Home

Od początku…

Biedronki. Mnóstwo biedronek. Cały chodnik biedronek. To moje pierwsze wspomnienie z podróży i chyba pierwsze z całego życia. Byłam na wczasach zakładowych w Krynicy Morskiej w wieku 4 lat. Widocznie biedronki musiały wywrzeć na mnie ogromne wrażenie, bo nie zapamiętałam ani plaży, ani morza. Dwa lata później byłam już na swoim pierwszym obozie żeglarskim. Zapamiętałam dużo więcej. Głównie wczesne pobudki, pływanie w jeziorze i strasznie wkurzających chłopaków. Następnego lata stałam się natomiast pełnoprawną kolonistką.

Od tamtej pory jeździłam każdego roku na kolonie lub obozy, niekiedy nawet dwa raz w wakacje. Na dwa lata przed osiemnastką zaczęły się wyjazdy rodzinne, a potem wypad nad morze z przyjaciółkami. Pod skórą ciągle buzowała chęć ruszenia dalej, „na własną rękę”, po przygodę życia. W wieku 19 lat znalazłam kompana do takich wojaży, a pierwszym sprawdzianem dla nas był wyjazd na prawie 3 tygodnie na Krym. Ponad 40 godzin w pociągu, bez znajomości języka, bez zarezerwowanych noclegów, z plecakami i namiotem.

krym 1684

Przetrwaliśmy i chcieliśmy więcej. Od ponad 10 lat jeździmy razem. Próbowaliśmy różnych form i zdecydowanie najbardziej odpowiada nam organizowanie wyjazdów samodzielnie. Szanuję jednak każdą formę podróży. Uważam, że każdy ma święte prawo do decydowania o własnym ciężko zapracowanym urlopie i wyborze takiego sposobu jego wykorzystania jak chce. Lubi Bałtyk, a niech jeździ do woli! Sama mam tak ogromny sentyment do Zakopanego (a tak, nawet z tymi Krupówkami), że byłam już siedem czy osiem razy. Woli jeździć stopem po krajach arabskich, no i świetnie. Chce odpoczywać dwa tygodnie w hotelu przy plaży z all inclusive…super.

Sposobów na podróże jest tak wiele, że każdy absolutnie każdy może wypracować swój własny i szczere…co innym od tego. Jeśli taka forma daje radość, jeśli jest potrzebną odskocznią, to przecież nikt nie może decydować o pragnieniach, odczuciach indywidualnych innych osób zamykając cały ogrom decyzji, które podejmujemy przy wyborze akurat takiego miejsca i takiej formy spędzenia czasu w krótkim „To fajnie”, „O, a czemu nie za granicę”, „Agroturystyka? Serio?” „All inclusive? To będziecie tylko leżeć?”. To jest przecież jawny kanibalizm emocjonalny! Odrąbane skrzydła jeszcze nim cokolwiek zdąży się dodać. Paradoksalne tłumaczenie, a bo z dzieckiem, a bo z psem, a bo remont planujemy, a bo kredyt, a przecież nikt nie zmusza nas do wyjazdu. Sami decydujemy gdzie chcemy i po co tam jedziemy, nie ma sensu tłumaczyć, jadę tam, gdzie mam ochotę teraz jechać i tyle.

Czemu wybieram się w podróż?

Bo lubię! Banał prawda? Ale taka jest prawda. Wyjeżdżam, bo lubię być gdzieś indziej. Lubię być gdzieś indziej, bo lubię poznawać. To jest mój cel podróży. Ten cel, który zawsze widnieje na czubku listy celów. Bo uważam, choć możecie się ze mną nie zgodzić, że każda podróż ma cel, nawet gdy ktoś twierdzi, że wybrał się w podróż bez celu. Nie wierzę w to.

Zawsze coś przyświeca decyzji o wyjeździe. A skoro jest powód, to jest i cel. Chęć ucieczki od codzienność. Pragnienie bezbrzeżnego lenistwa. Wycisk dla organizmu w trekkingu po górach. I…”potrzeba nowego”. Nowego smaku. Nowego krajobrazu. Nowych doznań. Nowej kultury. Nowego języka. Nowych znajomości. Jednak bez generalizowania. Wierzę, że są osoby, które akurat niczego nowego nie oczekują od wyjazdu. Chcą w swoim kamperze, którym od 15 lat jeżdżą w to samo miejsce, przeżyć kolejne spokojne, poddane znanemu już rytmowi dni wakacje. I bardzo dobrze! Gdybyśmy chcieli tego samego świat byłby nudny.

20170311_185327

Ja wybieram często miasta. Dla mnie zawierają najcenniejszy ekstrakt kraju, jego historii i współczesności, obyczajowości i tradycji, kuchni i sztuki. Nie znoszę się nudzić. W trakcie podróży włóczę się po uliczkach, zaglądam na targi, odwiedzam przybytki kultury, odpoczywam na plażach, stokach górskich, w parkach. Doceniam też monumentalność przyrody i chętnie podziwiam ją, ale w takim spektakularnym wydaniu, czystej, niezmąconej i jeszcze nieokiełznanej. Zaczęłam doceniać też slow travel. Jednak z moją nietolerancją nudy umiem wytrwać na takich wyjazdach 3 może 4 dni. W nagrodę dostaję pełne odprężenie i taki błogi spokój.

Czy jestem podróżnikiem?

W moim własnym mniemaniu: Nie. Wierzę, że podróżować może każdy. Nie wyznaję hierarchizacji, ani przytyków w stylu znowu jedziecie nad Bałtyk? Byście świat zwiedzali. Staszek, to i Amerykę, widział, i Australię, i w Chinach był. A wy tylko ten Bałtyk i Bałtyk co roku. Z niego to jest podróżnik.. Może i jest, a może… nie. Bo jeśli ten potencjalny Staszek jedzie do Ameryki, do Chin, czy Australii za pracą, to czy można go nazwać podróżnikiem? W najprostszym ujęciu, jak najbardziej. Podróżuje więc jest podróżnikiem. Cofając się do czasów najodleglejszych, podróże to w rzeczy samej były wyprawy podejmowane z konkretnych, właściwie praktycznych powodów. Opuszczało się miejsce i jechało w odległy zakątek świata dla handlu, dla nauki, z przyczyn politycznych, czy religijnych.

17596455_1842970602622512_1627967685230854144_n.jpg

Gdyby więc Staszek był starożytnym trybunem rzymskim, paniczem szlachcicem Sarmatą, czy księdzem hiszpańskim w średniowieczu, to pewnie bym go nazwała podróżnikiem. Jeśli współcześnie jeździ za chlebem po świecie, to co innego, nie podróżuje przecież tylko szuka pracy. Owszem są wyjątki, gdy faktycznie Staszek jeździ po świecie imając się różnych zajęć przy okazji, a po to tylko żeby za chwilę jechać dalej. Ten Staszek wydaje mi się już bliższy statusu podróżnika. Może mam wyidealizowane postrzeganie podróżnika, ale wydaje mi się, że to musi być osoba, która całe swoje życie podporządkowuje podróżom. Według mnie podróżnik to nie zawód, to styl życia.

Ja nim nie jestem. Nie zostawię wszystkiego i nie wyjdę z domu z jedną walizką, by przemierzać z nią świat. To po prostu nie w moim stylu. Ja lubię swój dom. Lubię swoje życie. Lubię to, co mam i w czym uczestniczę tu i teraz. Nie wiem, co przyniesie kolejny miesiąc, rok, ale w miejscu, w którym jestem czuję się dobrze. Lubię mieć do czego wracać po wojażach. Mam swój sposób na życie, a podróże doskonale go dopełniają i stały się jego nieodłączną częścią.

Komu potrzebne teraz blogi?

Właściwie blogi przechodzą do lamusa, ale wierzę, że ich czas się nie skończył. Dla mnie są świetną bazą do przygotowania się na podróż. Mam świadomość, że bardziej liczą się teraz vlogi. Jednak nie będę udawała. Z klawiaturą i aparatem bardziej mi po drodze niż z kamerą. Lubię pisać i lubię podróże. Blog był naturalną tego konsekwencją. Założyłam go, pewnie jak wszyscy początkujący blogerzy, żeby spisać swoje podróże. Naprawdę dobrze się przy tym bawię. Obmyślanie kolejnego tematu wpisu i jego pisanie wprowadza mój umysł w przyjemne drżenie.

18013788_1248547148575771_5995684168082653184_n.jpg

Prowadzę tego bloga po swojemu. Czyli? Nie znajdziecie u mnie zbyt wielu praktycznych porad. Jest wiele dobrych blogów, które są prawdziwym kompendium wiedzy na ten temat. Ja widziałam się zawsze w pisaniu relacji. To moja ulubiona forma, najlepiej nasączona odpowiednią dawką emocji. Działa na mnie inspirująco. Po przeczytaniu takich właśnie artykułów lub książek, naładowanych odczuciami własnymi podróżników chciałam się pakować i jechać. Pod wpływem opowieści decyduję często, żeby wybrać się w to konkretne miejsce. Tak moja bucket listwzbogaciła się o Islandię, Hongkong , Sintrę, Tokio, Australię, czy Góry Smocze w RPA.

Czytałam relacje i czułam, że to dla mnie, że też chcę przeżyć to, co autor. Część tych pragnień już udało mi się zrealizować, inne czekają w kolejce. Pisząc teraz artykuły na bloga chcę, żeby były naładowane emocjami, żeby opisy miejsc, smaków, sytuacji do Was przemawiał i może sprawiły, że po lekturze zainspirujecie się w podróży jednym z tych opisów. Otrzymałam już kilka sygnałów, że tak jest i nawet nie wiecie (a może wiecie?), ale jest to fantastyczne uczucie. Sama też szukam ciągle nowych inspiracji.

Bloga prowadzę od niecałych 2 lat, a jako okularnica od ponad 10 lat patrzę na świat zza grubych szkieł. Ten blog to moje doświadczenia ubrane w słowa i fotografie, szczere i do granic subiektywne. Będzie mi miło, jeśli czasem dacie znać, że jesteście i czytacie to, bez względu czy mieliście podobne odczucia, czy zupełnie inne w miejscach, które opisuję. ZApraszam Was też na profil na Instagramie i Fanpage na Facebooku.  Do poczytania i miło mi Was gościć.

20479076_164694580743530_3955449461236301824_n.jpg

Pozdrawiamy! 😉