Portugalia,  Relacje

Porto: Gdzie rodzi się magia?

Zdefiniować magii nie mam zamiaru. Każdy z pewnością postrzega ją inaczej. Dla jednych będą to pokazy iluzjonistów, dla innych duchy, wilkołaki i wampiry. Podejrzewam, że są i tacy, dla których, tak jak i dla mnie magia jest urokiem. To zaklęcie rzucane jakby od niechcenia przez z pozoru niepozorne miejsce, w najmniej oczekiwanym momencie i okolicznościach. Zaklęcie, które powoduje, że miejsce to zapada głęboko w człowieku i pozostaje na zawsze, gdzieś pod skórą , pulsując, tętniąc, pompując krew w żyłach.

Czary z literatury

Weszli do księgarni. Wzdłuż ścian były tam półki od podłogi do sufitu, a na nich księgi oprawione w skórę, wielkie jak płyty chodnikowe, maleńkie książeczki oprawione w jedwab, rozmiarów znaczków pocztowych, książki pełne dziwnych symboli i kilka książek, w których nic nie było. Chyba nawet Dudley, który nigdy nic nie czytał chciałby wziąć niektóre z nich do rąk.

 J.K. Rowling, Harry Potter i kamień filozoficzny, Poznań 2000, s.88

Autorka serii o czarodzieju z blizną w kształcie błyskawicy na czole tak opisuje księgarnię, znajdującą się na ulicy Pokątnej w magicznej strefie Londynu. W rzeczywistości inspiracją do stworzenia tego magicznego miejsca mogła stać się istniejąca faktycznie w Porto księgarnia Lello & Irmão. J. K. Rowling była ponoć jej częstą bywalczynią w okresie, gdy mieszkała w tej części Portugalii, po zaślubinach z portugalskim dziennikarzem. Z uwagi na ogromną miłością moją do książek, a poniekąd przez sentyment dla nastoletniej lektury o czarodzieju, zapragnęłam na własne oczy zobaczyć miejsce, które aż tak zainspirowało Brytyjkę. Ciekawość podsycało również zaszczycenie tej księgarni mianem najpiękniejszej w Portugalii. Chwalebny tytuł przyznało jej wydawnictwo Lonley Planet oraz dziennikarze „The Guardian”. Magazyn „Travel&Leisure”, należący do grupy Time Inc., umieścił ją natomiast na liście 15 najbardziej „cool” księgarni na świecie! Więcej rekomendacji nie potrzebowałam!

Magia na pewno nie zaczyna się na zewnątrz. Księgarnia jest dość niepozorna, wciśnięta między zwartą zabudowę, ale przeoczyć ją trudno. Fasadę wyróżniają delikatne, ażurowe rzeźbienia. Natomiast wnętrze…co za wnętrze! Oczarowuje po przestąpieniu progu. Uwagę przykuwają schody. Miękkie linie łuków przeplatają się, a w połączeniu z czerwienią stopni tworzą prawdziwą magię. Ciągnące się wzdłuż i wszerz ścian drewniane regały potęgują atmosferę. Przykuwają uwagę i hipotyzują. Nie pozwalają tak po prostu porzucić tego świata, tej magii. Magii, którą z pewnością dostrzegła J.K.Rowling nie tylko w tym miejscu, ale i na ulicach. W czarnych płaszczach tutejszych studentów. To było dla mnie nie tylko magiczne, ale piękne. Tak po prostu i rozczulająco. Jak wielu z naszych studentów tak honoruje swoją „studenckość”, by nosić ciężki, czarny płaszcz, niewygodne pantofle, białą koszulę. I to nie na akademię, nie na egzamin (co zdarza się też coraz rzadziej), ale na zwyczajny wykład.

 
 

2018-08-12 11.41.09 1-min 

Oczarowujący Ocean

Magiczny klimat Porto nie pryska po wyjściu z księgarni. Nie ogranicza się też tylko do przemykających ulicami studentów w długich, szerokich płaszczach. To miasto przesiąknięte jest taką melancholią. Nawet w najbardziej słoneczny dzień czuć w powietrzu nostalgię. Może udzielił mi się nastrój rzewnego fado, ale dostojny smutek wyczuwam jeszcze pod skórą na wspomnienie Oceanu. Gdy pierwszy raz go ujrzałam nie powalił mnie. Dałam mu drugą szansę. I dopiero wówczas mnie oczarował. Rozległa, niczym nieskrępowana, piaszczysta plaża ciągnęła się po horyzont, a niespokojna woda, delikatnymi falami obmywała brzeg.

 
2018-08-12 11.41.07 1-min
 

Przyjemnie było wylegiwać się na drewnianym krześle, ustawionym na tarasie nadmorskiego lokalu serwującego ciepłe kanapki, ciepłe naleśniki i chipsy na porcelanowym talerzu. Słońce przyjemnie podpiekało kark, a twarz owiewała lekka bryza. W całym natłoku codziennych spraw nie często zdarza się chwila magii. Taka idealnie wyważona. Doskonałe towarzystwo, w postaci małżonka. Doskonałe miejsce, drewniany taras na plaży. Doskonały spokój, cisza poprzetykana szumem fal. Oceanem delektujcie się na plażach Canidelo.

Magia ulic

Czary w Porto czają się niemal na każdym kroku, zwłaszcza jeśli każdy kolejny przybliża do nadbrzeżnej części. A najlepiej przemknąć tu przez czarującą dzielnicę robotniczą. La Ribeira ma w sobie to, co kocham w miastach starej daty. Wąskie, ciasne, kręte uliczki. Uliczki, które lata świetności mają za sobą, a zarazem mają więcej klasy niż wytyczone dumnie przez tęgie głowy urbanistów nowoczesne promenady i aleje. Ribera frontem stoi do rzeki Douro i front ów można podziwiać. A jest co! Barwne, gdzieniegdzie odrapane elewacje, pną się piętrami ku górze, roztaczając malowniczy widok.

Kiedyś miałam okazję przejrzeć ranking „najbardziej kolorowych miast” na świecie. Zdjęcie nadbrzeża Porto widniało w pierwszej piątce. Pejzażem jednego z najbardziej kolorowych miast świata można delektować się krocząc powoli deptakiem Cais de Ribeira, prowadzącym od głównego placu dzielnicy aż do osławionego Ponte Dom Luis, symbolu Porto i rezultatu zamiłowania Eiffla do finezyjnych konstrukcji stalowych, które zaszczepił w jednym ze swych uczniów.

 
2018-08-12 11.41.07 2-min
 

Teofilo Seyring uczynił ze stalowych profili prawdziwe dzieło miejskiej infrastruktury. Podarował mieszkańcom nie tylko przeprawę o długości ponad 300 metrów, nie tylko symbol miasta, ale miejsce magiczne. Zachód słońca widziany stąd urzeka. Zalewająca złotymi promieniami fala, przesuwa się kolejno po kolorowej, piętrowej zabudowie nadbrzeża i pozostawia jedno pragnienie. By stanął czas, by bieg świata zatrzymał się, by to co „tu i teraz” nie kończyło nigdy! Chwilo trwaj! Jesteś taka piękna!

Jednak jak to bywa z chwilami – wieczne nie są. Na szczęście chwil pełnych magii doświadczyłam jeszcze wiele. Nie tylko Ribeira ich dostarcza. W głębi miasta czekają na rządnych wrażeń i poszukujących piękna historyczne tramwaje. Stareńkie wagoniki, efektownie odrestaurowane powoli suną wąskimi torami, dowożąc staruszków i staruszki, studentów, rodziny z dziećmi, a nade wszystko turystów w kilka ważnych punktów miasta. Zachwycona ich pięknem, tą historią czającą za nową farbą, między nowymi szczebelkami krzeseł, zapragnęłam uwiecznić się wraz z jednym z tych wagoników na zdjęciu.

Był to pierwszy dzień naszego pobytu. Był to pierwszy zabytkowy wagonik jaki widziałam w Porto. Widziałam ludzi podchodzących do tramwaju, ustawiających się w rozmaite pozy. Maciek! – zakrzyknęłam – Zrób mi zdjęcie! I już jestem na stopniach. I już mizdrzę się do obiektywu. Jedną nóżkę uginam. Drugą prostuję. Mało tego postanowiłam wejść do wnętrza. Nie zauważyłam nikogo. A czyli mogę pozować na motorniczego. Jak pomyślałam tak zrobiłam. I pociągam wajchę, i kręcę kierownicę, i…dostaję opieprz po portugalsku! Nagle zza pleców słyszę – nie rozumiem ani słowa, ale wnioskuję z tonu głosu – że nie powinnam jednak nic ruszać. Rzuciłam szybkie I’m sorry. I czmychnęłam spłoniona z wnętrza tramwaju. Widząc z Maćka z trudem powstrzymującego się od śmiechu sama nie wytrzymałam. Oboje śmialiśmy się w głos, a i w kobieta odpowiedzialna za tramwaj wydawała się lekko rozbawiona. Magia miasta znów dała o sobie znać. Mimo mojego faux pas czar nie prysnął. Wybraliśmy się – gdy tylko ochłonęłam – w podróż historycznym wagonikiem. W zabytkowym tramwaju pokonywanie pagórkowatego terenu Porto dostarcza przyjemności, a zabudowa tuż przy ulicy oczarowuje.

 
 
2018-08-12 11.41.08 1-min
 

  

Urok świątyni

Najważniejszy kościół w mieście, czyli katedra, nie jest monumentalna, ale może oczarować. W szczególności jej położenie na delikatnym wzniesieniu. Prawdziwą magię roztacza dopiero kościół św. Franciszka. Niepozorna, gotycka budowla przycupnięta na zakręcie jednej z głównych ulic miasta może wydawać się kolejnym budynkiem sakralnym, który może warto zwiedzić.

Po zobaczeniu wnętrza z powyższego przypuszczenia kategorycznie wykreśliłabym owo może, zastępując jednym ze słów: koniecznie, obowiązkowo, z pewnością… Jeśli miałabym polecić jeden najbardziej godny uwagi kościół w Porto to byłby to Igreja de Sao Francisco. Paradoksalnie budynek nie jest już kościołem w pełnym tego słowa znaczeniu. Obecnie zdekonsekrowana świątynia pełni funkcje kulturalne i oczarowuje pięknem. Zaprzestano odprawiania tu mszy ponoć wskutek wystroju świątyni tak bogatego, że wręcz gorszącego duchownych. Swoją cegiełkę przyłożyły do tego także walki cywilne, jakie przetoczyły się przez kraj w latach 1832-1834, w wyniku których kościół i klasztor franciszkański zostały zniszczone.

 
2018-08-12 11.41.06 1-min
 

Po przekroczeniu progu przecierałam oczy ze zdziwienia i szczerze mnie zamurowało. Przepych to zbyt mało, by określić trafnie skalę bogactwa barokowego wnętrza. Liczne ołtarze, budowane namiętnie przez cały XVII wiek ociekają złotem. Miałam wrażenie jakbym weszła do wnętrza kunsztownej pozytywki niepocieszonej hrabianki francuskiej, którą Pan Ociec udobruchać chciał olśniewającą błyskotką. Jak na wnętrze kościoła zakonu żebraczego, bo takim byli franciszkanie, wykorzystano tu zaskakującą ilość brazylijskiego złota, niekoniecznie zdobywanego w poszanowaniu chrześcijańskich przykazań. Przewodniki prześcigają się tu w liczbach, ale jedno z nich wszystkich mogę z pewnością wywnioskować. Użyto do udekorowania tych wszystkich elementów wystroju wnętrza kilkaset kilogramów cennego kruszcu.

 

Szaleńczo wręcz kontrastuje z tym bogactwem skromny wygląd ossuarium, gdzie spoczywają setki kości, czego nie zawahano się pokazać przez szybkę w podłodze. Wiele epitafiów zawiera podobną datę. Być może zapanowała choroba, epidemia, zaraza, porywająca miejscowych do grobów. Krocząc w osamotnieniu we dwoje przy prostych grobach mieszkańców XVIII – wiecznego Porto przez nasze głowy przebiegają rozmaite scenariusze. Odpowiedzi nie mieliśmy skąd uzyskać. Świadkowie tamtych lat i wydarzeń milczeli, a nas dzieliły od nich ściany zamurowanych grot grobowych.

 
 

Urok rzucony na mnie w Porto i przez Porto pewnie będzie towarzyszył mi już na zawsze. Myśląc o tym mieście czuję pewną nostalgię. Dziwny spokój, w jakim żyje to miasto pozwoliły mi odkrywać jego zakątki oraz delektować się każdą chwilą z prawdziwym pietyzmem. Powitana strugami deszczu, żegnałam się z tym miastem może nie zalewając się łzami, ale z poczuciem pewnego smutku na pewno.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Porto: Gdzie rodzi się magia?

11 komentarzy

Pozostaw odpowiedź Flint Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *