Grecja,  Relacje

Meteory: klasztory zawieszone na skałach

Pustkowie. Na poboczu puch bawełny targany przez wiatr przewracał się raz w prawo, innym razem w lewo. Wydawał się równie co my zdezorientowany tą ogólną nicością wokół. Na kilkanaście kilometrów przed miejscowością Kastraki, bramą do Meteorów i naszym celem, nie było na drodze żadnych oznak, że jedziemy dobrze. Czarny asfalt pośrodku niczego prowadził donikąd. Presję potęgowało słońce, niepokojąco szybko zmierzające w październikowych dniach ku dołowi. Gdy morale w aucie zaczęły opadać, na horyzoncie mignęła skała. Z każdym kilometrem krajobraz się zmieniał, a po wjechaniu do miasteczka odetchnęliśmy pełną piersią. Jeszcze tylko krótki podjazd pod górę i będziemy u celu.

Skalny krajobraz w Meteorach

Gwiaździsta noc

Gdy na trzy miesiące przed grecką eskapadą zaczęłam planować miejsca, które odwiedzimy notes szybko się zapełniał, a dwutygodniowy urlop wydawał się zdecydowanie za krótki. Dochodziła też kwestia budżetu. Od kilku lat wiedziałam, że jeśli tylko będę w Grecji kontynentalnej to muszę odwiedzić Ateny i Meteory. Mówiąc do Maćka Pojadę, choćbym miała spać w aucie nie spodziewałam się, że tak też się stanie.

Przyjechaliśmy do Kastraki późno. Nie był to absolutnie żaden problem, bo planowaliśmy spać w aucie. W końcu, jak mówiła babcia Maćka : Jedną noc to można i na stojąco przespać. Byliśmy na to zdecydowani od początku i całkowicie przygotowani. Wszystko dlatego, że nie potrafiłam zrezygnować z żadnego z zaplanowanych miejsc, więc musieliśmy zrezygnować z wygód na tę jedną noc, a noclegi w Kastraki kosztują i to sporo.

W wyniku kompromisu szykowaliśmy się na krótki sen na tylnej kanapie auta. Jednak zanim nastały ciemności, wykorzystaliśmy ostatnie godziny słońca na podziwianie widoków i chodzenie po olbrzymich głazach. Gdy zapadła już noc usadowiliśmy się w ciepłych dresach na przednich siedzeniach i oglądaliśmy zza szyby spektakl nocnego nieba zapierający dech w piersiach. Ponoć w obliczu bezkresnego, gwiaździstego nieba można obcować z poczuciem monumentalizmu. Mogę to teraz potwierdzić.

 

Nieziemskie skały

Meteory stanowią masyw skalny o dość osobliwej urodzie. Są jak rzucone igraszką losu wielkie głazy na tym pustkowiu. Osadzone w centrum niczego skały dumnie i dostojnie prezentują wdzięki. Większość z nich to osobne słupy Tkwią samotnie w całym tym skupisku gigantycznych głazów. W rzeczywistości ich niezwykła forma jest efektem całkiem zwyczajnych procesów naturalnych.

Słupy powstały w wyniku gromadzenia się osadów na brzegach prehistorycznego morza, które 60 mln lat temu pokrywało powierzchnię Tesalii. W związku z gwałtownymi tąpnięciami nastąpiło wywyższenie dna i tak powstał płaskowyż, który pokrywały liczne uskokoi wytworzone w grubej warstwie piasków. Nieziemski kształt, który dziś posiadają Meteory jest wynikiem całkiem ziemskich działań. Osiągnęły je dzięki ruchowi płyt erozji, młodej rzeki Pinios, ale także dzięki deszczom, wiatrom, jak również skrajnym temperaturom.

Unikatowe słupy skalne w Meteorach

Te 24 słupy skalne wrażenie robią niesamowite, zwłaszcza przy wschodach i zachodach słońca, czym miałam okazję się delektować w towarzystwie Maćka. Każdy kto wybiera nocleg w miejscowości Kastraki może tu przyjść (spory kawałek drogi) lub podjechać. Jednak nic nie jest w stanie zastąpić tej chwili, gdy zaraz po otworzeniu oczu widzisz spektakl rozpoczynającego się dnia. Symfonia kolorów majacząca gdzieś między niebem a ziemią na horyzoncie zatrzymuje czas. Sekundy rozpływają się w minuty i pojawia się pragnienie, żeby nic nie zmąciło tych chwil.

Klasztory podniebne

Meteory są niezwykłe nie tylko przez wzgląd na ukształtowanie terenu. W tym miejscu zetknęło się chrześcijaństwo z dawnymi wierzeniami oraz legendami. Obszar dawniej chroniony według wierzeń przez centaurów znalazł się „pod jurysdykcją” jednego Boga. Wówczas też pobliska góra Olimp, dom 12 bogów, straciła na znaczeniu i ukryła się w cieniu rosnących w siłę Meteorów.

Już w czasach pierwszych chrześcijan ten osobliwy las skał był schronieniem dla uciekających przed prześladowaniami religijnymi w Rzymie. Przybywający tu chrześcijanie chronili się przed nimi w podziemnych grotach, nazywanych katakumbami niebiańskimi. Kilkaset lat później miejsce to zaczęli zamieszkiwać pierwsi pustelnicy, którzy w tym niedostępnym terenie szukali miejsca na wyciszenie i medytację oraz pojednanie z Bogiem.

Zachód słońca w Meteorach

Trzeba przyznać, że godna powodzi była ich determinacja, gdyż ściany są niemal strome, więc wspięcie się na 550 metrów musiało być naprawdę trudne. Była jednak dobra tego strona. Tylko najbardziej zdeterminowani docierali do pustelników, a podejrzewam, że wielu ich nie było wobec czego nic nie zakłócało czasu poświęconego modlitwie i medytacjom. Początkowo pustelnicy żyli samotnie, spotykając się jedynie na niedzielne msze w malutkiej kaplicy. W końcu XII stulecia dopiero zaczęli się organizować we wspólnoty.

Pierwszy klasztor z prawdziwego zdarzenia powstał w drugiej połowie XIV wieku. Monastyr o nazwie Wielki Meteor został zbudowany przez wzgląd na zakusy władców arabskich, którzy zaczęli interesować się Niziną Tesalską. Mnisi z Tesalii obawiali się niepokojów wojennych i właśnie dlatego Athanasios Koinovitis ze społeczności pod górą Athos wyprowadził grupę mnichów do Meteor i stworzył klasztor ku czci Przemienienia Pańskiego, ponadto określił tryb życia i uporządkował struktury tutejszej społeczności wyznaczając zasady monastycyzmu meteorycznego.

Klasztor Wielki Meteor

Klasztor idealnie odpowiadał potrzebom eremitów, a nade wszystko zapewniał bezpieczne schronienie. Dostęp do monastyru gwarantowała tylko jedna jedyna droga – po długiej drabinie na stromą skałę. W XV i XVI wieku Meteory zaczęły się rozrastać, a system dostępu został udoskonalony, choć i tak dedykowany był raczej dla ludzi o mocnych nerwach. Nie wyobrażam sobie siebie w plecionej sieci z dużymi oczkami, ciągniętej za linę dzięki prostemu dźwigowi wysuniętemu ze skały. Tak właśnie dostawali się tu mnisi, tak były wciągane materiały budowlane i wszystkie te produkty, których eremici nie mogli stworzyć bądź wyhodować pracą własnych rąk.

Ocalone przed czasem

Obok klasztoru Wielki Meteor, powstały aż 23 klasztory na skałach, jednak do dziś zachowało się z nich tylko sześć. Nam w trakcie wyjazdu udało się zwiedzić dwa klasztory. Zaczęliśmy od Wielkiego Meteora, czyli najstarszego, a zarazem sprawijącego najbardziej imponujące wrażenie. Jak wspomniałam już wcześniej klasztor ten wybudował Anastazy w XVI wieku, a dokładnie w 1340 roku. Warto jednak zwrócić uwagę, że jego budowa trwała bardzo długo. Nie powinno to dziwić, bo wszystkie materiały wciągane były w siatce plecionej i na bloczku. Na szczęście w XX wieku wybudowano mostek, którym dziś można dostać się do wnętrza klasztoru i go zwiedzać. W praktyce trzeba jeszcze wejść po schodach i doczekać na niewielkim ganku swoje.

Po zakupie biletów można wreszcie zgłębić tajemnicę wnętrz. Najbardziej uwagę koncentruje kościół, będący też najwystawniejszą częścią monastyru. Pierwotnie kaplicę, która została wzniesiona w 1383 roku przez Joasafa przebudowano na przełomie XIV i XV wieku. Uwagę przyciąga szczególnie silnie ołtarz drewniany, choć nie mniej efektownie prezentują się polichromie na ścianach i suficie. W klasztorze znajduje się także Muzeum Entografii – w reflektarzu, oraz Muzeum Folkloru – w wieży. To właśnie na tej wieży znajduje się dźwig, za pomocą którego wciągano sieć z mnichami. Gdy tylko spojrzałam w dół wiedziałam, że wiara tych mnichów musiała być silniejsza od strachu przed roztrzaskaniem – à propos kości. W klasztorze znajduje się ossuarium z czaszkami mnichów, w tym ze szczątkami założyciela, Anastazego. Pomieszczenie stwarza nieco upiorne wrażenie, a zagląda się do wnętrza przez niewielkie okienko w ciężkich, drewnianych drzwiach.

Ossuarium

Najbliżej klasztoru Wielki Meteor znajduje się monastyr Wszystkich Świętych, zwany także klasztorem Warłama od imienia założyciela. Ulokowany jest na drugiej co do wysokości skale (najwyższa jest tzw. Szeroka Skała z klasztorem Wielki Meteor na szczycie).

Do monastyru prowadzi droga składająca się ze 100 stopni, które przylegają do ścian tworząc malowniczą ścieżkę ku górze. Monastyr należy do najstarszych na terenie Meteor. Jego początki wiążą się z postacią mnicha – Warłama, który w połowie XIV wieku wybudował na szczycie skał niewielki kościół i kilka cel dla mnichów. Po jego śmierci monastyr opustoszał i niemal o nim zapomniano, ale pamięć przywrócili mu dwaj bracia  Teofanis i Nektarion z Epiru. Za ich sprawą klasztor ożył, również za ich sprawą powstała tu piękna cerkiew z charakterystycznymi dwoma kopułami. Jednak tym, co najbardziej w niej uwodzi są malowidła. Zdobią całe wnętrze nadając mu podniosłego charakteru.

Napawając się mistyczną atmosferą tego miejsca można stracić poczucie czasu. Z pewnym ociąganiem żegnałam się z Meteorami, nie poznawszy jeszcze historii czterech uchronionych przed zniszczeniem i zapomnieniem klasztorów. Wszystkie sześć monastyrów ocalałych przed czasem tworzy wyjątkową aurę w tym miejscu. Dowodzi jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić dla spokoju i jak trudno ten spokój utrzymać. Jednak, gdy tłumy turystów wracają na wieczór do hoteli, gdy cisza, otula święte skały, gdy zaledwie garstka osób pozostaje w samochodach na noc między skałami niczym dawni pustelnicy, wtedy można w pełni zrozumieć sedno spokoju.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Meteory: Klasztory zawieszone na skałach

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *