Anglia,  Relacje

Londyn: Sztuka o zwiedzaniu muzeów w ośmiu aktach z antraktami. Część 2

Akt II: Prawie jak żywe!

Elżbieta jak zwykle w idealnie skrojonym kostiumie. Kate z Willim trochę onieśmieleni z boku. Ah i jeszcze Karol. Tak on też się załapał na zdjęcie. Cała familia królewska i ja. Trochę bez uprzedzenia, w nieoficjalnym stroju, ale co tam. To teraz do Leo, może po drodze uda się zahaczyć o Beatlesów. W końcu Muzeum Madame Tussaunds  daje możliwość sfotografowania się z różnymi gwiazdami i osobistościami ze świata nauki, polityki, religii, czy show biznesu. Figury woskowe nie uciekną więc można naprawdę dać się ponieść wyobraźni.

A i jeszcze jedno! Można się tu natknąć na samą Madame Tussaund, a właściwie to Marię Grosholtz. Kobieta urodziła się w 1761 roku w Salzburgu. Nazwisko przejęła po mężu, z Françoisem Tussaundem wzięła ślub dopiero w 1795, a więc już po tym jak odziedziczyła osobliwą kolekcję figur woskowych dr Philippe Curtis’a, lekarza i modelarza wosku, który uczył Madame Tussaund sztuki kształtowania figur. Sam wykonywał je jako modele do poznawania anatomii ludzkiego ciała.

W 1835 roku stworzyła pierwszą stałą wystawę figur woskowych na Baker Street, z którą Maria wcześniej podróżowała po Europie. Jej idea znalazła zainteresowanie wśród mieszkańców dawnego Londynu, jak i współczesnych turystów. I to na tyle duże, że muzea figur woskowych znalazły się w wielu miastach nie tylko Europy, ale i całego świata.

W londyńskim muzeum figur woskowych szczególnie zauroczyła mnie przejażdżka kolejką przez kolejne lata historii miasta i samej Anglii. Podwójne wagoniki turkocząc powoli, przesuwały się po wąskich torach, odsłaniając mniej i bardziej chlubne karty dziejów. To był prawdziwie spektakularny teatr. Figury nie tylko były wykonane z prawdziwą maestrią sztuki, ale do tego poruszały się i to w fenomenalnie przygotowanej scenerii. Ten etap podobał mi się szczególnie. Ostatnim etapem zwiedzania muzeum figur wojskowych był seans 4D. Historia z udziałem komiksowych bohaterów ratujących świat, a konkretnie Londyn, była okraszona efektami oddziałującymi nie tylko na zmysł wzorku. W pewnym momencie naprawdę poczułam jak Wolverine wbija mi szpony w plecy!

SONY DSC

SONY DSC

Antrakt: Ryba z frytkami

Pół dnia spędzonego na nogach pobudza apetyt. Postanowiliśmy spróbować tradycyjnego brytyjskiego dania, czyli fish&chips. Owszem rybę z frytkami można dostać z powodzeniem w Mielnie, Władysławowie, czy innym nadmorskim kurorcie w Polsce. Jednak tu na Wyspie to danie nabiera innego wymiaru, ma bowiem charakter narodowy. Ponoć tradycja jedzenia ryby z frytkami ukształtowała się na Wyspach między 1850 a 1945 rokiem. Danie łączy wpływy żydowskie (zwyczaj smażenia ryb) i francuskie (zaczerpnięte z Francji pommes firtes) i dawniej serwowane było w gazecie.

 

Skusiliśmy się na obtaczanego w mące i smażonego na głębokim oleju dorsza ze smakowitymi frytkami i dodatkami w postaci sosu groszkowego i majonezu. Na każdym stole Garfunkel’s (sieci małych londyńskich restauracji założonej w 1979 roku) stała także buteleczka z keczupem, który stanowi tradycyjny już niemal dodatek do tego dania. Z uwagi na zbliżającą się godzinę 17 i nieco wyziębiający organizm wiatr, dobraliśmy do tradycyjnego dania gorącą filiżankę herbaty. W czasach bez telewizji, bez Facebooka, w czasach, gdy kobiety przesiadywały głównie w domu, w czasach, gdy na dużą skalę czerpano dobra z brytyjskich kolonii, popołudniowa herbatka była idealnym pretekstem do spotkań towarzyskich, wymiany plotek i dysput o życiu. Pełniła ważną funkcję społeczną.

Otrzymaliśmy porcelanowe imbryczki z porcelanowymi filiżankami, jak tradycja nakazuje. Zaraz potem pojawiła się złocista ryba. Danie było idealnie wyważone. Nie ociekało tłuszczem, a mięso pokropione delikatnie cytryną i octem nabierało wyrazistości. Cóż w moim odczuciu warto wejść do rozproszonych po centrum pubów i restauracji nie tylko dla smakowitej ryby, frytek, czy piwa. Panuje w ich po prostu specyficzny klimat, tak charakterystyczny dla wnętrz zanurzonych w półmroku.

SONY DSC

SONY DSC

autor: Magdalena Drajkowska

Poprzednie części opowieści o Londynie przeczytacie tu: 1, 3, 4, 5, 6, 7, 8.

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Londyn: Sztuka o zwiedzaniu muzeów w ośmiu aktach z antraktami

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź ciekawska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *