MÓJ_Poznań

Poznańska Palmiarnia

Jest takie miejsce na poznańskim Łazarzu, które przywodzi na myśl z jednej strony powieści pozytywistyczne, gdzie ci pracujący u podstaw czerpali chwilę wytchnienia od wyczerpującej codzienności, zaś z drugiej strony zdradza coś z fabuły Tomka w Krainie Kangurów lub na Czarnym Lądzie. Park Wilsona jest po prostu elegancki, po części urządzony w stylu angielskim, po części z francuskim wdziękiem. Zamknięty między zabytkowymi kamienicami jest obietnicą udanego spaceru popołudniowego.

Uroczy krajobraz tworzą wdzięczne alejki, wzniesienia i niewielkie stawy, a cały ten układ przenosi do końca XIX i początków XX wieku. Jednak główną atrakcją Parku Wilsona jest palmiarnia. 

Pierwszy budynek palmiarni powstał w latach 1910-1911 i był w moim odczuciu piękny. Pełna uroku budowla łączyła ówcześnie popularny styl architektoniczny z przeszkleniami. Wysoka część centralna skrywała palmy, a pawilony w bocznych skrzydłach przeznaczone były do zaprezentowania kaktusów. W czasach wojny budowla została mocno zniszczona, a po odbudowie zyskała już nowocześniejszy kształt… niestety.

W latach siedemdziesiątych instytucja zaczęła podupadać i zamknięto ją w 1978 roku. Na szczęście kolekcję zachowano, głównie do celów naukowych, ale dzięki temu, gdy w 1983 roku podjęto decyzję o zbudowaniu nowej palmiarni było co w niej pokazać. Ciekawe, że budowa nowej przebiegała na zasadzie obudowy. Wokół starej zabudowy postawiono nową konstrukcję, a gdy ją ukończono rozebrano te przestarzałe elementy. W ten sposób w pięknym parku w malowniczej dzielnicy Poznania stanęła szklano-aluminiowa konstrukcja raczej niezbyt efektowna, przynajmniej dziś. Nie ukrywam, że dzisiejszy budynek mi się nie podoba. Na szczęście wnętrze wynagradza zgnuśniały wygląd bryły.

20171014_112441-02.jpeg

Poznańska palmiarnia skrywa prawdziwe skarby i nie mówię tego z kurtuazji, którą powinnam się wykazywać jako napływowa Płocczanka zamieszkujące stolicę Wielkopolski od ponad 6 lat. Jest to największa w kraju i jedną z największych w Europie palmiarni, a osobiście mogę przyznać, że także bardzo efektowna, a porównać już mogę ją z kilkoma palmiarniami w innych krajach europejskich.

Ponoć na 4000 metrów kw. mieści się tu około 1100 gatunków roślin. Po wejściu trafiliśmy od razu do świata klimatu subtropikalnego. Wilgotność i parne powietrze przypominało mi popołudnie, gdy wdrapywaliśmy się na wzgórze Wiktorii w Hongkongu. Urzekają tu palmy i pnącza, ale wrażenie wejścia w paszczę dżungli ma się skręcając do kolejnego pawilonu po prawej.

Tu rządzi roślinność  tropikalna z  pokaźnymi fikusami, a nawet hebanami. Osobiście bardzo podobał mi się jednak kolejny pawilon  z roślinnością wodną, gdzie w centrum znajduje się duży zbiornik i uprawiana jest  Wiktoria królewska – ciekawa i jak się okazało niebezpieczna roślina. Zwracając nieco bardziej uwagę na mijane „eksponaty” można dostrzec drzewko kawy arabskiej, dla klawoszy punkt obowiązkowy zwiedzania. Po tej stronie znajdują się jeszcze pawilony z przedstawicielami poszycia lasu tropikalnego, kserofitami oraz okazami rodem z sawanna.

Po lewej stronie od wejścia do palmiarni znajduje się pawilon z roślinnością klimatu umiarkowanego. Ciekawostką jest drzewko oliwkowa, które ocalało z czasów wojennych. Jest tu także dużych rozmiarów dąb korkowy i gaj cytrusowy. Podczas naszej ostatniej wizyty właśnie w tym pawilonie rozchodził się cudowny zapach kwitnących kwiatów. Nie miałam pojęcia jakiej roślina zawdzięczać ten dodatkowy bonus zapachowy, ale to właśnie on zatrzymał mnie na dłużej w tym miejscu. Ostatni pawilon z roślinami zajmują kaktusy, a bardziej profesjonalnie ujmując dokumenty z terenów Ameryki. Ekspozycja w mojej ocenie skomponowana została w bardzo przemyślany sposób, ponieważ dzięki zróżnicowania wysokości roślin wszystkie bardzo efektownie się prezentować.

Do palmiarni wybrałam się zielona. Nie miałam pojęcia, że ostatni pawilon zajmuje akwarium. Właśnie tu w  1922 roku otworzono pierwsze publiczne akwarium. Dziś jest tu 170 gatunków ryb i 40 gatunków roślin wodnych. Wśród zwierząt można obserwować naprawdę duże okazy. W lewej części obiektu znajduje się też kawiarnia, z której nie skorzystaliśmy zafascynowani okolicznościami w jakich przyszło nam zwiedzać obiekt. Wybraliśmy się bowiem w czasie Festiwalu Roślin Owadożernych, gdzie absolutnie hipnotyzowały nas rosiczki i dzbaneczniki.

Zwiedzanie palmiarni chyba najciekawsze jest jesienią albo zimą, gdy za oknami drzewa tracą liście, to rośliny we wnętrzu eksplodują soczystą zielenią we wszystkich odcieniach. Trochę tropików za grosze i bez konieczności odbycia długi lotów, ba! jak wybierzecie się rano, to po południu jeszcze załapiecie się na obiad w jednej z knajp na Łazarzu.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie MÓJ_Poznań

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *