Portugalia,  Relacje

Sintra: Ekscentryczne pałace i tajemnicze ogrody

Krok za krokiem pięliśmy się ku górze. Droga była dobra. Co jakiś czas mijały nas małe busy. Kierowcy grzecznie pytali czy nas nie podwieźć, a my grzecznie odmawialiśmy. Zostało nam pół dnia. Wiedziałam, że wszystkiego nie zobaczę, dlatego od samego początku zrezygnowałam z biegania po Sintrze i zwiedzania po łebkach wszystkich jej cudowności a miasteczko ma ich wiele. Oddalona od Lizbony o około 30 kilometrów miejscowość zaskuje natężeniem pałaców i rezydencji. Wybrałam do zwiedzenia i odkrycia dwa, w subiektywnej ocenie najciekawsze. Do jednego z nich wchodziliśmy pod górę. Finał marszu okazał się więcej niż satysfakcjonujący.

Sen szalonego architekta

Na skalistym wzniesieniu znajduje się Pałac Narodowy Pena, nazywany także Pałacem Skalnym z uwagi na położenie, a snem szalonego architekta z uwagi na jego wygląd. Oryginalna architektura balansuje na granicy kiczu i piękna. Budowla została bowiem okrzyknięta najpiękniejszym pałacem w Sintrze, co budzi kontrowersje, a w niektórych kręgach uchodzi wręcz za urąganie znaczeniu piękna. Osobiście na pewno nie posłużyłabym się tym określeniem. Jest dużo więcej słów, które oddają lepiej fenomen tego pałacu, jak choćby: eklektyczny, unikatowy, finezyny, kunsztowny, odważny, sensacyjny, ekscentryczny. Piękny, po prostu nie pasuje mi.

0_sintra_9

W pierwszym odruchu pomyślałam, że architektura jest wręcz przerysowana. Styl romantyczny, który widać przyświecał projektowi aż promieniuje nadmierną przesadą. Brak mu delikatności, ogłady, tajemnicy. Jest kolorowy, wesoły, hałaśliwy, a nawet buńczuczny w całym tym swoim rozpasaniu romantyzmem. Za jego wygląd odpowiedzialny jest Wilhelm Ludwig von Eschwege, który ponoć pełnego wykształcenia architekta nie uzyskał, widać jednak, że zyskać musiał sympatię „małżonka królowej”, jak nazywano Ferdynanda II. Nie posiadając faktycznej władzy, którą w swoich rękach miała jego żona – Maria II, czas trwonił inaczej. Właśnie dla swojej żony szykował oryginalny pałac. Jednak cieszyła się nim niedługo, zmarła bowiem w 6 lat po ukończeniu budowy. Ponoć prace wykończeniowe trwały jeszcze dłużej i jestem skłonna temu uwierzyć.

Pałac zaskakuje w pierwszym kontakcie kolorami. Są mocne, wyraziste, jaskrawe. Żółte ściany kontrastują z czerwonymi. Gładkie fronty sąsiadują z fasadami wyłożonych błękitnymi azulejos. Gdy już oswoiłam się z tym oryginalnym pstrokatym połączeniem i przyjrzałam formie okazała się nie mniej zaskakująca. I tu panuje niezły misz-masz. Kopuły, wieże, wieżyczki, dziedziniec, krużganki, tarasy i wykończenia imitujące ni to blanki rycerskie, ni to sztukaterię z Obi. Nie mniej interesujące okazały się wnętrza, choć przechodząc z jednego pomieszczenia do drugiego miałam wrażenie, że są bardziej spójne niż koncepcja fasady. Dało się wyczuć bogactwo. Spektakularne wręcz meble dopełniały całego tego wizerunku ekscentryczności. Najbardziej mnie jednak zdziwiło – i jest to absolutnie prywatne odczucie – że budynek nie wygląda jakby miał aż tyle pomieszczeń.

0_sintra_16

Tajemnice mrocznego lasu

Budynku Pałacu Pena nie można by było nazwać rezydencją z prawdziwego zdarzenia gdyby nie miał własnego ogrodu. Jednak to, co rozciąga się wokół murów pałacu ciężko nazwać ogrodem. Niezwykłe oryginalna, jak przystało na tak awangardowy budynek, jest propozycja założeń architektury krajobrazu. Mroczny pełen tajemnic las. Wąskie ścieżki przebiegają nieśmiało pod drzewami, zapewniając nie tylko przyjemny cień, ale też doskonałą zabawę. Odkrywać tu można wielkie pięknych zakątków. Nie wiedząc kiedy dotarliśmy na najwyższy szczyt pasma Serra de Sintra. Wzniesienie o nazwie Cruz Alto ma zaledwie 529 metrów i wejście na górę jest banalnie proste. Pomimo niezbyt spektakularnej wysokości wzniesienie zapewnia piękny widok, zwłaszcza na pałac.

0_sintra_20

Już sam spacer na wzgórze był prawdziwą atrakcją, bowiem po drodze odkrywaliśmy tajemnice skrywane pod poszyciem mrocznego lasu. Minęliśmy na początku uroczy, nieduży budynek Świątyni Kolumn z wdzięcznym widokiem na pałac. Wybudowana została jako dedykowana świętemu Antoniemu. W pobliżu znajduje się również tzw. Stół Królowej, miejsce to było ponoć najbardziej lubiane przez królową Amelię, władającą Portugalią na przełomie XIX i XX wieku. Nieco na uboczu tkwi samotna rzeźba, a właściwie pomnik. Jest to statua z brązu wykonana prawdopodobnie przez Ernesro Rusconi w 1848 roku. Reprezentuje króla jako opiekuna przy pracy. Wybierając nieco dłuższą i bardziej krętą drogę natknęliśmy się na ciekawą formację skalną. Według lokalnych informacji było to ulubiony punkt widokowy królowej Amelii.

Z parku wydostaliśmy się wyjściem zlokalizowanym w pobliżu Doliny Jezior. Jest to pięć niewielkich jeziorek, które tworzą linię wodną parku. Ponad jedną z tafli wystaje budynek, będący domem kaczek. My jednak natknęliśmy się na czarne łabędzie. Tym szlachetnym widokiem pożegnaliśmy park i pałac, by zwiedzić choć jeszcze jedną z wielu osobliwości Sintry przed zachodem słońca.

 

Ekscentryczny wybryk milionera

Pałac Regaleira przypomina nieco zamczysko. Gdyby nie jasne promienie słońca padające nas jasne ściany budowli, atmosfera byłaby nas pewno bardziej trwożna i mroczna. Wyobrażam sobie, jak fenomenalny można by było nakręcić tu thriller w oparach mgły i ciągłym półmroku, choć przyznam, że w całym kompleksie Quinta da Regaliera, na który składa się pałac i przyległy ogród, są miejsca, które nawet w słoneczny dzień przyprawiły mnie o ciarki na plecach.

Z pewnością do takich należy Studnia Wtajemniczenia, do której dociera się po przejściu krętych alejek. Sięga 27 metrów w głąb ziemi i można zejść na jej dno po spiralnych, okrytych jakby krużgankami schodach. W dół i w dół, pozostawiając za sobą światło dzienne. Wrażenie jest nieco upiorne, gdy z własnej woli, w pełnym słońcu, człowiek decyduje się na rezygnację z tego pachnącego ciepłem wiatru, z ostatnich promieni słońca, by znaleźć się pod ziemią. Po pokonaniu 135 schodów wreszcie znaleźliśmy się na samym dole. Sceneria wystarczyła mojej wyobraźni, by uruchomić całą machinę tysięcy prawdopodobnych wersji przeznaczenia tej zadziwiające konstrukcji. Powszechnie uważa się, że przeznaczona była do celów obrzędowych, a właściwie inicjacyjnych dla zgromadzeń masońskich.

0_sintra_36

Tam ma dole byłam w stanie w to uwierzyć choć poznawszy bliżej park, nabrałam przekonania, że cała koncepcja jest jednym wielkim placem do zabawy i powstała z powodu kaprysu bogacza. Akurat co do bogacza wątpliwości nie ma. W 1892 roku teren wraz z ówczesną zabudową zakupił prawdziwy milioner, dziedziczący olbrzymi majątek po rodzicach, którzy wzbogacili się dzięki handlowaniu kawą i szlachetnymi kamieniami. António Augusto Carvalho Monteiro oprócz majątku posiadał także szeroki wachlarz zainteresowań i zamiłowanie do symbolizmu, zwłaszcza nawiązującego do popularnych ideologii. Tłumaczyłoby to stworzenie Studni Wtajemniczenia. Z czeluści, z samej otchłani na dnie można bez problemu wydostać się inną drogą. Zrezygnowaliśmy ze wspinaczki po schodach i wybraliśmy dużo ciekawą ścieżkę. Krętą dróżką w skale dotarliśmy do jeziorka, a właściwie to może był to trochę większy staw.

SONY DSC

Woda pokryta była rzęsą, więc miejscami miała matowy kolor zieleni. Jednak to nieduże   kręgi w szarym kolorze na tafli wody tak naprawdę przykuł moją uwagę. Były to kamienie o nieregularnym kształcie, ale na tyle płaskie, że bezpiecznie można było przejść suchą stopą między brzegami. Aranżacja krajobrazu wokół jeziora jest fenomenalna. Pełno tu góry i jaskiń, które można bezkarnie eksplorować. Podczas zgłębiania tajemnic odkryliśmy kolejne przejście tunelem. Cieszyłam się jak dzieciak przed Bożym Narodzeniem. To miejsce pochłonęło mnie na dobre.

Na światło dzienne wydostaliśmy się wejściem lub wyjściem – jak kto woli – Grotto of The East. Stąd można się udać względnie prosto do Regaliera Tower z charakterystyczną wieżą rodem z baśni, a dalej skręcić w lewo w kierunku Portalu Strażników. To nieco dramatyczna, ale niewątpliwie piękna budowla. Ma półkolisty kształt i dwie charakterystyczne wieże oraz wykończenie muru z blankami. Prawdziwa perełka, jej mętnymi korytarzami można dojść, a jakżeby inaczej! do Studni Wtajemniczenia! Coś cudownego! Coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, które podsunął mi Maciek. To jest po prostu jeden wielki, niespotykany plac zabaw nie tylko dla dzieci, a może nawet głównie dla dorosłych. W końcu jakoś trzeba było zabić czas w początkach XX wieku. Doskonale się bawiąc na tych drogach i bezdrożach parku, nie wiedząc jak, nogi same zaniosły nas wreszcie pod pałac.

Popis Pana Luigiego

Gdy ekscentryk ma dużo pieniędzy, a do tego trafi na nie mniej odważnego w postrzeganiu świata kompana, to mogą wydarzyć się niezwykłe historie. Tak właśnie powstał pałac Quinta da Regaleira. Za jego kształt odpowiada Luigi Manini, powszechnie znany z powrotu do kunsztu manuelińskiej dekoracyjności. Stworzona przez niego w stylu neomanuelińskim budowla przypomina trochę stare zamczysko, zapewne przez te ostre wieżyczki, których posiadłość jest pełna. Rezydencja najeżona jest także blankami. Na trzech kondygnacjach mieszczą się liczne pomieszczenia, jednak w moim odczuciu trochę tu pusto.

0_sintra_27

Najbardziej zaciekawiła mnie biblioteczka, a właściwie jej imitacja, ponieważ książek już tu nie ma, są jedynie ozdobne atrapy na półkach, równo przycięte , by zachować jeden format. Barbarzyństwo na literaturze wyłącznie dla efektownego wyglądu. Łatwo jednak wyobrazić sobie jak cudownie mogło wyglądać to miejsce w czas, gdy latem przyjeżdżał tu wypocząć ekscentryczny milioner, zasiadał w fotelu, brał do ręki dramat. W rezydencji znajduje się także pokój myśliwski, zdominowany przez duży i bardzo ozdobny kominek ze scenami przedstawiającymi cykl życia. Przytłaczająca wydaje się sala renesansowa, gdzie mocno ozdobny sufit i ściany. Jednak to właśnie tu odbywają się kameralne koncerty fortepianowe i wierzę, że wówczas pokój nabiera majestatu i delikatności.

Zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu wygląd fasady. Jasny kolor kamienia cudownie wydobywa ozdobność okien. Wkraczając na panoramiczny taras można podziwiać przepiękną dekoracyjność małych wieżyczek, ale przede wszystkim cudowne widoki. Odchylając głowę w tył dokładnie mogłam przyjrzeć się zwieńczeniu budynku, chyba najbardziej spektakularnemu z całej budowli.

*   *   *

Opuszczając Sintrę byłam urzeczona jej ekstrawagancją. Nigdzie nie spotkałam tak wielu tak oryginalnych budowli. Nigdzie nie widziałam tak kunsztownie przemyślanych ogrodów z tak finezyjną formą krajobrazu i perfekcyjnie dopasowaną małą architekturą. Całe miasto ma niezwykły klimat i to nie tylko w przenośni. Ponoć naprawdę panują tu warunki klimatyczne łagodniejsze niż w Lizbonie, co bardzo sprzyja wegetacji roślin tropikalnych. Nie dziwi też, że było to ulubione miejsce letniskowe. Jeśli wrócę do Sintry, to na dłużej, żebym mogła posłuchać koncertu w Quinta da Regaliera, żebym mogła napić się kawy o poranku w niewielkim bistro, żebym mogła znów zatracić się na godziny, dni w tych awangardowych ogrodach.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć zobaczycie na Facebooku w albumie Sinta: Ekscentryczne pałace i tajemnicze ogrody

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź Kasia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *