Hiszpania,  Relacje

Madryt: Krotochwile o smaku Lolei

Szerokie promenady i wąskie uliczki, tłumnie oblegane place i placyki, brak gór, brak jeziora, brak morza – prawdziwa metropolia europejska z ponad 3 mln. mieszkańców może dziwić jako miejsce na odpoczynek. Jest tu gwarno. Bywa tu bardzo tłoczno. Nie widać jednak pośpiechu. Zdaje się, że każdy ma tu czas na jeszcze jedną kawę, na jeszcze jedno tapas, na jeszcze jedną lampkę wina. Popijając na cudownym mercado słodką Loleę można odnieść wrażenie, że sezon turystyczny dopiero się zacznie, gdy tymczasem trwa już na dobre. Madryt nie przyciąga takich tłumów turystów jak Barcelona czy w ostatnim czasie Lizbona. Pomimo dynamicznej zmiany trendów w turystyce rzadko słyszy się, że w tym roku w dziesiątce najchętniej odwiedzanych miejsc znalazł się Madryt. A ja zupełnie tego nie rozumiem. Byłam, zwiedziłam i odpoczęłam…tak naprawdę.

Oaza spokoju w centrum miasta

Widziałeś?!- spytałam Maćka, gdy wychodziliśmy z hostelu. – Może, a co? – odpowiedział pytaniem na pytanie, co było zasadne zważywszy na brak konkretów z mojej strony. – Nocujemy w „Pension Magdalena” na ulicy Magdaleny – wyjaśniłam z uśmiechem. Maciek spojrzał w górę na szyld hostelu, potem rozejrzał się po bokach w poszukiwaniu nazwy ulicy. – Faktycznie – skinął głową i uśmiechnął się, po czym dodał – To chodź moja Magdaleno do parku. Ochoczo przystąpiłam na to i chwyciłam Maćka z rękę.

Do Parku Retiro mieliśmy kilka, no może kilkanaście minut spacerem. Ten 120-hektarowy obszar zieleni mieści się w granicach centrum miasta, nieco po wschodniej stronie w bardzo zacnym towarzystwie Muzeum Prado i Muzeum Thyssen-Bornemisza. Wygląda kusząco. Soczysta zieleń jest obietnicą przyjemnego chłodu w upalne, letnie popołudnie. My też daliśmy się jej skusić, wiedząc, że w środku tej zielonej oazy znajdziemy nie jeden ciekawy obiekt.

SONY DSC

Niemal od wejścia wita odwiedzających zapach róż z rossarium. Palące słońce Hiszpanii sprawiło, że w czerwcu te delikatne kwiaty niemal całkowicie utraciły swoją świeżość. Mimo tego krzewy zdobiło jeszcze wiele rozkwitłych pąków. Szpalery roślin tworzyły niskie, bardzo efektowne labirynty, z których łatwo było się wydostać. Uwaga koncentrowała się jednak przede wszystkim na fontannie. Okrągłą misę obrastały kwiaty bladoróżowych róż, co fantastycznie komponowało się z jasnym kolorem kamienia, który posłużył do wyrzeźbienia zarówno misy, jak i postumentu z figurą anioła. Rossarium utrzymane jest w stylu francuskim z pewną dozą romantyzmu. Bardzo łatwo się tu zatracić i stracić rachubę czasu, meandrując pod pięknymi pergolami i wzdłuż równo przyciętych rzędów krzewów. Po jego opuszczeniu wkroczyliśmy na jedną z przestronnych promenad. Większość ścieżek i alejek prowadzi w Parku Retiro nad duży staw.

Prostokątny, sztuczny zbiornik znajduje się tuż przy półkolistej kolumnadzie z pomnikiem Alfonsa XII, niewątpliwie jednej z najważniejszych postaci w hiszpańskiej historii. W cieniu wysokich kolumn przysiedliśmy na chwilę obserwując sunące po wodzie niebieskie łódki. Dla mieszkańców Madrytu to jeden ze sposobów niedzielnego odpoczynku, dla turystów niewątpliwa atrakcja. Trudno było nam ocenić kto przeważał. Ten błogi widok niepokojąco rozleniwiał. Nawet się nie obejrzeliśmy jak minęła godzina. Ruszyliśmy w kierunku głównej atrakcji. Pałac Kryształowy to naprawdę fantastyczny obiekt. Lekka forma zawdzięcza swój eteryczny wdzięk wykorzystaniu stali i szkła. Budynek wzorowany jest na londyńskim Crystal Palace. Zaprojektowany został przez  Ricardo Velázquez Bosco dla zaprezentowania Filipin podczas wystawy prezentującej hiszpańskie kolonie. Pałac Kryształowy stanowił piękną oranżerię, pozwalając na ekspozycję egzotycznych roślin. Obecnie wnętrze jest puste i co pewien czas organizowane są tu wystawy. Nie sposób jednak długo wytrzymać we wnętrzu. Środek bardzo szybko nagrzewa się przez szklane tafle i panuje tu iście tropikalny klimat.

SONY DSC

Teren Parku Retiro do 1630 roku zajmowały głównie pola i lasy, by w późniejszym okresie stać się miejscem odpoczynku dla władcy Hiszpanii. Stało się to za sprawą pierwszego ministra króla Filipa IV. Hrabia, książę Olivares stworzył wyjątkowy kompleks wypoczynkowy i takim park zostaje do dziś. Chroniąc się w cieniu drzew, obserwowaliśmy grupy trenujące biegi, właścicieli psów, próbujących nauczyć swoich pupili nowych sztuczek, czy grupy dzieci biegające boso po miękkiej trawie.

W pobliżu Retiro w II połowie XVIII wieku założony został Królewski Ogród Botaniczny. Za 2,5 EUR można znaleźć się w naprawdę spektakularnym miejscu. Starannie utrzymana roślinność pozwala na odkrywanie uroków pond 30.000 gatunków. Osobiście najbardziej urzekły mnie pawilon Invernadero Santiago Castroviejo BolŪbar z ciekawą kolekcją kaktusów oraz Huerta na najniższym poziomie, gdzie znajdują się cudownie zadbane okazy sadownicze i rośliny rodem z przydomowych warzywników. Wspomniałam o najniższym poziomie, ponieważ Królewski Ogród Botaniczny ma charakter tarasowy, co nadaje spektakularną perspektywę całości i pozwala napawać wzrok naprawdę przyjemnym widokiem. W cieniu alejek znajdują się kamienne ławeczki, a na ich przecięciach niekiedy można natknąć się na niewielkie fontanny. Największa z nich znajduje się przez pawilonem Villanueva, zaadoptowany do celów wystawienniczych. Można tu podziwiać wystawy malarskie i fotograficzne współczesnych artystów.

 

SONY DSC

Kojąca atmosfera mercado

Uwielbiam targowiska. Panuje na nich specyficzny klimat. Tu przyprawy, tam owoce, jeszcze kawałek dalej ubrania.  Głośno, tłoczno, duszno. Nie sprzyja to odpoczynkowi. Chyba że trafia się na hiszpańskie mercado. Tu czas spowalnia. To miejsce, gdzie przychodzi się napić sangrii lub lekkiego, orzeźwiającego frizzante. To miejsce, gdzie przychodzi się skosztować po trochu soczystych owoców, wyrazistych serów, mocnych w smaku wędlin. To miejsce, gdzie przychodzi się żeby odpocząć od upałów, po całym dniu pracy. To miejsce, które ochoczo odwiedzałam w różnych porach dniach. Jednak najwięcej uroku miało w sobie wieczorami.

Mercado San Miguel w centrum Madrytu nieopodal Plaza Mayor pozwala odpocząć mieszkańcom i przyjezdnym już od 1916 roku. Pomimo gwaru i tłoku panuje tu atmosfera prawdziwego odprężenia. Głośne rozmowy i śmiechy, brzęk sztućców i talerzy, dźwięk odbijających się w toaście kieliszków tworzą tę kojącą atmosferę. Zapadłam się w nią całkowicie. Ciepłe wieczory sprzyjały przesiadywaniu przy długich i wysokich stołach tworzących wspólną dla wszystkich strefę jedzenia, picia, słowem biesiadowania. Z Mardyckim mercado i z Madrytem w ogóle będzie mi się kojarzyć już zawsze smak sangrii Lolea. To smak lata w butelce, serwowany w idealnych porcjach w kieliszkach. Słodycz owoców i delikatne bąbelki nadają lekkości trunkowi. W połączeniu z niewielkimi hiszpańskimi smakołykami, tapasami, sangria Lolea pozwala na długie godziny nieśpiesznej degustacji. Długo poszukiwałam w madryckich sklepach dokładnie tego wina w charakterystycznej butelce w groszki, jednak nie znalazłam go nigdzie. Dlatego tak bardzo kojarzy mi się ono z Mercado San Miguel.

SONY DSC

Idealnym dopełnieniem wieczornego ucztowania na Mercado San Miguel jest spacer po wąskich uliczkach wokół Plaza Mayor, który stanowi jeden z najważniejszych i chyba najpopularniejszy pod kątem turystycznym plac w Madrycie. Z każdej strony otoczony jest trójkondygnacyjną zabudową w kolorze krwistej czerwieni. Z bliska widać jednak doskonale, że ściany po wewnętrznej stronie placu są pokryte malowidłami. Elewację od strony placu zdobią także liczne balkony, a ich liczba przekracza 200. Plac zawdzięcza swój reprezentacyjny wygląd królowi Filipowi II, który po przeniesieniu stolicy Hiszpanii do Madrytu postanowił nadać dotychczas handlowemu rynkowi więcej polotu. Obecnie wzdłuż boków placu znajdują się liczne restauracje i kawiarnie. Moją uwagę zwróciła szczególnie jedna z nich – La Torre del Oro. Niepozorna z zewnątrz we wnętrzu kryje prawdziwe bogactwo hiszpańskiej tradycji. Ściany pokrywają łby byków, ale tylko tych walecznych, pokonanych w czasie corridy, oraz fotografie przedstawiające nie rzadko dramatyczne sceny z walk torredorów.

SONY DSC

Z Plaza Mayor odchodzą uliczki, a z uliczek alejki oferujące wyjątkowe doznania kulinarne. Fenomenalne sklepy wypełnione kunsztownie przygotowanymi słodyczami przyprawiały i mnie, i Maćka o zawrót głowy. Jednak to co szczególnie zapamiętałam to smak maślanego croissanta z plastrem szynki Jamón w Museo del Jamón.

Pławiąc się w splendorze królewskim

Madryt jest stolicą Hiszpanii od czasu Filipa II i od tego czasu dla Filipa II, a także z myślą o jego następcach, stworzono liczne obiekty dla ich wygody. Odpoczynek władcy zapewniały ogrody. Dawniej nie było klimatyzacji, natomiast upał był równie niemiłosierny jak w dzisiejsze skwarne przed- i popołudnia lata. Dwór ukrywał się chętnie przed palącym słońcem nie tylko za grubymi pałacowymi murami, ale również w przyjemnym cieniu drzew lub spacerując pośród alejek wyznaczonych soczyście zielonymi żywopłotami.

Splendorem królewskim dziś może raczyć się każdy kto zapragnie zwiedzić Pałac Królewski w Madrycie. Zabytkowy ogród Campo del Moro znajdujący się tuż obok budowli pozwala odetchnąć od letniej spiekoty. Na powierzchni ponad 20 hektarów można podziwiać ponad 70 gatunków drzew. Ogrody pałacowe początkowo stanowiły nie tylko miejsce spacerowe dla dworu, ale także przestrzeń rozrywkową – przeznaczone były bowiem do polowań na drobną zwierzynę. Przez lata Campo del Moro przebudowywane było na najróżniejsze sposoby, w zgodzie z panującymi trendami. Dziś ułożony charakter pałacowych ogrodów jest nieco zaburzony. Obecnie wybija się romantyczna koncepcja angielska, której wprowadzenie w XIX wieku zarządziła królowa Maria Cristina.

SONY DSC

Czekając na wieczorne zwiedzanie pałacu królewskiego schroniliśmy się w cieniu drzew Campo del Moro. Siedząc na ławeczce z boku przyglądaliśmy się rzeszom odwiedzających, przechadzających się przy fontannie i dalej wzdłuż alejek i ścieżek. Utworzenie Parku Retiro sprawiło, że znaczna część życia dworskiego i dworskich rozrywek przeniosła się właśnie tu z Campo del Moro.

Każde z tych miejsc budzi we mnie przyjemne wspomnienie. Kojarzy się z błogim wypoczynkiem, ze zwolnionym tempem, z chwilą przystanku, oddechu i delektowania się wolno płynącymi chwilami. Zdaje się, że w mieście, nawet ponad 3-milionowym można cudownie odpocząć. Zregenerowani i pełni sił byliśmy gotowi na atrakcje Madrytu, dla których już obmyślam specjalnego posta. 

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Madryt: Krotochwile o smaku Lolei

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź Natalia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *