Poznański ratusz
MÓJ_Poznań

Poznań: Przepraszam, a gdzie tu po piwo?

​Piwo nie jest kobiece. Ewentualnie niewielkie, zarabiane sokiem paniom przystoi. Piwa nie pije się w Polsce dużo. Ewentualnie do kiełbasy z grilla lub ogniska. Piwo najlepsze warzą Niemcy i Belgowie. Ewentualnie Czesi. Piwa się nie degustuje. Ewentualnie żłopie się kuflami niczym na Oktoberfest.  Bullshit! Kobiety nie są skazane na jasne lager z sokiem malinowym. Polacy są na 4 miejscu na świecie w spożyciu litrów piwa na osobę. Niemcy i Belgowie warzą  dobre piwa, ale klasyczne dość. Polski Kraft próbuje nowości, zaś niekwestionowanym triumfatorem są Stany Zjednoczone, gdzie ponoć warzy się każdy styl piwa.  Piwo można, a nawet należy  degustować. To jest szlachetnym trunek, jeśli się szlachetnie potraktuje recepturę i skład.  Świat piwa jest warty poznania, a w Poznaniu jest kilka miejsc wartych odkrycia z naprawdę uczciwym piwem.

 

1. Międzynarodowe Targi Poznańskie, MTP

Impreza organizowana jest w Poznaniu od 2013 roku na hali Międzynarodowych Targów Poznańskich. Zrzesza wszystkich, którzy lubią piwo i to po obu stronach barykady. Są więc piwowarzy, profesjonaliści i domowi amatorzy, blogerzy i fani piwa wszelkiej maści. Można przyjść, podegustować i napić się tych piw, które podpasują najbardziej. Relację z minionego roku, gdy w temacie piwa byłam jeszcze świeża jak szczypior na wiosnę, znajdziecie we wpisie o MTP. W tym roku Poznańskie Targi Piwne przede mną i przed Wami. Jestem trochę lepiej przygotowana (choćby odkryłam swój ulubiony styl piwa!)  i wiem już czego oczekuję i czego chcę spróbować. Poznańskie Targi Piwne to zdecydowanie miejsce numer jeden w Poznaniu, gdzie można dostać naprawdę uczciwe piwo. Minusem jest fakt, że to impreza cykliczne, a więc na MTP piwa nie dostaniecie codzienne. Od 2016 roku Poznańskie Targi Piwne organizują też Poznański Trawnik Piwny. Jednak nie udało mi się być ani w poprzednim, ani w tym roku, ale jeśli trzymają poziom imprezy jesiennej, to obstawiam, że również na Trawniku jest ciekawie.

2. Dom Piwa, Mokra 2

Pierwsze wrażenie: świetne piwa na kranach, ale wystrój bardzo pubowy i męski. Lokal rozciąga się na cztery kondygnacje bardzo wąskiej kamienicy, która mieści się w pobliżu Rynku. Po przekroczeniu progu nie ma wątpliwości, co można tu dostać. Na ścianach rozwieszone są ramy z etykietami piw z ostatnich kilku dekad, zaś za barem widać charakterystyczne krany. Boleję nad tym, że jak to w prawdziwym polskim pubie nie ma nic konkretnego do zjedzenia. Przekąski są, planując dłuższą degustację warto wcześniej wrzucić coś treściwszego na ruszt. Ale umówmy się! Do puby przychodzi się na piwo, a tu na kranach jest w czym wybierać. Dobrze zapamiętałam Fiestę Madziara, arbuzowy kwas – o dziwo mi posmakował, choć kwasów nie lubię, za to prawdziwą perełką był americian barelywine Immortalis z Browaru Palatum. Zupełnie rozgromił mnie zapachem pumpernikla i gładkim wykończeniem.

20170930_170921-01.jpeg


3.Chmielnik, Żydowska  27

Przemyślane – pierwsze co przyszło mi do głowy, gdy usiadłam przy stoliku w zimowym ogrodzie tego lokalu. Wykreowanie wnętrza jest przemyślane. Stoliki i krzesła, kolorystyka, detale wszystko tu ze sobą gra. Wisienką na torcie aranżacji całego lokalu są chmielowe ścianki. W ogrodzie można podziwiać wysokie ściany z rośliny chmielu odmiany SYBILLA. Świetny pomysł! W środku panuje bardziej restauracyjna atmosfera i nic też dziwnego ponieważ lokal posiada ofertę gastronomiczną. Na pewno kuchnia jest sporym atutem Chmielnika. Nie trzeba kombinować. Można w jednym miejscu i zjeść, i napić się. Przemyślane. A napić się można dobrego piwa kraftowego. Ja postawiłam na bardzo modne latem vermont ipa, które stało się moim ulubionym stylem. Maciek wziął propozycję z Jabberwocky – Lemon ipa o nieziemsko cytrusowym aromacie i smaku. Idealne na lato, a na początku jesieni pozwoliło powspominać jeszcze minioną porę roku.


4. Lot Chmiela, Żydowska 4

Już na wejściu lokal wydaje się przyjemny, w szczególności zaś kącik na samym przedzie, na lekkim podwyższeniu. Tworzą go dwa fotele i stolik – wyglądają jak wyciągnięte z salonu starego Brytyjczyka niż jak wystrój pubu. Pozostała część  bardziej przypomina już lokal  z piwem, o czym przypomina wielki napis W 80 piw dookoła świata. Jest tu w czym wybierać. Skusiłam się na gose Mother Venus od Kingpin. Pijąc miałam raczej wrażenie, że to kwas niż – jak wskazywałby styl – piwo słone. Dało się wyczuć melona i ananasa, ale po spróbowaniu wcześniej już Fiesty Madziara z mocnym arbuzowym impetem tu dodatek owoców był gorzej wyczuwalny. Maciek poszedł w Pintę miesiąca, którą na październik było Oktoberfest IPA. Było zdecydowanie lepsze. Miało więcej ciała i przyjemną gorączkę. Jednak do wytrawnych kustoszy smaku mi jeszcze daleko, bo tych płatków dębowych, które miały tam być nie wyczułam.

5. Fermentownia, Kwiatowa 2/1a

W jednej z odnóg Półwiejskiej, jednej z najbardziej rozpoznawalnych ulic w centrum Poznania, obok popularnych lokali z jedzeniem znajduje się ona – Fermentowania. Kryje się w piwnicy kamienicy dlatego we wnętrzu panuje charakterystyczny, pubowy półmrok. Wystrój dopełnia tego wyglądu. Plastikowe krzesła, nieco podrapane już stoły, przybrudzone ściany nie tworzą szczególnie przytulnego klimatu. Ale! To przecież nie jest restauracja rodzinna tylko pub, więc nieco wyeksploatowany już wystrój rekompensuje wybór piw. Na kranach się dzieje. Wreszcie udało nam się dorwać lambika, jak się okazuje nie jest to takie proste. Raczyliśmy się truskawkowym Lindemanem. Miałam przed spróbowaniem obiekcje, bo to piwo kwaśne, ale okazało się, że nie w tym przypadku. Lekką kwasowość można było wyczuć, ale te truskawki zrobiły niesamowitą robotę. Efekt był rewelacyjny.


6.Chmieloteka,  Kościelna 22

Sklep z kraftowym piwem w sercu Jeżyc, aktualnie chyba najmodniejszej dzielnicy Poznania. Lokal zajmuje niewielkie pomieszczenie na parterze jeden z kamienic. Może i jest nie za duży, ale wybór nie zawodzi. Dostać można tu można czasem prawdziwe perełki. Nam udało się upolować Gerdę od Browaru Spółdzielczego. Nie piłam lepszego! To jest tego rodzaju piwo, którego właściwie nie powinno się porównywać z innymi. Już sama etykieta powala. Postać jak i wszystkie słowa wyhaftowane srebrną nicią na turkusowym materiale. Zewnętrznej formie nie ustępuje w niczym wnętrze. Piwo powstaje dzięki procesowi wymrażania, co nadaje mu prawdziwej głębi. Po odchyleniu kapsla uwalnia się słodki zapach pralin. W smaku można wyczuć wanilię, natomiast absolutnie nie czuć alkoholu a Gerda ma 12%. Klasa sama w sobie. Warto zagaić właściciela Chmieloteki – podpowie co się pojawiło nowego lub co ma na stanie z konkretnego stylu.


7.Piwna Strefa, Kościuszki 74

W ścisłym centrum miasta nieopodal Zamku znajduje się kolejny dobry sklep z piwami. Lubię go za przejrzystość. Wszystkie butelki są na widoku i jest trochę miejsca, żeby stanąć i porozglądać się. Tu można dostać w krótkim czasie nowości, a gdy jakiś browar zapowiada premierę to można liczyć, że niedługo po premierze piwo znajdzie się w Piwnej Strefie. Warto podpytać się o coś  specjalnego, dostaniecie sporą dawkę propozycji..ufff…czasem ciężko wybrać. My dostaliśmy Korda Whiskey Barrel Aged od Jana Olbrachta. Niesamowity! Połączenie barley wine i quadrupla.  Zapach pralinek czekoladowych i wanilii zapowiadał obiecujący smak. I nie zawiodłam się. Był głęboki i długo utrzymywał się, a przy tym alkohol był ledwo wyczuwalny. Ale! Najlepszy w ostatnim czasie okazał się Strawberry Milkshake IPA od Doctor Brew, konsystencja jak nektar owocowy, a smak i aromat po prostu powalają. Dla takich perełek warto się dobrze rozejrzeć po sklepie lub poprosić o polecenie.

Moja krótka lista to zapewne kropla w morzu propozycji piwnych, jakie oferuje Poznań. To miejsca, które sama sprawdziłam i polubiłam, każde z innego powodu. Wszystkie pozwalają poznać trochę inną stronę piwa, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Różnorodność smaków i zapachów, stylów i ich wariacji sprawia, że degustacji i poszukiwaniom nie ma końca. Tak, degustacjom. Jestem przekonana, że uczciwe piwo warto uczciwie potraktować i pić powoli, nie za często i nie za dużo, bo za dużo, to nie zdrowo…ponoć!

0 Komentarzy

  • kociel

    Aż wstyd przyznać, że mnie jeszcze w Poznaniu nie było! 🙂 a to tylko 2 godziny (?) drogi od Wrocławia. Jak tylko wrócę do Polski zamierzam się tam wybrać, może umówimy się na piwo?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *