Relacje,  Wietnam

Ho Chi Minh: Komunizm na serio czy na niby?

Czułam się nieswojo, gdy na lotnisku w Ho Chi Minh Wietnamczyk z poważną miną służbisty lustrował moją twarz. Analizował zgodność zdjęcia z oryginałem, który stał przed nim w mojej niewielkiej postaci, czy co? Milczał. Zwyczajowa krótka chwila odprawy paszportowej przeciągnęła się wywołując lekki niepokój i wykręcają kąciki moich ust w nieznacznym, beznadziejnie wymuszonym uśmiechu. A może z wizą coś nie tak? – pomyślałam z tym idiotycznym wyrazem twarzy, który ni jak się miał do rzeczywistego stanu umysłu i samopoczucia. Wreszcie złożył bordową książeczkę z polskim godłem i przepuścił mnie dalej. Pierwsze nieprzyjemne wrażenie wzbudziło obawy, czy dobrze zrobiliśmy wybierając na podróż poślubną komunistyczny kraj. Cóż.. 15 minut później zostałam milionerką.

„Jedyny, słuszny ustrój”

W 1995 roku Polacy w ciągu jednej nocy przestali zarabiać miliony. Nastąpiła denominacja, która według doniesień Narodowego Banku była tylko czysto technicznym chwytem. Wszystkim z pensji ucięto po 4 zera i wprowadzono nowe pieniądze. Ekonomiści uznali to za zabieg konieczny spowodowany galopującą inflacją, a właściwie hiperinflacją, która nawiedziła Polskę w latach 1989 -1990. Powodowała ona windowanie cen na niewyobrażalny poziom, a jak cen to wiadomo, że nominałów też. Hiperinflacja była bolesnym skutkiem transformacji z planowanej gospodarki centralnej do rynkowej. Gdy uplasowała się na poziomie 10 % machina zmian ruszyła. Być może teraz działoby się to samo, co w Wietnamie gdyby nie reforma.

Wietnam nie przejął się chyba szczególnie zagrożeniem prawdziwej hiperinflacji na poziomie nawet nie kilkunastu, a kilkudziesięciu procent na początku drugiej dekady XXI wieku. Szedł dalej i torował drogę niczym muł. Ceny rosły a w obrocie gotówkowym normą stały się miliony. Na lotnisku w Ho Chi Minh wymieniając około 50 dolarów amerykańskich na wietnamskie dongi stałam się milionerką. Ta kwota naprawdę na sporo wystarczyła, co uświadomiło mi, że jak w każdym komunistycznym kraju i tu różowo nie ma, choć na pierwszy rzut oka ciężko zauważyć panujący tu komunistyczny ustrój, a na pewno nie w takim wydaniu jak w polskim peerelu, czy współczesnej Korei.

Turystyczna ulica Bui Vìen
Backpackerska ulica Bui Vìen pełna turystów ze wszystkich stron świata

Amerykanie nie są zaciętym wrogami, zaplutymi karłami reakcji, czy imperialistycznymi świniami, mimo że zatarg między państwami w drugiej połowie ubiegłego stulecia zdawał się przekreślać nadzieję na porozumienie. Wietnam jeszcze do połowy lat 70-tych ubiegłego wieku dzielił się na dwa państwa, które od 1957 do 1975 roku były w stanie wojny, nazywanej wietnamską. Być może sympatia do Ameryki w dawnym Południowym Wietnamie wynikała z pomocy jaką USA udzielał w trakcie konfliktu temu państwu. Gdy jednak amerykańskie wojska wycofały się w 1973 roku i miała miejsce afera Watergate Kongres, oznaczająca upadek Nixona i cięcie finansowania dla sojuszników azjatyckich, Wietnam Południowy zaczął się poddawać Północy, która była sowicie dotowana przez Sowietów. W 1976 roku nie było już podziałów, była jedna Republika Demokratyczna Wietnamu z „jedynym, słusznym ustrojem” – komunizmem.

Prawdziwa komuna

Sam fakt, że miasto przemianowano z Sajgonu na Ho Chi Minh na cześć wujka Ho, założyciela i przywódcy Komunistycznej Partii Indochin, jest znaczący. Ta osobliwa postać doczekała się nawet własnego muzeum w jednym z najbardziej urokliwych zakątków miasta – nad rzeką (ta akurat nie jest spektakularna) na perfekcyjnie zadbanym terenie z równo rozmieszczonymi drzewkmi i zadbanym rabatkami. Dragon Wharf, tak nazywa się to miejsce i dawniej pełniło rolę portu, który powstał tu jeszcze za czasów francuskiego kolonializmu. W 1979 roku Komitet Ludowy w mieście stworzył w tym miejscu muzeum poświęcone Ho Chi Minhowi. Jest tu ponad 3000 zdjęć i około 700 eksponatów związanych z tą postacią, ale miejsce trąci myszką. Przypominało mi wycieczkę szkolną w podstawówce do Żelazowej Woli, gdzie do dworku mogliśmy wejść w kapciach. Brakowało tu tylko właśnie kapci, reszta przypominała skostniałą instytucję z odmętów historii. Ładny był tylko budynek.

Budynek, w którym mieści się Muzeum Ho  Chi Minha w Sajgonie
Muzeum Ho Chi Minha w Sajgonie

Muzeum Ho Chi Minha zajmuje budowlę , która w ciekawy sposób łączy stary kolonialny styl francuski z wietnamski akcentami. Oryginalny dach zwieńczony jest 2 posągami w kształcie smoków, które występują w tradycyjnej architekturze pagody. Stąd też nazwa Dragon House. Elementy francuskiego stylu ujawniają się w tych charakterystycznych łukowatych arkadach okalających cały budynek, pod którymi można schronić się przed upałem. W innej części miasta stoi inna pamiątka po francuskim kolonializmie przekłuta na symbol triumfu komunizmu nad starym ładem francuskich Indochin.

Pałac Zjednoczenia, czyli dawna siedziba francuskiego gubernatora, został wzniesiony jeszcze w 1868 roku. Budynek został przejęty w 1954 roku przez ówczesny rząd pod przywództwem Ngo Dinh Diema i przemianowano na Pałac Niepodległości. W swojej formie istniał do 1962 roku, gdy w wyniku wybuchu bomby został zniszczony. Już 4 lata po tym wydarzeniu zainaugurowano budowę nowego pałacu. W 1975 roku czołg przekroczył bramy tego kompleksu otwierając drogę dla komunizmu. Oglądając budynek z zewnątrz, jak i przechodząc po jego korytarzach i pokojach miałam wrażenie, że w tych czasach zamarł.

Budynek Pałacu Zjednoczenia w Sajgonie
Pałac Zjednoczenia w Sajgonie

Bryła budynku jest prosta, symetryczna, harmonijna, ale przy tym ciężka, pozbawiona lekkości i polotu. Z drugiej strony ten imponujący masyw architektoniczny lekko onieśmiela, a czyż nie o to chodziło w komunistycznym budownictwie? W pałacu udostępnione są zwiedzającym niektóre pokoje mieszkalne i sale konferencyjne, a także bardzo efektownie zaplanowane wewnętrzne atrium. A wokół… wokół jest pięknie zadbany ogród, który szpecą czołgi i inne machiny wojenne. Ten dawny przybytek komunizmu, zmieniony dziś na muzeum, można wynająć do najbardziej komercyjnego z możliwych celów. Organizowane są tu uroczystości weselne, co w moim odczuciu ni jak ma się do komunistycznego ustroju, a to tylko jedna z nieścisłości jakie widziałam.

Wyjątki od komunizmu

Wszechobecne KFC, Pizza Hut w galerii handlowej, hotel Sheraton, oryginalne sklepy Versace…absolutnie nie pasują mi do wizji ustroju komunistycznego. Nie tego komunizmu jakiego doświadczyła Polska po 1945 roku. Choć z drugiej strony co ja mogę wiedzieć o realiach codziennych życia w Wietnamie zwykłego obywatela. Ponoć i tu jest trudno z dostać paszport, tak jak było u nas za PRL, a państwowe firmy raczej dołują gospodarkę niż ją windują, choć nie blokują wymiany handlowej z państwami zachodnimi. Polska także do nich należy. Prowadzimy dość ożywioną wymianę handlową z Wietnamem, a polskie firmy inwestują tam niemałe pieniądze. Takie „wyzwolone” oblicze komunizmu Wietnam nie sposób dojrzeć względem wiary.

Po przejęciu całego kraju przez komunistów zaczęły się brutalne prześladowania buddystów i chrześcijan, a w 1981 roku powołano Stowarzyszenie Buddystów Wietnamskich, które praktycznie nie ma nic wspólnego z religią, a przez wielu uważane jest za instrument propagandy reżimu. Miało demonstrować na zewnątrz, że kraj jest tolerancyjny w kwestiach religijny. Buddyzm wietnamski uchodzi za zróżnicowany. Jeżeli chodzi o chrześcijaństwo to jest to odsetek około 10% obywateli. Przemierzając ulicę Ho Chi Minh, miasta liczącego blisko 8,5 mln mieszkańców to widać. Zauważyliśmy trzy kościoły chrześcijańskie. Najważniejsza jest oczywiście katedra Notre Dame, o której wspominałam w poprzednim wpisie. Drugim i najciekawszym był…różowy kościół.

Charakterystyczny budynek kościoła Tân Định w Sajgonie z różową elewacją
Słynny różowy kościół Tân Định w Sajgonie

Kościół Tân Định ma ściany w kolorze wściekłego różu. Nie umiem wytłumaczyć czemu. Zauważyłam, że w Wietnamie lubią malować zabytkowe budowle na kolor porażający oczy…choćby Poczta Główna w kolorze kanarkowym. Myślę, że w całym tym tłoku, tyglu kolorowych skuterów i setkek odcieni ubrań mieszkańców Sajgonu normalne barwy by zginęły. Może właśnie dlatego maluje się te najważniejsze budynki na wściekłe intensywne barwy, by nikt ich nie przeoczył. Taka jest moja hipoteza, a jaka jest prawda? Trzeba by pewnie spytać Głównego Planistę Przestrzeni Miejskiej (jeśli takowy istnieje). Znających powód tych jaskrawych barw proszę o wyjaśnienie w komentarzach, jak ja chętnie poznam tę tajemniczą zagadkę.

Różowy kościół niewątpliwie należy do najstarszych i najważniejszych obiektów rzymsko-katolickich w Ho Chi Minh. Jego historia zaczyna się wraz z początkami misji ojca Donatiena Éveillarda, który rozpoczął budowę kościoła i nadzorował ją, a ostatecznie inaugurował go w 1876 roku. Wkrótce na próśbę jego przybyły siostry z zakonu Saint-Paul de Chartres i otworzyły przy kościele sierociniec i szkołę. Budynek kościoła był remontowany przez następców ojca Éveillarda. Dziś jego bryła i forma składa się z nawy głównej z wysokim, kolebkowo sklepionym dachem. Jest oddzielona arkadami od bocznych naw. Charakterystyczne jest zachowanie mieszanki stylu romańskiego i gotyckiego z renesansowym. W końcu lat 30 tych XX wieku dobudowano została ośmioboczna wieża o wysokości 52 metrów. Swoją różową barwę zawdzięcza renowacji w 1957 roku. Od tego czasu zawsze nosi ten kolor. Dopełnieniem oryginalnego malunku okazały się też dekoracje. Święci w neonach, kamienne źródełka ze świętymi, no targowisko próżności tuż pod nosem kościoła, jednak absolutnie mnie to nie zdziwiło, w tym barwnym mieście.

Trzecim i ostatnim kościołem chrześcijańskim jaki widzieliśmy w Ho Chi Minh był Nhà thờ Vĩnh Hội położony nad rzeką. Architektura nie ma w sobie nic europejskiego. Charakterystyczne wygięte dachy idealnie oddają lokalny koloryt.

Budynek kościoła Nhà thờ Vĩnh Hội w Sajgonie
Kościół Nhà thờ Vĩnh Hội z charakterystycznymi wygiętymi dachami

Najkunsztowniej takie wygięte dachy prezentowały się na wieży pogody Vĩnh Nghiêm. To największa pogoda buddyzmu Mahajana w Ho Chi Minh i nie ma długiej historii za sobą. Budowę świątyni rozpoczęto w 1964 roku a ukończono w 1971 roku. Jest to pierwsza w Ho Chi Minh pagoda w stylu wietnamskim. Niestety zbudowana jest z betonu, przez co moje wewnętrzne poczucie zachwytu, odpowiedzialne za westchnienia w stylu oooch lub aaaaach, zgrzytnęło zębami i jęknęło żałośnie. Na terenie kompleksu znajduje się 40-metrowa i 7-kondygnacyjna wieża Kwan-Yin.

Budynek pagody Vĩnh Nghiêm w stylu wietnamskim
Pagoda Vĩnh Nghiêm w Sajgonie w stylu wietnamskim

Dużo efektowniejsza, może nawet nieco mroczna wydała mi się świątynia Chùa Ngọc Hoàng oddalona od pagody Vĩnh Nghiêm o około 2 km. Nazywana jest także świątynią Jadeitowego Cesarza, co ma przełożenie w chińskiej wierze, według której jest to władca kosmosu, który zamieszkuje wspaniały pałac w najwyższej części nieba. Świątynia została zbudowana na przełomie XIX/XX wieku zgodnie z chińskim stylem architektonicznym, a dziś uchodzi za jeden z najcenniejszych zabytków architektury Sajgonu. Przyznam, że jest to jedna z najciekawszych świątyń w mieście, pełna posągów bóstw o niepokojących kształtach i dziwnych grymasach twarzy, nieco nawet przypominających demony. Wnętrze wypełnia ostry dym kadzideł, który w półmroku tworzył dziwną, falującą fatamorganę.

Budynek świątyni Chùa Ngọc Hoàng w stylu chińskim
Świątynia Chùa Ngọc Hoàng w Sajgonie

To jak jest z tym komunizmem w Sajgonie? Pic na wodę czy prawdziwy reżim? Nie czuję, bym miała prawo odpowiadać na to pytanie. Jeśli kiedyś poznacie mieszkańca Wietnamu, zaprzyjaźnicie się z nim i zdobędziecie jego zaufanie, wiedząc, że odpowie Wam na to pytanie szczerze, to zapytajcie, a pewnie uzyskacie prawdziwą odpowiedź. Owszem na pierwszy rzut oka nie widać tu reżimu, ale jak się żyje przeciętnemu Wietnamczykowi nie wiem i wyrokować nie zamierzam. Turyści z pewnością odczują dysonans między wizją reżimu komunistycznego a rzeczywistością pełną turystów z całego świata, sklepami i targami z mnóstwem produktów i pełnymi dobrodusznej życzliwości ludźmi. Komunizm jest tu faktem politycznym i na pewno nie można powiedzieć, że jest na niby, ale jego skalę musicie ocenić sami.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage w albumie Ho Chi Minh: Komunizm na serio czy na niby?

ZapiszZapisz

0 Komentarzy

  • Natalia

    Ciekawy wpis. Same kościoły katolickie są przykładem tego, że ten komunizm u nich może być jednak trochę inny niż był u nas. W końcu wiara dla komunistów była jednym z głównych zagrożeń jednoczących ludzi, ale tak jak napisałaś- nie nam oceniać. Ciężko się wypowiadać mądrze na takie tematy nie żyjąc w Wietnamie na codzień.

  • Ewelina Gac

    Nie odwiedziłam jeszcze Wietnamu, więc nie mogę się choćby minimalnie wypowiedzieć na ten temat. Jednak każdy z poznanych przeze mnie Wietnamczykow był wierzący i tolerancyjny.
    Ps
    Świetnie, że poruszyłaś temat hiperinflacji. Muszę jeszcze dodać, że w Polsce związane to było z dodrukiem pieniędzy (czyli tzw. Łatanie wydatków budżetu). Warto więc obserwować sytuację na bieżąco. Pozdrowienia!

  • agnieszkatrolese

    Przeczytałam od deski do deski. Po lekturach Twoich tekstów zawsze czuję się dużo mądrzejsza, a jednocześnie pojawia się to uczucie, że tyle jeszcze jest do przeczytania, zobaczenia i poznania, że życia nie starczy, by zrealizować wszystkie plany i marzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *