Impresje

San Escobar: kolejna biała plama na mapie świata znika

Siedzę na zielonej ławce przed niewielkim lokalem. Farba na drewnie łuszczy się odsłaniając wcześniejsze, intensywne kolory, wskazujące niezmiennie na ekscentryczną naturę Pedra. Z nieba leje się żar. Słomkowy parasol, doczepiony na chybił trafił do stolika przy ławce rzuca nieco cienia, ale z prawdziwą radością witam wyłaniających się z lokalu mężczyzn z wysokimi szklankami z colą, w których wesoło pobrzękuje lód.

SONY DSC
Jedna z uliczek w San Subito, akurat szykował się festyn

Maciek i Pedro zajęci są rozmową. Jak zwykle, gdy przyjeżdżamy do San Subito pomieszkujemy u Pedra. To właściciel bardzo klimatycznego lokalu przy głównym placu stolicy w San Escobar. Nadał biznesowi rodzinnemu nowego rozmachu, a łuszcząca się ławeczka jest pamiątką po czasach, gdy lokal prowadził jeszcze jego ojciec i matka. Dziś Pedro ma kilka fili swojego bistro w całym San Escobar, a sukces przyniosła mu Bigoseta – tortilla pszenna z nadzieniem z klasycznego polskiego bigosu.

 – Mówię ci, Amigo Hasbendo, Sierra Gruz są przereklamowane, co innego Sierra Siarra. Tam są szlaki dla was. – mówił głośno, mocno przy tym gestykulując Pedro.

 – Sierra Siarra są dla snobów. Jeździ tam tylko sama „sansubitka” lanserzy, co wjeżdżają na stok tylko po to, żeby pochwalić się nową deską i outfitem markowym – odparł zdegustowany Maciek, podając mi brzęczącą lodem szklankę z colą.

 – O czym rozmawiacie? – podłączam się do rozmowy.

 – Mona Mia, twój Amigo Hasbendo, mi mówi co w moim kraju jest najlepsze! – Pedro zawsze się trochę oburzał, gdy droczyliśmy się z nim na temat San Escobar, a co by nie mówić trochę go już zwiedziliśmy, zwłaszcza Północ z cudownymi górami Sierra Corleone.

 – No to Pedro co macie najwspanialszego? – biorę go pod włos i widzę jak Maciek z rezygnacją i lekkim wyrzutem patrzy na mnie, bo i on wie, i ja wiem co teraz nastąpi.

 – O Mona Mia no jak to co?! No wszystko, no no, a choćby San Subito. Jest gdzieś takie miasto tam u was z taką plażą? To przecież cudo! Tu masz nowoczesne miasto tam masz cudowną, piaszczystą plażę…

 – Pedro, to w Barcelonie znajdziesz – powiedział Maciek z przekąsem.

 – No a góry? No takie Sierra Siarra. Kurort narciarski z prawdziwego zdarzenia i wspinać się można.

 – E, mamy Tatry i w przeciwieństwie do tego, jak tam się nazywa ten wasz pagórek…?

 – Pika Chu?

 – No no. Ile to ma?

 – Z 1320 m.n.p.m – Pedro był tak dumny, że miałam wrażenie, iż wąs mu się podkręcił.

 – No a nasze Rysy mają 2499m n.p.m. Mówiąc to Maciek nakrył twarz czapeczką i oddał się poobiedniej drzemce.

 – O Amigo Hasbendo, ty mnie ranisz, ty mnie ranisz dogłębnie – Pedro zrobił zasmuconą minę. Maciek odsłonił twarz, uchylił powiekę i już było wiadomo, że to kolejna ich gra.

Maciek, podobnie jak i ja uwielbiał San Escobar, a Pedro kochał Polskę. Zauroczyło nas to młode państwo, bez historii, bez przewodników. Ba! Dopiero niedawno wyszła pierwsza mapa San Escobar.

SONY DSC
Jeden ze straganów w San Subito podczas targu w czwartek z rana

Właściwie dopiero od niedawna zrobiło się o nim głośno, choć kształtuje swoją gospodarkę od kilku już lat. Turystyka prawie tu nie istnieje. Nie ma wielkich hoteli. Pedra znaleźliśmy jako jedną z dwóch osób, oferujących noclegi w San Subito przez Airbnb. I ten pierwszy wyjazd poświęciliśmy niemal wyłącznie oglądaniu stolicy San Escobar oraz okolicznych miasteczek. Drugi wyjazd przeznaczyliśmy na wędrówkę po górach na Północy, a podczas trzeciego zwiedziliśmy nieco zachód i trochę centrum. Teraz wybieraliśmy się na Południe. Chcieliśmy obejrzeć gejzery w okolicach jaskini Para Soles, jakieś 30 kilometrów od miejscowości Mateico, prawdziwej mekki artystów malarzy, w pobliży rzeki Rio Pina Colada.

 – Pedro, a jak biznes? – zapytałam, bo wiedziałam, że uwielbia o tym mówić.

 – Mona Mia – cały się rozpromienił – cud miód, jak to się u was mówi. W Gaucamole i Al Pacino otwieram nowe restauracje. Szukam też nowych kucharzy z Polski. Chcę spróbować stworzyć nowe menu.

 – To odważnie.

 – Mona Mia, My Eskobarczycy jesteśmy bardzo odważni. Jeszcze nie dawno nikt o nas nie wiedział, a dziś proszę cały świat o nas mówi. Za chwilę będziemy tu mieć drugą Warszawę! – powiedział to z ogromnym uśmiechem, spoglądając w dal, jakby widział w niej już świetlaną przyszłość San Escobar.

 – I nie boisz się?

 – A czego się bać Mona Mia?

 – Że zniknie ten cały urok San Escobar? To przecież biała plama na mapie świata!

 – Mona Mia, białe plamy trzeba zapełniać. I ciekawe są tylko dla odkrywców, mieszkać w nich trudno. My tu się zmian nie boimy.

Zapadła krótka cisza. Pedro wycierał talerz ścierką. Maciek spał w najlepsze. Ja patrzyłam na puste ulice San Subito. Podziwiałam spokój miasteczka, a zarazem jego wyjątkowy rytm i jedyną w swoim rodzaju żywotność. Wyczuwalną pod skórą w cichych melodiach radia, odgłosach skuterów na kocich łbach, czy dzwonków przy otwieranych drzwiach do sklepów z cukierkami.

 – Nie – pomyślałam, wypowiadając jednocześnie na głos. – Gdybym mogła, nic bym tu nie zmieniła.

 – Mona Mia wszystko się zmienia. – powiedział Pedro tonem starca choć zaledwie skończył 50 lat. – A czy u was… też byś chciała, żeby tak trwało i gnuśniało? Nie zmieniłabyś tego, co jest tam teraz? Gdybyś mogła urządzić Polskę jak białą plamę jak byś ją zapełniła?

Zamknął mi tym usta. Czy zmieniłabym? W San Escobar znajdowałam wszystko, co mnie do tej pory zachwyciło w podróżach. Jest tu cudowny targ niczym w wietnamskim Vung Tau, jest piaszczysta plaża rodem z Barcelony, są cudowne góry – skaliste i przystępne dla pieszych są urokliwe twierdze niczym Toledo, ale też zachwycające widokami mosty niczym w Porto nad rzeką Douro. Mimo tego wracam do Polski. Czy bym ją zmieniła? Wrzuciła do Poznania arenę do corridy z Madrytu? Umieściła na Helu wielki diabelski młyn niczym London Eye? Zamieniła Morskie Oko na gejzer? Nie, tego bym nie zmieniła. A Wy? Jakby Polska była białą plamą na mapie, jakbyście ją pokolorowali?

autor: Magdalena Drajkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *