza to niemal gotowy scenariusz do przygotowywania przedstawienia. Skorzystali z niego organizatorzy inscenizacji historycznej bitwy. Zasiadając na trawie przed największą sceną spektaklu jaką widziałam, czekałam. Z gazet dowiedziałam się, że w wydarzeniu tym bierze udział 1400 – 1500 osób. I to było widać. Niestety o ile walki piechoty wyglądały bardzo atrakcyjnie, o tyle konnica była dość uboga. Ale, nie narzekam!  Byłam naprawdę pod wrażeniem rycerzy konnych ruszających na siebie z okrzykiem na ustach. Szkoda, że nie znalazł się jeszcze nikt kto porządnie dofinansowałby tych pasjonatów. Ale nie mi o tym rozstrzygać.

Spektakl bitewny trwa godzinę. Z głośników nad głowami publiki, siedzącej na trawie,  wybrzmiewa opowieść, bogata w zwroty akcji i pełna napięcia, choć i tak wszyscy doskonale wiedzą, jak starcie się zakończyło. Warto zabrać ze sobą koc i zainteresować się miejscem na widowni na przynajmniej godzinę przed. Co jednak robić tam przez resztę czasu? Całość jest jakby podzielona na dwie części. W strefie przed pomnikiem rozbili się sprzedawcy pamiątek, niestety niezbyt efektownych. Plastikowe zbroje, drewniane miecze, poliestrowe sukienki i tysiące innych przedmiotów, które prawdopodobnie rzucicie w kąt zaraz po powrocie do domu. W tej strefie znajdziecie też coś do zjedzenia i picia. Druga część to miasteczko średniowieczne. I tu głównie spędzałam czas.

Rankiem rekonstruktorzy spali jeszcze w swoich historycznych namiotach. Miasteczko wyglądało na niemal wymarłe. Białe płachty namiotów efektownie układały się w obozowiska, gdzie poszczególne chorągwie spały przed walką. Im słońce wyżej się wznosiło, tym więcej mężczyzn, kobiet i dzieci w strojach z epoki wychodziło, żeby zjeść, ale też sprzedać coś, zobaczyć turniej walk, czy posłuchać muzyki.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Koło południa główna alejka namiotowego miasteczka zamieniła się w wielkie błotniste grzęzawisko, co według mnie tylko nadało całej scenerii jeszcze większej autentyczności. Po obu stronach alejki, a także w bocznych odnogach ustawili się prawdziwi pasjonaci. Można było tu znaleźć prawdziwe miecze kute, warsztaty snycerzy, jak i tkane dawnymi technikami tkaniny.

Nieopodal  na niewielkim placyku z niewielkimi trybunami odbywały się zawody rycerskie, choć zamiast zbroi zawodnicy mieli watowe ochraniacze, a zamiast prawdziwych mieczy oręż przypominającą piankową pałkę (to w rzeczywistości oręż treningowa i uderzenie nią może dotkliwie zaboleć). Idea słuszna, ale widowisko niezrozumiałe dla mnie zupełnie.  W pewnym momencie miałam wrażenie, że istotą potyczki jest po prostu okładanie się na oślep rzeczonymi pałkami. Może i walki rycerskie w średniowieczu nie miały w sobie maestrii fechtunku szpadą, ale nawet najsrożsi rycerze nie mieli tyle siły, żeby że tak się wyrażę “naparzać się bez opamiętania”.  Brakowało mi tu po prostu przejrzystych reguł, czytelnych już po pierwszym pojedynku. Ja niestety istoty tych pojedynków nie rozumiałam do końca.

Dużo bardziej czytelne były dla mnie pojedynki, jakie rozgrywały się już pod wieczór, gdy hordy dzieci w zakupionych na straganach plastikowych hełmach, z drewnianymi i (o zgrozo) metalowymi mieczami, w płaszczach rycerskich gnali to w jedną, to w drugą stronę w najlepszej zabawie. I zasady były jasne:

Ej nie możesz uciekać! – krzyczy chłopiec w hełmie.

Bo co? – odpowiada mały rycerz bliżej nieokreślonej chorągwi.

Bo nogę ci odciąłem. 

SONY DSC

SONY DSC

 

Marsz na Malbork

Bitwa pod Grunwaldem znacznie osłabiła zakon. Nie dość, że stracił on znaczną część  swoich członków, w tym kwiat rycerstwa, to jeszcze utracił Wielkiego Mistrza. Szybki marsz zwycięskich wojsk na główną siedzibę, czyli Malbork, mógł być rozstrzygający i mógł doprowadzić do upadku Krzyżaków. I tu pojawiają się kolejne wątpliwości historyczne, a może bardziej historyków.

Malbork był naprawdę potężną twierdzą, składającą się z zamku niskiego, średniego i wysokiego. Jego zdobycie już z uwagi na wielkość, charakter zabudowy, rozwiązania konstrukcyjne stwarzało poważne trudności. Ponadto wojska litewskie, biorące udział w bitwie pod Grunwaldem, po walce wróciły na swoje ziemie. Nie mniej zastanawiające jest czemu Jagiełło zwlekał aż 3 dni z wyruszeniem spod Grunwaldu.

Jedni tłumaczą to koniecznością reorganizacji wojska i chowaniem zmarłych, inni upatrują w tym celowy zabieg króla, który nie chcąc nadmiernie umacniać Polski (stałaby się zbyt silnym dla Litwy sąsiadem) odczekał trochę nim ruszył na Malbork. Pod mury zamku Jagiełło dotarł po 10 dniach od wygranej bitwy. Była to wystarczająca ilość czasu, aby pozostali przy życiu komturowie Zakonu Krzyżackiego zgromadzili żywność, która ponoć mogła wystarczyć na dwa lata oblężenia. Nie przekonali się jednak o tym, gdyż okupowanie murów zamkowych przez wojska Jagiełły trwało znacznie krócej. Bez maszyn oblężniczych, a według niektórych także bez przekonania, Jagiełło oblegał Malbork od 25 lipca do 19 września.

Na zamku odbywa się inscenizacja co roku w trzecim tygodniu lipca. Nie byłam co prawda na tym wydarzeniu, ale po wyprawie na Grunwald jestem skłonna wyprawić się też i na Malborku w następnym roku. Zwiedzałam natomiast zamek kilka razy. Jednak to ta ostatnia wizyta była najbardziej wartościową. Jako dorosła osoba, z własnej woli – a nie z wycieczką szkolną – wybrałam taki sposób na spędzanie czasu.  Jesienne słońce przyjemnie oświetlało nawet najbardziej ukryte zakamarki zamku, a historia jego sączona spokojnym tonem ze słuchawek audio przewodnika zabrała mnie w naprawdę ciekawą podróż, trwającą kilka godzin.

Do dziś zachowała się dość dobrze część z zamkiem wysokim i średnim, co było zasługą powołanego w latach 50-tych XX wieku Społecznego Komitetu Odbudowy Zamku w Malborku. Cały, naprawdę cały obiekt robi wrażenie. Jednak przyciśnięta do muru powiedziałabym, że najbardziej spodobał mi się kościół pw. NMP. Z majestatycznego wnętrza, z pięknego sklepienia, z efektownego wystroju nie pozostało tu prawie nic. W czasie II wojny światowej kościół został ostrzelany, prace renowacyjne w tym segmencie trwają. Widać tu ciągle widmo wojny. Surowe, naznaczone śladami strzałów wnętrze mnie zauroczyło. Wrażenie zrobiła na mnie także kuchnia z ogromnym okapem i windą, którą posiłki transportowane były do jadalni zamkowej, piękny i jasny refektarz letni w Pałacu Wielkich Mistrzów oraz sala narożna z wystawą witraży.

 
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

Nieśpiesznie przechodząc z komnaty do komnaty, wdrapując się schodami na wyższe kondygnacje, czy przemykając krużgankami nie sposób zignorować kunsztu wykonania zamku, zarówno pod kątem estetyki, jak i walorów użytkowych – co chyba najwidoczniejsze jest w konstrukcji ogrzewania podłogowego oraz opracowaniu funkcjonalności toalet. Co by nie sądzić o Zakonie Krzyżackim, to trzeba jednak przyznać, że budowniczymi byli wielkimi. Wdzięczna jestem wszystkim tym, którzy nie dopuścili i nie dopuszczają do rujnacji tego zabytku niezwykłego, że będąc w jego murach ma się wrażenie, jakoby czas  nazad zawrócił lub bodaj w miejscu stanął.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Grunwald i Malbork: Pomniki sukcesu i klęski Jagiełły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *