Gilty pleżery

Pomidor, chips & rock’n’roll

Ostro pieprzę.

Biorę duże, mięsiste pomidory i kroję je na małe cząstki, potem pieprzę. To najlepsze co można zjeść letnim wieczorem, gdy upały sprawiają, że prześcieradło klei się nocą do ciała. Najlepiej, gdy pomidory pachną jeszcze słońcem. Całkiem poważnie traktuję ich dobór i jak na dziale z warzywami zobaczycie postać obwąchującą pomidora za pomidorem, to zapewne będę to ja. Niuanse sprawiają, że decyduję się na jednego a drugiego odrzucam w bardzo rygorystycznej selekcji niczym bramkarz w nocnym klubie, który w sportowym obuwiu nie wpuszcza.

Ja nie przepuszczam tych wodnistych, napompowanych pomidorów bez zapachu i smaku. Dlatego poza sezonem ich nie jem, czasem robię wyjątek do konkretnego dania i tylko dla tych koktajlowych. W szczycie sezonu bezwstydnie napycham się słodkimi, malinowymi pomidorami, mając jak co roku nadzieję, że tym razem się najem na zapas, bo gdy tylko sezon mija w sklepach pojawiają się marne imitacje, które ani dobrze nie wyglądają, ani dobrze nie smakują.

Zdaje się, że w ten sposób w konsumpcyjnym odruchu władców świata próbujemy oszukać naturę, a tej oszukać się nie da więc oszukujemy samych siebie robiąc w styczniu kanapkę z pomidorem, który nic w sobie z pomidora nie ma.

Natury nie zwiedziesz. Sezon to sezon i jak mija to mija, a jak przychodzi to jest.

– Zza Grubych Szkiello

.

Teraz, natychmiast, now!

Natura uczy cierpliwości.

Na sezon pomidorowy muszę po prostu czekać. Nie ma innego wyjścia, ewentualnie mógłbym zimą wyruszyć do kraju, gdzie aktualnie taki sezon trwa, ale przyznacie chyba, że to sporo zachodu jak na zakupy na sałatkę. No i zero ekonomii. Dlatego czekam. I tak czekamy też na nektarynki, ogórki gruntowe (ale takie wiecie dobre, żeby można było zrobić małosolne), na czereśnie, na łyżwy, na sanki, na ciepłe wieczory i krótkie noce, na opaleniznę na nosie.

Czekam, bo natury nie zwiedziesz, bo sezon to sezon.

A czeka się coraz trudniej, zwłaszcza, że na coraz mniej trzeba czekać. Szybki i łatwy dostęp do gigantycznego zbioru informacji, jaki zapewnia rozwój Internetu wraz z coraz większą popularnością urządzeń mobilnych, sprawia, że…

…już nie tylko chcemy mieć ciastko i zjeść ciastko, ale chcemy je pożreć natychmiast.

W jednej chwili, jeśli mamy tylko dostęp do smartfona lub komputera z dostępem do Internetu możemy wyszukać wszystkie informacje, jakich w danej chwili potrzebujemy, przy czym niecierpliwmy się gdy strona uruchamia się dłużej niż 3 sekundy. Cierpimy świadomie lub nieświadomie z powodu lęku, że ominą nas ważne informacje, przy czym skala ich ważności rozpina się od wiadomości na temat ocieplenia klimatu po nowość w świeci hybrydowych paznokci. I cały ten FOMO, nazywany też chorobą cywilizacyjną XXI wieku, objawia się pewną bezradnością i niewytłumaczalnym poczuciem braku, gdy zapomni się wziąć z domu telefon.

Swoją drogą jak często zdarza się zostawić telefon w domu, gdy na nim jest cały mikro świat udogodnień od komunikatora poprzez nawigację aż po źródełko z kasą. Kilkoma kliknięciami możemy kupić bilet do Azji, wynająć nocleg w Australii, zarezerwować wejście do oceanarium w Lizbonie, co daje złudne wyobrażenie, żeśmy władcami świata, więc jak niby mamy czekać na te pomidory, niechaj one dojrzeją teraz, natychmiast, now!

.

Konkurs miss w spożywczaku

W popieprzonej rzeczywistości tego mojego pomidora w misce jest pewna doza eteryczności , która objawia się całkowitym zanikiem w czeluściach mojego brzucha. Jest, jest i nagle nie ma, trafia do kiszek, a jaka magia już się tam odbywa to nie wnikam. Podobne sztuczki potrafię zrobić z chipsami.

To jest druga prawdopodobna sytuacja, w której postać dziwnie wyglądająca w sklepie może być mną. Nie chodzę od jednej do drugiej paczki i nie obwąchuję ich – bez przesady jakieś poczucie społecznego komfortu mam. Nie chcę po prostu nadmiernie niepokoić innych osób niepokojącym moim zachowaniem. Bo co by myślała taka Aniela z koszykiem w Biedronce, gdyby widziała jaak obwąchuję najpierw pomidory, a potem chipsy? Dlatego przy regale ze słonymi przekąskami tylko stoję i obserwuję, co z pozoru wygląda niewinnie, ale w głowie normalnie na legalu odbywa się nietransmitowany nigdzie konkurs piękności.

Należę do zwolenników słonych smaków.

Z czekolady cieszę się w sposób umiarkowany, w granicach przyzwoitości i norm społecznych regulujących radość ze słodkości , za to nad chipsami się rozpływam, ale umiem docenić także walory smakowe innych artykułów spożywczych.

Jedzenie uważam bowiem za jest jedną z tych najprostszych przyjemności. Dostarcza satysfakcji na poziomie najbardziej fizjologicznym jak poczucie sytości, na drugim planie zapewniając rozkosz smaku, a tym samym dostarczając organizmowi doznania o niezwykle dużej sile. Wydaje mi, że zaraz za odczuciem bólu, zimna i przyjemności seksualnej to właśnie doświadczanie smaków jest najbardziej fizycznie odczuwalne przez organizm ludzki.

Pewną niewdzięcznością wobec siebie samych wykazujemy się jedząc bez ochów i achów, byle co, byle jak, byle gdzie.

Dajcie mi paczkę paprykowych Pringelsów a pokażę Wam szczęście, dorównujące satysfakcji odczuwanej przez tarzającego się w liściach labradora. Przyznaję, że chipsy są wysoko na mojej liście grzechów spożywczych, które popełniam notorycznie i z bezwstydem. Ta perwersja zaprowadziła mnie zresztą już nie raz w ciemne zakątki supermarketów na całym świecie , gdy na głodzie decydowałam się na chipsy o smaku oregano, octu czy krabów. Jadłam, wygrzebując okruszki z foliowych rogów wnętrza , oblizując po wszystkim palce w celu zatuszowania zbrodni.

Gdy w komfortowych warunkach – przy sprzyjającym układzie gwiazd, odpowiedniej wilgotności powietrza, stabilnej sytuacji na giełdzie walutowej – stoję przed tymi ciągnącymi się kilometrami regałami z chipsami, przeprowadzam plebiscyt. Rozpatruję paczkę po paczce pod kątem smaku, falistości i chrupkości tudzież rozmiarów – i tu zupełnie nonkonformistycznie doceniam te o pełniejszych kształtach. W odruchu rock’n’rollowego szaleństwa sięgam po Mega Paczkę XXL na imprezę, której wcale nie planuję.

Bo żyć, to trzeba umieć!

Hell yeah! Pomidor, chips & rock’n’roll!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *