Gilty pleżery

Rycząca 30-tka? W urodziny bez łez!

Od 730 dni prowadzę projekt, który jest niesamowicie angażujący pochłania wszystkie moje fundusze i czas. Doprowadził mnie do wielu wniosków i czasem nawet błyskotliwych myśli, których nie zapisałam, więc nie uwierzycie, że były błyskotliwe i przepadły w czeluściach niezapisanych cytatów XXI wieku. Od 730 dni każdego dnia budzę się jako kobieta po 30-stce i nie sposób od tego uciec, nawet w czasie snu(!), choćby akurat śniło mi się, że jestem gorącą dwudziestką na jachcie z Brucem Willisem (obowiązkowo odmłodzonym, taki z czasów Szklanej pułapki mógłby być).

Ponoć 3 dychy na karku to przełomowy moment. Gdy coś takiego słyszałam przed trzydziestymi urodzinami, widziałam siebie porwaną ciemną nocą przez tajną sektę. Grupa odziana w czarne płaszcze zabierała mnie z domu w białej, zwiewnej sukience (na szczęście urodziny mam w lipcu, wiec współczuję wszystkim z jesieni i zimy, sorry, taki mamy klimat) i wywozi do lasu, gdzie przy wyciu wilków do księżyca zdradza mi całą mądrość świata. Nic takiego mi się nie przydarzyło, ale jeśli ktoś z was miał tak grubą imprezę na 30-stkę, to chcę zobaczyć z niej foty!

.

.

Po dwóch latach od rozpoczęcia projektu mogę już stwierdzić, że życie po 30-tce jest fajne. Po trzydziestce świat nie runął, nie zatrzymał się – a ja ani nie doznałam olśnienia i nie rzuciłam wszystkiego, żeby zamieszkać w pustelni w lesie, udzielając porad w stylu jak żyć? zbieraczom grzybów, ani nie zawojowałam świata, co dosłownie przed 33 urodzinami zrobił Aleksander Macedoński. Trzydziestka obeszła się ze mną łaskawie, ale w paru aspektach zauważyłam jak wieku wpłynął na moje życie.

9 uniwersalnych praw o życiu po trzydziestce


Mając 30 lat..


1….kupujesz droższe kremy. Okazuje się, że gdy na opakowaniu zamiast 20+ pojawia się 30+ to dostajesz i po mordzie, i po kieszeni. Dowiadujesz się nagle, że śluz ślimaka jest w cenie. Mam wręcz wrażenie, że czysta jego esencja jest cenniejsza niż baryłka ropy naftowej czy czysty, kilkukaratowy diament.

2…. „snobiejesz” – bawisz się bez alkoholu a alkohol pijasz bez zabawy. Po 30-stce człowiek wybiera wino, piwo kraftowe i wystarczy niewielka ilość, bo zależy Ci przecież przede wszystkim na smaku, nadal jednak nie dorosłeś/aś do becherovki i czystego łiskacza (bez coli), spokojnie…jeszcze 20 lat.

3…. orientujesz się czym jest metabolizm. Po przekroczeniu 30 wszelkie chipsy, żelki, czekolady wychodzą bokami i to dosłownie. Mam złotą zasadę, jeżeli biust bez stanika jest większy od brzucha, to tragedii nie ma. Dla zachowania tej złotej proporcji omijam niekiedy dział z chipsami i żelkami, czując się jakbym wygrała pod Grunwaldem.

.

.

4…. przekonujesz się, że organizm nie jest niezniszczalny. Mycie okien, malowanie ścian czy zrobienie 30 km w ciągu dnia podczas zwiedzania odbijają się na ciele. Jeszcze tego samego dnia odczuwasz zakwasy, a następnego zastanawiasz się po cholerę mi było?

5…. wybierasz herbatę, chipsy i Netflix zamiast piątkowej imprezy. Zdarza się , że na weekend cieszysz się, bo wreszcie się wyśpisz, poczytasz książkę, pójdziesz do kina. Opcja imprezowania na mieście do 4 rano jest jak scenariusz z filmu science-fiction, bo o północy już kleją się oczy.

6…. drzemiesz w dzień. Na zupełnej nieświadomce usypiasz po obiedzie, bo dopada Cię błogostan, związany z napełnionym brzuchem, i zmęczenie, związane z tym, że 5 godzin snu w nocy już nie wystarcza do zachowania przyzwoitego poziomu żywotności.

7…. już nie musisz, Ty łaskawie możesz lub chcesz. Przed 30-tką jesteś w trybie- jak autorsko go nazwałam- „wielkich oczekiwań”. Masz wrażenie, że świat oczekuje od Ciebie parcia do przodu i samych sukcesów. Okazuje się, że jeśli nie zdobędziesz nagrody Nobla przed 30 urodzinami świat dalej będzie istniał.

8…. doceniasz wygodę. Jesteś w stanie przespać się jedną noc w aucie, żeby w podróży zobaczyć coś niesamowitego, ale tylko ze świadomością, że następną noc spędzisz w wygodnym łóżku, po porządnej kąpieli. Myśl o kilku nocach bez pokoju i prysznica staje się po 30-tce tak atrakcyjna jak śledź w oleju z bitą śmietaną na śniadanie.

9… dobrze się ze sobą dogadujesz. Z reguły 30 lat wystarcza na rozpoznanie co sprawia przyjemność, a w czym zupełnie się nie widzisz. Około 30 urodzin możesz już sobie odpowiedzieć, co najbardziej cenisz w życiu , czego oczekujesz od życia i jak chcesz je spędzić. Znasz też swoje wady i zalety na tyle dobrze, że z tych pierwszych umiesz się szczerze śmiać, a te drugie rozsądnie wykorzystać.

.

.

Przed 30-tką umiera się 2 razy


Usłyszałam te słowa niedawno. Nie zarejestrowałam głosu, sytuacji ani autora. Zapadły mi w pamięć, bo mnie zacikawiły. Ponoć człowiek umiera 3 razy. Pierwszy raz – gdy traci niewinność. Drugi raz – gdy traci naiwność. Trzeci raz – gdy traci życie.


Niewinność traci się na długo przed 30 urodzinami. W żaden dramatyczny sposób, w zwykłej ewolucji codzienności. Nie jest to zazwyczaj gwałtowna śmierć ani też długa agonia. W wyniku zupełnie naturalnego procesu dorastania i przyjmowania kolejnych ról społecznych przechodzi się z fazy dzieciństwa w stan dorosłości. Nie wiem kiedy utraciłam niewinność. Z pierwszym kłamstwem? Pierwszym wulgarnym słowem? Gdy okazało się, że Święty Mikołaj nie istnieje? Wiem po prostu, że zło istnieje, a niewinność to według mnie nieświadomość jego istnienia, więc też niemożność świadomego zrobienia czegoś złego.

Pokłosiem niewinności, moim okiem nie-badacza psychologii, pozostaje w okresie nastoletnim i dorosłości naiwność. To jakby nadzieja na to, że uda się wszystko pomimo wszystko. Wiary w możliwość niemożliwego pozbywa się człowiek stopniowo. Może z niesprawiedliwym osądem innych? Z niezdanym egzaminem pomimo wielodniowej nauki? Z odejściem na zawsze bliskich? Naiwność traci się wraz ze zrozumieniem, że czasem choćby poruszało się niebo i ziemię coś może się nie udać. Śmierci naiwności towarzyszą narodziny myślowego realizmu. Człowiek bardziej niż w prowidencjonalizm zaczyna wierzyć w związek przyczynowo-skutkowy, co według mnie jest bardzo oczyszczające. Nie wiem kiedy ja utraciłam naiwność, ani czy na trwałe, ale wydaje mi się, że przestałam być naiwna. Wierzę, że mogę wiele, ale mam też świadomość, że na wiele rzeczy wpływu nie mam.

.

.

Dziś kończę 32 lata, bez niewinności, bez naiwności, bez żalu, że już jestem kobietą po trzydziestce, za to z pełną akceptacją samej siebie. Mam poczucie satysfakcji z obranych decyzji i nadzieję, że kolejne 32 lata upłyną nie gorzej, bez pretensji do siebie i świata, że czegoś nie zrobiłam. Nie chciałabym się cofnąć w czasie. W tym miejscu, w tej chwili, w tym ciele czuję się szczęśliwa, pomimo, że nic z wymienionych nie jest perfekcyjne. Dziś kończę 32 lata i jest mi z tym zajebiście dobrze.

4 komentarze

Pozostaw odpowiedź Blog podróżniczy W poszukiwaniu końca świata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *