Polska,  Relacje

Łeba: Amatorski slow travel

Przeżywając prawdziwe rozpasanie w oparach lenistwa relaksowałam się długim weekendem w towarzystwie leżącego tuż obok Maćka i Rey. Nie opuszczałam łóżka przed 11. Jadłam słodkie bułki na śniadanie. Chadzałam na plażę bez obciążenia parawaningowego. Slow weekend nad Bałtykiem wystarczył by doładować energię. Choć to zupełnie do mnie niepodobne długi czerwcowy weekend spędziłam leniwie, bez harmonogramu i listy miejsc do zwiedzenia. Nie rezygnuję ze zwiedzania miast, ale przyznaję ..slow travel nie jest takie złe.

Sielsko, ale nie cukierkowo

Wyjazd z założenia miał być leniwy, więc trzeba było znaleźć odpowiednie miejsce na błogie lenistwo. I właśnie tak odkryłam slowhop.pl z klimatycznymi miejscami na wyjazdy, prawdziwymi, noclegowymi perełki. Tu kryją się pensjonaty, chaty i hotele inne niż zazwyczaj, a właściciele wkładają w nie całe swoje serce, dzięki czemu są właśnie takie inne.

sielskachata1.jpg

Wybraliśmy Sielską Chatę w Nowęcinie pod Łebą. Miejsce prowadzone jest przez Lidię  Gierczak. Nie ma tu recepcji. Gdy wyjechaliśmy na parking nie bardzo wiedziałam, gdzie się udać, ale wrażenie samego siedliska było bardzo pozytywne. Eklektycznie urządzone podwórze z kanapami, fotelami, sofami i kredensami było zaskakujące. W rogu kryły się materiałowe hamaki i duża trampolina, a żeby nie rozleniwić całkowicie szarych komórek w części ogrodu ustawiono duże szachy. Lidka była w jadalni. Zapach unoszący się w powietrzu był arcyprzyjemny, a wystrój jadalni nie występował mu w żadnym względzie. Jeszcze milszym zaskoczeniem był pokój.

sielskachata2

Spędzaliście kiedyś wakacje u babci na wsi? Ja nie. Za to u babci w niedużym miasteczku na Podlasiu tak. I to był dla mnie synonim sielskości. Drewno, kwiatowe wzory, wielkie poduchy, kredensy. W Sielskiej Chacie poczułam się trochę jak u babci. Wynajęliśmy apartament z dwoma pokojami i łazienką. Gdy tylko przestąpiłam próg, wiedziałam, że weekend będzie udany choćby nie wiem co. Kremowy kredens z szufladkami i przeszkolonymi frontami szafek świetnie pasował do wielkiego łóżka z cudownie miękkim materacem i delikatną pościelą w kwiatowe wzory. Drugi pokój w niebieskiej tonacji był urządzony równie urokliwe choć nie korzystaliśmy prawie z niego. Rozłożyliśmy w nim kojec dla Rey, naszej suczki, której to miejsce wyjątkowo przypadło do gustu. Dużym plusem lokum było oddzielne wejście – z drugiej strony budynku, od ulicy tkwiły w białej ścianie niebieskie drzwi, które prowadziły właśnie do naszego apartamentu.

sielskachata7sielskachata10

Królowe Bałtyku

Nie przemawia przeze mnie ksenofobia ani sarmacka pycha, ale zwykła obserwacja. Z niej bowiem wynika moje przekonanie, że polskie plaże są jednymi z najpiękniejszych na świecie. Nie zwiedziłam, co prawda (jeszcze – przynajmniej mam taką nadzieję) Karaibów, Bali ani Mauritiusa, ale ani plaże Wietnamu, ani Grecji, ani Hiszpanii nie dorównują polskim królowym Bałtyku.

Rozciągają się one zuchwale wzdłuż całego wybrzeża układając się w szerokie, piaszczyste dywany koloru złota, pszenicy lub bieli.

Piaszczyste plaże w Europie to nie zawsze taka oczywistość, a tak rozległe, ogólnodostępne to już rarytas. Ukryte pod lasem parawanów tracą swój wdzięk, dlatego warto wybrać się przez sezonem lub tuż po nim. Dopiero w takich okolicznościach, opustoszałe, polskie plaże pozwalają delektować się cudowną przestrzenią. W słoneczne dni dają sposobność do zachwytów. Kontrast między niebieskim niebem a białym piaskiem plaż jest wręcz hipnotyzujący. Ale! Każdy Polak wie, że wyjazd nad morze to loteria pogodowa i gdy jeden dzień świeci cudowne słońce, to drugi dzień możesz spędzić w okowach deszczu. Jednak pochmurne niebo, spiętrzone falami morze obiecują równie urokliwe widoki. Można być więc pewnym jednego: absolutnie cudownego widoku zawsze.

plażąBłeba3

W trakcie czterodniowego wyjazdu miałam sposobność podziwiania królowych Bałtyku w różnych kreacjach. W pełnym słońcu delektowaliśmy się piękną plażą B w Łebie, gdzie można bez obaw wejść z psem. Rey ledwo poczuła piach po przednimi łapami a już zaczęła kopać i zupełnie zapomniała, że tylne łapy jeszcze zostały na leśnej ścieżce. A co to była za radość, gdy zorientowała się, że piachu jest więcej…dużo więcej. Szaleństwa nie miałyby końca, gdyby nie to, że Rey to jeszcze szczeniak. Po bieganiu za mną i za Maćkiem, kopaniu w piachu, hasaniu wzdłuż brzegu, była potwornie zmęczona, więc  leżała po chwili grzecznie, a my mogliśmy posiedzieć i popatrzeć na fale lekko muskające brzeg. Z prawdziwą lubością zagrzebywałam stopy w drobnym piasku, pozwalając by ścierał mi delikatnie skórę.

plażąBzachod9

Na tę samą plażę wróciliśmy o zachodzie słońca, gdy promienie w kolorze pomarańczowym powoli przechodziły w czerwień zabarwiając chmury, niebo i wodę tworząc obraz jak za dotknięciem pędzla ze zbyt dużą ilością farby, która w jednej chwili zabarwiła wszystko, odciągając uwagę od tła i całej reszty pejzażu. Zachód słońca absolutnie mnie oczarował, choć prawdziwe zauroczenie przeżyłam następnego dnia.

Zaskakująca siła przyrody

Być w Łebie i nie widzieć wydm to skandal nawet, gdy planuje się leniwy weekend. Wybraliśmy się na tę atrakcję łebską późno i w przypływie nagłego ożywienia. Podjechaliśmy na parking w Rabce koło 19:00, skąd do piaszczystych wydm mieliśmy jeszcze około 5,5 kilometra. Spacer przez lesistą ścieżkę Słowińskiego Parku Narodowego był czystą przyjemnością, a do celu dotarliśmy w idealnym momencie. Właśnie zaczynała się złota godzina, gdy słońce zapewnia najlepsze, spektakularne wręcz światło.

wydmy2
Są momenty, tak naprawdę ułamki chwil, które zapadają w człowieka gdzieś bardzo głęboko, wwiercają się pod skórę, przedzierając między mięśniami i wciskają pod mostek, tuż obok serca, by ściągnąć je jeszcze mocniej. Takie właśnie miałam odczucie w chwili, gdy prawie wdrapałam się na kilkudziesięciometrową wydmę. Te sekundy, gdy już dostrzegłam rozlewające się po wydmach słońce stojąc już niemal na szczycie i jeszcze pozostając w cieniu sterty piasku, tak te sekundy były niewiarygodne. Każdy kolejny krok był tylko przedłużeniem tych emocji. Podziwiałam z niemałym zachwytem wysokie drzewa, trochę niedowierzając, że wkrótce znikną kolejne z nich pod naporem piachu.

wydmy8

Tu piach ma ogromną siłę i właśnie to próbowałam zrozumieć stąpając po Wydmie Łąckiej, która ponoć swoją nazwę wzięła od nazwy wioski stojącej dawniej w tym miejscu, a przysypanej właśnie przez ruchome piaski. Wydma ta ma kształt półksiężyca z ramionami wyciągniętymi we wschodnim kierunku, dokładnie tam też wędruje. Konkretnie wędrują ziarenka piasku, które delikatnie toczone przez wiatr powoli się przesuwają. W rezultacie cała wydma w ciągu roku przemieszcza się od 3 do 9 metrów. Chętnie bym sunęła po tych wydmach w tym samym, powolnym tempie. Naprawdę trudno było mi oderwać wzrok i co chwilę ni to do siebie, ni to do Maćka, powtarzałam Niesamowite…niesamowite…

Dotarliśmy do plaży na jakieś pół godziny przed zachodem słońca. Byliśmy sami. Absolutnie nic nie zakłócało krajobrazu, żaden człowiek nie majaczył na horyzoncie. Obserwowaliśmy w ciszy, pod wrażeniem absolutnego piękna opadający powoli za horyzontem krąg słońca, coraz mniejszy i czerwieńszy.

Na świętej górze

Tajemnice przyciągają. Nie inaczej było, gdy dowiedziałam się, że w pobliżu Łeby znajduje się jedna z trzech świętych gór na Pomorzu. Rowokół wznosi się na 114 metrów nad poziomem morza i jest doskonałym punktem orientacyjnym. Zupełnie nie zdziwiło mnie, że tu właśnie w najdawniejszych czasach czczony był przez Słowińców Swarożyc – uznawany za boga ognia i słońca. Dla niego też utrzymywano stale na szczycie góry płonące palenisko.

rowokół1

Według gminnych podań przez pogańską historię tego miejsca, wybudowana w średniowieczu kaplica św. Mikołaja spłonęła. Niektóre z opowieści wiążą tę górę z ośrodkiem piractwa, gdzie korsarze Bałtyku chwali swoje łupy. Inni zaś opowiadają o wyładowanych bogactwem wagonach pociągów zakopanych w tunelach wydrążonych w zboczach wzniesienia w czasie II wojny światowej. Z pewnością znaleźć tu można ciszę i spokój, a także soczyście zielony las, przez który prowadzi ścieżką na szczyt.

rowokół19

Na szczycie wzgórza Rowokół jest ustawiona stalowa konstrukcja. To wieża obserwacyjna i rewelacyjny punkt widokowy. Przy dobrej widoczności można zobaczyć całą okolicę, wraz z wyspami, jeziorami i malowniczo rozlewający się wybrzeżem. Rozpędzone przez wiatr chmury i nam pozwoliły cieszyć się pięknym widokiem, choć nie idealnym.

  *   *   *

Do Łeby jechałam bez wielkich oczekiwań, złapać trochę oddechu z końską dawką jodu. Samo miasteczko nie powala. Główny deptak już zastawiony straganami (a jakże z góralskim kapciami również) nie obiecuje wiele. Wystarczyło jednak wyjść za ten deptak i spojrzeć w głęboki, niebieski odcień morskiego błękitu, by poczuć zalewającą falę, mieszankę zachwytu, radości i satysfakcji. A pozytywnego wrażenia dopełniała arcyciekawa okolica z urokliwą przyrodą. Z Łeby wyjeżdżałam z lekkim niedosytem i przekonaniem, że wrócę. Kto wie? Może zimą

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Funpage Zza Grubych Szkieł w albumie Łeba: Amatorski slow travel

 

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź Maryla F. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *