Relacje,  Wietnam

Ho Chi Minh: Jak zwiedzić Sajgon w stylu kolonialnym?

Nieco ponad dekadę przed moimi urodzinami w kraju odległym o tysiące kilometrów od miejsca, w którym się urodziłam doszło do z pozoru mało znaczącej zmiany. Chodziło o nazwę, konkretnie nazwę miasta. Symbol francuskiej potęgi kolonialnej, duma Indochin, czyli dawny Sajgon przemianowano na Ho Chi Minh, na cześć lidera półnoncowietnamskich komunistów, a także przyszłego premiera i prezydenta. Trudna, ale też niezwykle barwna przeszłość napiętnowana domieszką francuskiego, przepychu widoczna jest dziś między odrapanymi tynkami budynków i spalinami wyrzucanymi z rur wydechowych skuterów. Gdy tylko przyzwyczaiłam się do tego czym jest prawdziwy Sajgon i jakie prawa nim rządzą, mogłam zobaczyć w jak zaskakujący sposób utrzymuje się tu duch kolonialnej przeszłości.

Wietnam znajdował się pod silnymi wpływami Francji, która w czasach rozwoju kolonializmu „upatrzyła” sobie właśnie Kochinchiny (jak dawniej nazywano prowincję, w której znajdował się Wietnam). O wkroczeniu wojsk zadecydowały ostatecznie prześladowania, a nawet zabójstwa misjonarzy, jak i obywateli francuskich przebywających w tym regionie. Napoleon III, ówczesny rządzący Francją, pragnął dobrych kontaktów z Kościołem, a nie bez znaczenia była też żarliwa wiara i bogobojne praktykowanie wiary przez jego małżonkę. To była iskra zapalana do francuskich podbojów kolonialnych, które zaczęły się w 1859 roku zdobyciem pierwszych terytoriów wietnamskich, a zakończyły się w 1885 roku po wojnie z Chinami.

Wspomnieniem tych indochińskich czasów jest budynek Poczty Głównej. Tkwi w pulsującym życiem wietnamski współczesnym mieście trochę jak kolec w nodze słonia. Paradoksalnie to właśnie budowle z czasów kolonializmu należą w Ho Chi Minh do najpiękniejszych i paradoksalnie Wietnamczycy bardzo o nie dbają. W czasie naszego pobytu fasadę Poczty Głównej malowano na wściekłe żółty kolor z elementami trawiastej zieleni. Budynek powstał w latach 1886-1891, a za jego projektem stał nie kto inny tylko sam Gustav Eiffel’a. Zachwyciło mnie przede wszystkim to, że budynek spełnia swoją pierwotną funkcję. Wybudowano go jako gmach pocztowy i dziś także można nadać stąd paczkę i wysłać listy, a żeby to zrobić trzeba wejść do wnętrza, które przenosi w czasie. Żeliwne łuki wyginają się półkoliście tworząc pękaty sufit, a zagłębienia wypełniają malunki map. Nie mogło też zabraknąć wielkiego i dumnego portretu Ho Chi Minh, który wita niemal od wejścia.

 

poczta główna w Ho Chi Minh
Wnętrze budynku Poczty Głównej w Ho Chi Minh

 

Z Pocztą Główną sąsiaduje katedra. Po przejściu pewnie jakiś 50 metrów znaleźliśmy się przed kościołem z charakterystycznymi wieżami, zwieńczonymi strzelistymi kloszami. Jego zbudowanie było konieczne. Po podboju Wietnamu w ślad za wojownikami szedł Kościół. Pierwsza świątynia chrześcijańska powstała w Ho Chi Minh, wówczas Sajgonie, na miejscu dawniej pagody, która została opuszczona w czasie wojny. Z czasem kościół okazał się zbyt mały i w 1863 roku położono kamień węgielny pod budowę pierwszej drewnianej katedry, która użytkowana była już po 2 latach od rozpoczęcia budowy. Jednak szybko mieszkańcy Sajgonu musieli przenieść nabożeństwa w inne miejsce, ponieważ Kościół zaczęły pożerać terminy!

 

budynek ceglany katedry Notre Dame w Ho Chi Minh
katedra Notre Dame w Ho Chin Minh

 

Murowany budynek według projektu admirała J.Bonarda zaczęto budować w 1877 roku, a w Wielkanoc 1880 roku odprawiono tu uroczystą mszę, będącą jednocześnie ceremonią otwarcia świątyni dla wiernych. Co ciekawe wszystkie materiały budowlane do jej stworzenia został sprowadzone z Francji. W piętnaście lat od zakończenia budowy, kościół otrzymał dodatkowo dwie wieże o wysokości około 60 metrów, w których zawisły ciężkie dzwony. Obserwowaliśmy jak w ciężkim od wilgoci i wysokiej temperatury powietrzu Młode Pary z w pełnych stylizacjach ustawiały się na froncie ceglanej fasady, by na swoich pamiątkowych zdjęciach z sesji zachować tę odrobinę piękna i elegancji we wszechobecnym kurzu Ho Chi Minh.

Niecały kilometr od katedry i poczty znajduje się Muzeum Miasta Ho Chi Minh i nie należeć go mylić z muzeum, które poświęcono wujkowi Ho. Przeszliśmy przez bramę i widzieliśmy już na zewnątrz część eksponatów. Machiny wojenne i stare limuzyny przy budynku zdradzały nieco na co położono nacisk w prezentacji historii miasta, choć nie brakowało w nim opowieści i artefaktów z początków dziejów Sajgonu. Przyznam, że wystawy były ciężkie w odbiorze. Nieco chaotyczne rozmieszczenie eksponatów, a także bardzo stara forma ekspozycji rodem z lat 90-tych, przypominająca epokę noszenia kapci w muzealnych salach, była po prostu drętwa. Zdecydowanie ciekawszy był sam budynek.

 

muzeum miasta Ho Chi Minh
Muzeum Miasta Ho Chi Minh

 

Budynek został zaprojektowany przez Alfreda Foulhouxa i wybudowany w 1887 roku. Miał być halą wystawienniczą, jednak nim go ukończono stał się rezydencją gubernatora. Przez kolejne lata znajdował się w rękach Viet Minh, Brytyjczyków, Francuzów. W wyjątkowy sposób jego dzieje potoczyły się za czasów prezydenta Ngo Dinh Diem. Rozbudowano go o tunele i tajne przejścia na wypadek, gdyby musiał szybko uciekać – i faktycznie musiał z nich korzystać w 1963 roku podczas zamachu stanu. Po inwazji północno-wietnamskiej na Wietnam Południowy w dniu we sierpnia 1978 roku Komitet Ludowy zarządził, by powstało tu Muzeum Rewolucji. Obecną nazwę zyskało w 1999 roku.

Z zewnątrz budynek prezentuje się okazałe i nie powinno to dziwićv- w końcu ma 1700 m kw. powierzchni. Jednak mnie zachwyciły wnętrza. Mieszanka stylu europejskiego i orientalnego pobudza wyobraźnię. W mojej wyobraźni przechadzały się po tych salach damy w gorsetowych sukniach pięknie dopasowanych do sylwetki i filiżanką mocnej mięty na ochłodę w upalne popołudnia. Ciekawa była struktura budynku jakby zapewniająca ochronę przed słońcem.

 

korytarz we wnętrzu muzeum z okiennicami i efektowymi drzwiami
korytarz we wnętrzu muzeum miasta Ho Chi Minh

 

Wnętrze muzeum odbiegło od znanych mi w Europie rozwiązań. Pomieszczenia użytkowe ukryte były w środku, a między tym wewnętrznym prostokątnem i ścianami zewnętrznymi biegł korytarz, który był jakby strefę buforową dla parnego, gorącego powietrza. Wysokie okna ozdabiają całą elewację, co w tym klimacie byłoby istną głupotą, gdyby nie ciężkie, drewniane okiennice przytulone do ściany. Otwarte wpuszczają do wnętrza światło, zaś zamknięte chronią przed skwarem wietnamskiego południa. Malownicze wnętrza muzeum przypadły do gustu nie tylko nam, ponieważ na spektakularnych schodach w stylu kolonializmu sesję zdjęciową organizowała Młodą Para.

Po opuszczeniu muzeum skierowaliśmy się dalej, w wir ulic, uliczek i tańczących na asfalcie skuterów. Meandrując między zatłoczonym ulicami po wąskich do granic możliwości chodnikach dotarliśmy do miejsca, w którym rozpoczęły się roboty ziemne nad utworzeniem pierwszej linii metra. Miałaby przebiegać w pobliżu Komitetu Ludowego Ho Chi Minh. Nowoczesna zdobycz cywilizacji obok dumnej budowli o iście kolonialnych rysach nie wydała mi się pomysłem absurdalny, sam pomysł budowy metra w tak ludnym i zatłoczonym mieście był dla mnie konceptem na granicy szaleństwa. Z pewnością, gdyby jednak był już tu przystanek to wysiadłabym. Budynek jest bowiem urzekający. Nie można zwiedzać go wewnątrz z uwagi, iż stanowi w dalszym ciągu miejsce pracy licznych urzędników, a trzeba mieć na uwadze, że Wietnam jest krajem komunistycznym i fotografowanie urzędu wewnątrz jest niewskazane. Wystarczyło jednak spojrzenie na zewnętrzną bryłę, by ulec czarownemu rysunkowi architektonicznemu .

 

bardzo efektowna żółta elewacja budynku Komitetu Ludowego Ho Chi Minh
budynek Komitetu Ludowego Ho Chi Minh

 

Budynek powstawał w latach 1902-1908 (pierwotnie pod nazwą Hôtel de Ville) i jest jednym z najstarszych obiektów w stylu kolonialnym w dawnym Sajgonie. Zaprojektował go słynny architekt francuski – Gardes. Całość składa się z trzech części – wyższego, bardziej zwartego centrum i rozciągniętych po lewej i prawej stronie skrzydeł. Ściany zdobią delikatne reliefy i rzeźby. Przed budynkiem stanął pomnik przedstawiający przywódcę, czyli Ho Chi Minh w dobrotliwym wcieleniu wujaszka kochającego dzieci. Przyglądając się budynkowi miałam kolejny raz wrażenie, że ten wymuskany wdzięk nie przystaje do rozbestwionych klaksonami skuterów ulic, w które zanurzyliśmy się kolejny raz.

Po kilku minutach spaceru w gęstym od wilgoci powietrzu zaszliśmy pod operę. Budynek nie imponuje wielkością rozmiarów, odniosłam wrażenie, że patrząc z oddali można by było pomylić go z kunsztownie wykonaną bramą miejską. Trzeba jednak przyznać, że jest zgrabny w całej tej swojej zwartej bryle z wdzięcznym detalami. Nie ma charakterystycznego, klasycznie kolonialnego wyrazu, a to dlatego, że nie taki był zamiar architekta. Eugen Ferret zaprojektował budynek wzorując się na ekstrawagancji III Republiki Francuskiej.

 

Opera House w Ho Chi Minh
budynek opery w Ho Chi Minh

 

Pobudowano operę w 1898 roku w sercu rozkwitającego kolonialnego miasta, którego mieszkańcy potrzebowali rozrywki. Posadowiony został dwa metry nad ziemią i zyskał dwie pary drzwi, żeby ograniczyć hałas dostający się z zewnątrz. Wokół opery toczy się niczym niezmącone życie, barwne, intensywne, w tonacjach prostych ludzi i luksusu za szybami drogich butików i Sheratona. Pokonywaliśmy kolejne metry zaglądając w sklepowe witryny, odwiedziliśmy uroczą księgarnię i pomimo ulicznego tłoku czuliśmy jakby większy ład choć od gwarnego, typowo wietnamskiego tłoku na Ben Than Market dzieliło nas tylko kilka przecznic. W pewnym momencie budynki ustąpiły miejsca przestrzeni, a my znaleźliśmy się tuż przy Hotel Majestic niemal nad samą rzeką Sajgon.

 

efektowny Hotel Majestic w Ho Chi Minh
Hotel Majestic w Ho Chi Minh

 

Hotel Majestic pobudowano w 1925 roku. Majestatyczny budynek powstał z kaprysu, życzenia czy po prostu chęci posiadania, jakie miał jeden z najbogatszych wówczas chińskich biznesmenów, Hui Bon Noa. Ciekawostką jest, że w 1948 roku Departament turystyki odkupił całe 1 piętro i parter oraz wynajął na kolejnych 30 lat pozostałe pokoje. Dzisiejszy wygląd hotelu jest zasługą poważnego przedsięwzięcia z 1994 roku. Przeznaczono wówczas 5,5 mln USD na kompletną renowację budynku i przywrócenie klasycznego, kolonialnego wyglądu. W 2015 roku Majestic obchodził 90-lecie. Dziś, gdy się go mija można stwierdzić, że jest to niczego sobie budynek, jednak ochòw! achów! z moich ust byście usłyszeli. Nie wydał mi się szczególnie efektowny. Zrobiliśmy kolejne kroki i go po prostu minęliśmy. Zostawiliśmy za sobą pamiątki kolonializmu. Otrzepaliśmy z ramion kurz historii i stanęliśmy na wodą.

Kolor rzeki Sajgon ma barwę błota zalegającego dłuższy czas po deszczu ciężkich kropli. Mdły odcień wody i zapach mułu bardziej odstręczały mnie od tej części miasta niż zachęcał do relaksowania się i spacerów po nabrzeżu. Stacjonujące przy brzegu wielkie statki z ociekającymi smarem łańcuchami, brudnymi burtami i pordzewiałymi trapami wpisywał się w posępny widok nabrzeża, który w moim odczuciu był połączeniem postapokaliptycznego obrazu w stylu Mad Maxa z powieścią obyczajową z XIX wieku z portem w tle. Nie moja estetyka – pomyślałam, po czym odwróciłam się na pięcie i zniknęłam w tyglu sajgońslich ulic.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Ho Chi Minh: Jak zwiedzić Sajgon w stylu kolonialnym?

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź hankasaqib Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *