Anglia,  Relacje

Londyn: Sztuka o zwiedzaniu muzeów w ośmiu aktach z antraktami. Część 4

Akt IV: Dobytek epok rzemieślników

Moim niekwestionowanym faworytem okazało się Muzeum Victorii i Alberta. Miałam mgliste pojęcie o tym obiekcie. Owszem wiedziałam, że mieści się tu największy zbiór sztuki rzemieślniczej w Europie, o czym pisze niemal każdy przewodnik, ale dopiero będąc na miejscu mogłam skonfrontować moje wyobrażenia z rzeczywistością. Jak się okazało na korzyść tej drugiej.

Nie będę zapewne oryginalna pisząc, że zachwyciły mnie rzeźby włoskiego renesansu. W kilku pomieszczeniach znajdują się  rzeźby z przestrzeni ponad 400 lat, licząc do końca XIX wieku. Na kolekcję składa się ponad 22 000 obiektów. Można znaleźć wśród nich osławione Trzy Gracje dzieła Antonio Canova, niesamowite wręcz dzieło Giambologna przedstawiające scenę zabicia Filistyna przez Salomona z Księgi Prawa Starego Testamentu, a także sławną rzeźbę równie sławnego artysty, czyli Neptuna i Trytona Berniniego.

SONY DSC

Tu spotkała nas przykra i rozczarowująca niespodzianka. Siadły nam baterie, a konkretnie trzy baterie w dwóch aparatach. W Londynie pogoda nie rozpieszcza, choć nie mieliśmy aż tak dużych powodów do narzekania. Padało tylko trochę. Natomiast wiatr dokuczał. W połączeniu z solą smagał twarz okrutnie. To zabrzmi pewnie fatalnie, ale po jednym dniu bez pomadki moje usta były naprawdę popękane, a dłonie pozbawione rękawiczek szorstkie. W Polsce smaruję usta i dłonie niezbyt często, ot gdy sobie przypomnę.  W Londynie powtarzałam czynność z sumiennością, średnio co godzinę. Poza tym wiatr wychładza. Jak się okazało nie tylko organizm ludzki, ale i sprzęt fotograficzny.

Przezornie zabraliśmy dwa aparaty i trzy baterie sądząc, że starczy to na cały dzień. A jednak nie starczyło. Niesprzyjająca pogoda osłabiła baterie. Jednak to nie wszystko. Zostawiliśmy Muzeum Victorii i Alberta na sam koniec. To był błąd, bo gdy tylko przekroczyliśmy jego próg byłam oczarowana. Następnego dnia mieliśmy zamiar już tylko wejść do muzeum dla zdjęć. Nie daliśmy rady, zaplanowane atrakcje nas wykończyły, a ponadto zwyczajnie nie zdążyliśmy przed zamknięciem. Wiele cudowności pozostało więc tylko w pamięci. Szczęściem w nieszczęściu było to, że udało nam się uchwycić na zdjęciach najpiękniejszą część. Szczerze i z ręką na sercu przyznaję, że dla mnie były to zbiory rzeźb oraz sale odlewów, po których obfotografowaniu aparaty odmówiły współpracy.

Niezatarte wspomnienia wyryły w mojej pamięci najsilniej galerie Cast Courts z fenomenalnymi odlewami gipsowymi. Wśród nich znalazły się gipsowa kolumna Trajana, odlana w 1860 roku,  XII-wieczna obsada Pórtico de la Gloria dla katedry w Santiago de Compostela, odlana przez włoskiego artystę Domenico Brucciani w 1867, a także ogromny odlew rzeźby Dawida Michała Anioła. Mimo wieków historii zamkniętych w tych przestrzeniach to muzeum żyje. Nie trudno spotkać tu artystów, amatorów sztuki i hobbystów. Między odlewami natknęliśmy się na starszego mężczyznę ze szkicownikiem, a na kolejnych piętrach przyglądaliśmy się nie tylko eksponatom, ale też skupionym twarzom młodych ludzi, którzy w swoich rysownikach szkicowali wybrany przedmiot. Na kartkach papieru jednej z młodych artystek spostrzegłam różne rodzaje krzeseł. Szkicowała „krzesło przez epoki”. Fantastyczny pomysł! Niech przyszli twórcy sztuki uczą się od najlepszych! Niech czerpią inspirację z kunsztu rzemieślników i artystów minionych epok! O, doprawdy jest z czego czerpać! Muzeum Victorii i Alberta to nie tylko rzeźba, ale także bogate kolekcje architektury, ceramiki, książki, mody, meblarstwa, szkła, biżuterii, metaloplastyki, malarstwa, fotografii, tekstyliów. Ponad cztery miliony obiektów na 51 tys. m2!

SONY DSC

Antrakt – Magiczne place miasta

Nie sposób pominąć tych miejsc. Po prostu odwiedza się je mimochodem. Trafalgar Squere znajduje się w centrum miasta, gdzie dawniej były zabudowy królewskich stajni. Powstał w celu upamiętnienia wygranej floty królewskiej w bitwie pod Trafalgarem w 1805 roku, przez co nie dziwi już nazwa placu. Zaskakuje naprawdę wielka kolumna Nelsona, strzeżona przez wielkie lwy. Aż dziw, że nie strzegą one skarbów znajdujących się w National Gallery. A są tam dzieła niezwykłe – tworzone ręką niezwykłych artystów jak El Greco, Leonadro da Vinci, czy Rafael Santi.

SONY DSC

W niewielkiej odległości – tak da się przejść pieszo – znajduje się historyczny już Piccadilly Circus. To prawdziwe tętniące serce Soho, a może nawet bardziej teatralnego West Endu. Wkraczając na plac od razu rzuca się w oczy reklama. Wielkie neony! Coca-Cola, Sony, Mc Donald’s! Każda szanująca się marka powinna choć raz wystawić swoją reklamę w tym miejscu, na tym wygiętym łukowato ekranie. Swoją drogą reklamowa historia tego miejsc sięga pierwszej dekady XX wieku, gdy pojawiały się tu pierwsze neony, przyciągające uwagę i wodzące na pokuszenie przechodniów.

SONY DSC

autor: Magdalena Drajkowska

Poprzednie części opowieści o Londynie przeczytacie tu: 1, 2, 3, 5, 6, 7, 8.

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Londyn: Sztuka o zwiedzaniu muzeów w ośmiu aktach z antraktami

ZapiszZapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *