Polska,  Relacje

Klotyldzin i Margonin: 37 powodów, które skłoniły mnie do przyjazdu

Wzięłam marchewkę do ręki i powolutku, na paluszkach podeszłam do tej po prawej z jasnym runem. Z początku była nieufna. Trochę obwąchała rękę i pobiegła do pozostałych. Wystarczyło jednak przykucnąć i czekać. No i zdobyć zaufanie Mati. Nie było to szczególnym problemem. Za marchewką wodziła wzrokiem jak oczarowana. Po kilku minutach kucaliśmy wśród stada alpak. Takim towarzystwem mieliśmy okazję cieszyć się przez cały weekend w Alkapolandzie, gospodarstwie agroturystycznym położonym w Klotyldzinie koło Magronina.

klot1-min
Najlepsza strefa to strefa alpak

Alpaki urzekły mnie na zdjęciach w jednym z czasopism turystycznych. Na pierwszy rzut oka wydawały się urocze. Potem przemykając uliczkami poznańskich Jeżyc natrafiłam na ofertę alpakoterapii. Powiedziałam Maćkowi, że super byłoby moc wygłaskać takiego zwierzaka. Temat przycichł. Ni z tego, ni z owego czekając na samolot do Islandii w Gdańsku Maciek powiedział, że znalazł Alpakoland. Spytał czy chcę jechać. Mój zachwyt w oczach wystarczył mu za potwierdzenie. Zadzwonił, umówił termin i już po kilku tygodniach stałam przeszczęśliwa w gronie najprawdziwszych alpak.

Hodowla zawiązała się w 2011 roku od czterech sztuk. Dziś stado liczy 37 alpak. To było te 37 powodów, dla których przyjechałam do Klotyldzina. Podczas naszego pobytu mogliśmy przyjrzeć się kilkudniowym zwierzakom. Przypominały bardzo małe owieczki, choć nie są ich krewnymi. Alpaki należą do wielbłądowatych i obecnie nie występują już w stanie dzikim w naturze. Hodowane są powszechnie na terenie Ameryki Południowej. Tym, co mnie zaskoczyło była ich wielkość. Osiągają wzrost do 80 cm w kłębie, a ważą między 50 a 80 kilogramów. Z obserwacji i obcowania z alpakami mogę powiedzieć też, że są okropnie ciekawskie. Nie robią sobie nic ze strefy komfortu (która u człowieka wynosi około metra) obwąchują od góry do dołu i to bez skrępowania. Są przy tym niezwykle uważne, co w rezultacie daje komiczny efekt. Moje serce podbiła Mati, kochająca marchewki, Kryśka, lubiąca głaskanie, i Obwąchiwacz (to akurat mój osobisty pseudonim dla tej alpaki), która ani nie jadła marchewki z ręki, ani nie dawała się głaskać, ale obwąchiwała nas z wielkim skupieniem. U wszystkich alpak, choć byliśmy w Klotyldzinie zaledwie dwa dni, zaobserwować się dało różnorodność charakterów.

klot5-min
Alpaki mają najsłodsze pyszczki świata. Zwłaszcza Obwąchiwacz.

Alpakoland prowadzi małżeństwo. Niezwykle gościnni ludzie, którzy ciepło nas przyjęli. Do wyłącznego własnego użytku mieliśmy cały domek campingowy z widokiem na alpaki, a gospodarze podarowali nam świeże, ekologiczne jajka z własnej hodowli, z których następnego dnia Maciek przyrządził mi pyszną jajecznicę. Właściciele chętnie opowiedzieli o zwierzętach. Wybieg dla alpak otworzyli dla wszystkich. Przyjeżdżają tu okoliczni mieszkańcy i do woli mogą karmić oraz głaskać nie tylko alpaki, ale też konie, osiołka i kucyka. Dają także możliwość przejażdżki quadem oraz rowerami. My postanowiliśmy okolicę poznać na własnych nogach.

Od Margonina dzieliły nas zaledwie 2 kilometry. Spacer do miejscowości umila bliskość lasu i Jeziora Margonińskiego.

klot4-min
Droga przez las to sama przyjemność

To dogodne położenie sprawiło, że na tym terenie zaczęła funkcjonować osada już w okresie wczesnego średniowiecza. Przechadzając się uliczkami miasta, które prawa miejskie otrzymało jeszcze przed 1409 rokiem, widać dawną zabudowę pruską. Miasteczko zachowało dawny układ ulic, w którego zabudowie szczególnie wyróżnia się kościół parafialny św. Wojciecha, wybudowany na początku XVII wieku. W latach 50-tych XVIII wieku budynek przeszedł przebudowę i zyskał barokowych charakter, który zachował do dziś. Trochę na uboczu znajduje się fantastyczny pałac, do którego dociera się idąc wzdłuż alei lipowej. Budowla powstała w stylu gotyckim w XVI wieku z inicjatywy lokalnego właściciela feudalnego. Swoje pięć minut miała w 1773 roku, gdy odbył się tu ślub Józefa Wibickiego z Kunegundą Drwęską. Obecny, neogotycki charakter zyskała w latach 40-tych XIX wieku. Wówczas stanowiła własność prywatną Carla Augusta von Schiwowa. Jemu też obiekt zawdzięcza piękny park leśny.

klot3-min
Pałac, położony nieco na uboczu.

W całym Margoninie rozwieszone były plakaty, obwieszczające koncert Urszuli. Zaineresowana byłam nie tyle samym wydarzeniem, które ma odbyć się w czerwcu, ile miejscem tego zdarzenia. Chciałam zobaczyć lokalną plażę. Za marketem weszliśmy na wąską ścieżkę i dotarliśmy nią aż nad piaszczysty brzeg. Nad wodą przerzucony jest pomost skąd można podziwiać wyczyny w wakeboardingu. Tor o długości 1000 metrów z wyskocznymi i przeszkodami rozciąga się tuż przed oczami spacerowiczów. Warto na chwilę przystanąć i przyjrzeć się wariacjom, a chętni mogą skorzystać z tej formy rozrywki.

Uwielbiam miasta i ich architekturę. Jednak w ten weekend oddałam się w pełni wiejskiej sielance i małomiasteczkowym urokom. Trochę ponad 70 kilometrów od Poznania kryje się niezwykłe miejsce, które mi zaserwowało idealny weekend. Jadąc ze stolicy Wielkopolski na Piłę polecam trochę zboczyć z trasy. Naprawdę warto!

autor: Magdalena Drajkowska

Jeden Komentarz

Pozostaw odpowiedź т я υ ѕ к α ω к α Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *