Polska,  Relacje

Suwalski Park Krajobrazowy: mini road trip na północy Polski

Horyzont lekko pofałdował się i wyglądał jak pościel po niespokojnej nocy ze zmarszczkami materiału, w którego zagięciach zatrzymały się minuty sennych koszmarów lub wspomnienia miłosnych uniesień kochanków. Delikatnie unoszący się i opadający teren zaostrzył apetyt na smakowite widoki, które obiecywała nieoficjalna nazwa tego osobliwego zakątka Polski. Podlaskie Bieszczady, jak niektórzy nazywają obszar w bliżej nieokreślony sposób pokrywający się z Suwalskim Parkiem Krajobrazowym, zdumiewają ukształtowaniem. Z dala od południowych masywów górskich Tatr, Sudetów czy Karkonoszy nie spodziewałam się pogórkowatego terenu. Dlatego przyjemnym zaskoczeniem było odkrycie w tym zakątku północnej Polski, tych osobliwych wzniesień, tego kaprysu ziemi sprzed setek tysięcy lat.

Wiem, że może Wam brakować w tej chwili odpowiednich warunków, czasu albo sił na przeczytanie artykułu do końca, więc chętnie Was w tym wyręczę 😉

Możecie też pobrać plik TU i odtworzyć, gdzie tylko chcecie i kiedy bedziecie mieli czas.

Góra Cisowa – wulkan pośrodku niczego


Ewidentną oznaką, że znaleźliśmy się w regionie Podlaskich Bieszczad były wyrastające zza horyzontu wzniesienia. Pagórkowaty teren okolicy ukształtował się podczas ostatniego zlodowacenia, w czasie którego topniejące masy lądolodu i wody lodowe uformowały te charakterystyczne wzniesienia. Krajobraz zachęcał do zatrzymania się byle gdzie i ruszenia przed siebie. Wstrzymaliśmy jednak instynkt, zawierzając obietnicy jaką dawał Suwalski Park Krajobrazowy.

Widok z Góry Cisowej


Wybraliśmy się na Górę Cisową, która nieoficjalnie nazywana bywa „Suwalską Fudżijamą” – i nie bez powodu. Wzgórze kształtem przypomina bowiem stożek krateru. Aby wejść na jego szczyt trzeba przejść z niewielkiego parkingu we wsi Gulbieniszki ścieżką prowadzącą między polami tuż koło gospodarstwa. Zboczem wzniesienia biegnie łatwa i przyjemna droga, której pokonanie zajmuje tak naprawdę chwilę, ponieważ sama Góra Cisowa jest niewysoka – ma zaledwie 256 m. Na jej szczycie znajduje się krzyż, który jest pamiątką po pobycie papieża Jana Pawła II na Suwalszczyźnie w 1999 roku.

Z Góry Cisowej można ogląda panoramę 360 stopni


Z łagodnego wierzchołka rozciąga się absolutnie cudowny widok na zagłębienie Szeszupy. Delikatne fale pól ustępują miejscami lasom, które skrywają pełne tajemniczego uroku jeziora. Tworzy to panoramę przyjemnie kojącą zmysły i sycącą potrzebę podziwiania piękna natury w jej najprostszej, najbardziej zachwycającej postaci. Możliwość delektowania się cudowną panoramą po wejściu na wzniesieniu jest tym, czego pożąda się po trudzie wspinaczki, choćby krótkiej i łatwej. Góra Cisowa w zupełności zaspokoiła tę naszą potrzebę. Ogromnym plusem w moich oczach jest możliwość podziwiania panoramy praktycznie w pełnym zakresie 360 stopni, obracając się bowiem powoli wokół siebie, nic nie zakłócało mi krajobrazu.

Można patrzyć godzinami!

Góra Zamkowa – pradawna osada Jaćwingów


Droga z całkiem znośnej, asfaltowej powierzchni zaczęła zmieniać się w wyboisty grunt, pokryty drobnymi kamykami, dlatego uznaliśmy, że dosyć! Zostawiliśmy auto na małym parkingu pośrodku pól i ruszyliśmy szutrową drogą delektując się promieniami słońca subtelnie muskającymi nasze twarze. Na ścieżce leżały drobne kamyki, odskakujące z temperamentem myszoskoczka spod naszych butów, które już po chwili pokryła warstwa kurzu i piaszczystego pyłu, unoszącego się przy każdym kolejnym kroku. Do celu mieliśmy niecały kilometr a okolica sprzyjała powolnemu spacerowaniu, któremu oddaliśmy się bez wahania.

Zostawiliśmy auto i ruszyliśmy w kierunku Góry Zamkowej

Kierowaliśmy swoje kroki powoli ku Górze Zamkowej w Szurpiłach, stanowiącej jedno z najpiękniej położonych w Polsce stanowisk archeologicznych. Wzgórze ma wysokość 228 m i oblane jest wodami czterech jezior (Szurpiły, Kluczysko, Jeglówek, Jeglóweczek). Wygląda to naprawę spektakularnie, a i pod kątem obronności jest w pełni zrozumiałe.

Jeziora wokół Góry Zamkowej są malownicze

Na Górze Zamkowej wzrastała bowiem od VIII-VII w p.n.e osada. Ci, którzy się tu osiedlili, zbudowali drewniane domostwa, a do głównych ich zajęć należało uprawa roli i hodowla zwierząt. Więcej wiadomości pochodzi z okresu wczesnego średniowiecza, gdy na terenie pojawili się Jaćwingowie, jedno z pruskich plemion. Byli ludem bałtyjskim, który kulturowo oraz językowo związany był z Litwinami oraz Łotyszami. Na Górze Zamkowej pojawili się w IX wieku n.e. tworząc tu gród z prawdziwego zdarzenia z podwójną linią wałów. Wybitnym jak na tamten okres osiągnięciem inżynierii było połączenie kanałem Jeziora Szurpiły i Jeziora Kluczysko. Wykorzystano do tego celu istniejący wąwóz, który pogłębiono, dzięki czemu możliwe było kontrolowanie przepływu wody pomiędzy akwenami. Rozkwit osadnictwa w Szurpiłach nastąpił w XIII wieku i w tym samym stuleciu tereny te opustoszały w wyniku częstych kampanii wojennych prowadzonych wobec Jaćwingów przez Zakon Krzyżacki, Ruś, Litwę, Polskę. Przekazy historyczne wspominają, że osady pozostały na tych jeszcze w XIV wieku, jednak nie były to już grody tak znaczące jak trzynastowieczna Góra Zamkowa.

Wokół Góry Zamkowej są urocze ścieżki do spacerowania.

Gdy po krótkim spacerze po łagodnym zboczu znaleźliśmy się na wzniesieniu, od razu domyśliliśmy się, że naturalny charakter miejsca został zaburzony. Wyobraziłam sobie, że wybrzuszone krawędzie jakby okalające szczyt, po których obeszliśmy dookoła górę, były zapewne pozostałościami dawnego wału. Pomyślałam też, że zapewne kiedy jeszcze drzewa były tu niże ( o ile faktycznie tak było), to widok z tych wałów musiał być niesamowity. Obecnie można podpatrzyć go między gałęziami i koronami drzew porastającymi zbocze. Migawki pejzażu uchwycone w takich ramach pozwalają się zatracić na chwilę w tym widoku.

Widok z Góry Zamkowej, gdzie widać okalające górę jeziora

Molenna w Wodziłkach – azyl prześladowanych


Jechaliśmy po wąskiej drodze lekko wyboistej i poddaliśmy się kołysaniu auta. Naszym celem była malutka wieś ukryta na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego z niezwykle ciekawym zabytkiem. Powstała w 1788 roku, a założyli ją staroobrzędowcy, którzy kilka lat wcześniej zbiegli z Rosji i osiedlili się na terenie dzisiejszej Suwalszczyzny.

Powodem ich ucieczki z ojczyzny były prześladowania na tle religijnym, co zapoczątkowane zostało przez reformę Nikona (patriarchę cerkwi rosyjskiej) w latach 1654-1657 dotyczącą praktyk liturgicznych Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. W założeniu miała usnąć wszelkie zniekształcenia i naleciałości w modlitwach oraz obrzędach, które narosły w wyniku ręcznego przepisywania ksiąg liturgicznych. Zmiany te wywołały sprzeciw znacznej części niższego duchowieństwa oraz wiernych, którzy nie chcieli uznać żadnej ingerencji w dotychczasowe obrzędy – stąd wzięła się też nazwa tego odłamu: staroobrzędowcy, starowierzy, starowiercy. Na soborze w 1667 roku stare obrzędy zostały ogłoszone herezją, a przeciwnicy reform obłożeni klątwą. Sprowadziło to też na nich krwawe prześladowania i represje, a w 1689 roku cesarzowa Rosji Zofia wprowadziła karę śmierci za trzymanie się starych zasad wiary. Przed tym właśnie uciekali staroobrzędowcy między innymi na ziemie Rzeczpospolitej ( okolice Suwałk i Augustowa oraz na Mazury).

Wieś Wodziłki w Suwalskim Parku Krajobrazowym

Wśród samych staroobrzędowcowców także doszło do rozłamu na przełomie XVII i XVIII stulecia. W wyniku tego „pęknięcia” powstał odłam popowców (praktykujących obrzędy liturgiczne pod przewodnictwem kapłana – popa) i bezpopowców (nieuznających kapłaństwa i wierzących, że sam Chrystus jest drogą do zbawienia). W Polsce większość staroobrzędowców to właśnie bezpopowcy, którzy funkcjonują w grupach wyznaniowych przewodzonych przez świeckich nazywanych nastawnikami, którzy odprawiają dwa zachowane obrzędy: chrzest i zbiorową spowiedź. Bezpopowcy modlą się w molennach i właśnie jeden z takich obiektów chcieliśmy zobaczyć.

Molenna w Wodziłkach
W tej molennie nadal modlą się staroobrzędowcy

Molenna w Wodziłkach, małej wsi w Suwalskim Parku Krajobrazowym, była równie niewielka jak sama wioseczka, a do tego zamknięta, więc mogliśmy obejrzeć ją tylko z zewnątrz. Budynek leży tuż przy szutrowej drodze i na pierwszy rzut oka przypomina wyglądem cerkwie prawosławne. Być może odnieśliśmy takie wrażenie przez to pękate zwieńczenie elementu dachu, a może przez dzwonnicę. Dobudowano ją później, bo w 1928 roku, sama zaś molenna powstała w 1885 roku. Przyglądałam się budowli z zaciekawieniem. Drewniane deski tworzące całą konstrukcję, jak i samo poszycie dachu noszą z gracją ślady swojej własnej historii, choć warto powiedzieć, że molenna w 1997 toku była gruntownie wyremontowana. Kolor desek jednak już nieco wyblakł, na dachu pojawiły się rdzawe łzy. Odniosłam wrażenie, że budynek przycupnięty przy zapomnianej przez ludzi drodze, osłonięty pokaźnym drzewem idealnie wpisuje się w to osobliwe otoczenie. Molenna w Wodziłkach to prawdziwy unikat Suwalskiego Parku Krajobrazowego, ale też budynek wyjątkowy w skali kraju, bo jeden z zaledwie czterech molenn, które znajdują się w Polsce.

Jezioro Hańcza i okolice – popisowy pokaz natury


Lekko zboczyliśmy z drogi wjeżdżając na niepozorny parking w niepozornym miejscu. Dookoła nie było nic, co mogłoby sygnalizować jakąkolwiek bytność atrakcji turystycznej. Jednak uwierzyliśmy znakom, które dawały nadzieję, że po krótkim spacerze spotka nas miła niespodzianka. Głazowisko brzmiało w moich uszach, jak jakieś pradawne miejsce obrzędów czy tajemnic magów ewentualnie szamanów czy znachorów. Rzeczywistość okazała się dużo mniej fascynująca wizualnie.

Droga prowadząca na głazowisko


Po przejściu dróżką między polami znaleźliśmy się na terenie łąk, których łączna powierzchnia zajmuje około 1 hektara. Są one pokryte licznymi głazami – ponoć można się doliczyć się około 10 000 sztuk, a te największe mają obwód 8 metrów. Głazy znalazły się na tym terenie za sprawą lodowca ze Skandynawii. Rozmycie przyczyniło się do wypłukania drobnych kamyków, żwiru, piasku, a pozostały jedynie głazy, ponieważ były trudniejsze do przetransportowania przez wody lodowca. Oryginalny charakter tego krajobrazu został objęty ochroną i w 1972 roku utworzono rezerwat. Gdy zobaczyliśmy głazowisko, poczuliśmy lekkie rozczarowanie. Może nie spodziewałam się widoku jak w Stonhage, ale sądziłam, że zetkniemy się z naprawdę dużymi głazami mojego wzrostu lub przewyższającymi mnie. Zobaczyliśmy natomiast tylko duże kamienie porośnięte mchem i porostami w dużej liczbie.

Głazowisko w Bachanowie


Nie pozostaliśmy długo w tym miejscu. Pragnąc jak najszybciej rozproszyć rozczarowanie absolutnym brakiem mistycyzmu głazowiska, ruszyliśmy dalej, do ostatniego już punktu naszego mini road tripu po Suwalskim Parku Krajobrazowym. Nie zajęło nam dużo czasu dotarcie nad Jezioro Hańcza, najgłębsze w Polsce i jedno z najgłębszych w Europie jezior. Skrywa się w głębokiej rynnie polodowcowej, a brzegi otoczone są stromą skarpą.

Jezioro Hańcza


Znaleźliśmy się na łagodnym brzegu, którego piaszczysta żółć przechodziła w przyjemny kolor błękitu. Żałowałam, że nie mieliśmy ze sobą koca w czerwono-białą pepitkę ani termosu z mocną kawą, ani choćby kwaśnej lemoniady. Na szczęście mieliśmy Nataliowe drożdżówki, które zajadaliśmy na drewnianym pomoście przenikając wzrokiem krystalicznie czystą wodę, na której dnie wylegiwały się raki. Jezioro Hańcza zaskoczyło nas tak czystą wodą, która z powodu roślinności nad czy pod taflą jeziora przybrała kolor w odcieniach od zieleni do ciemnego granatu.

Pomost nad Jeziorem Hańcza. Świetne miejsce na piknik!

Uwielbiam road tripy. Ekscytuje mnie pokonywanie kolejnych kilometrów i zmienianie otoczenie. Lubię, gdy czarna droga ucieka pod kołami, a ja wzrokiem ślizgam się po poboczu rejestrując detale krajobrazu i wyłapując znaki prowadzące w kolejne nieznane miejsce. Suwalski Park Krajobrazowy jest ciekawą namiastką tych doznań, które towarzyszyły mi przy objeżdżaniu Islandii drogą numer 1 czy podczas jazdy Pacific Highway między Sydney a Brisbane. Objeżdżając Suwalski Park Krajobrazowy droga asfaltowa zmienia się momentami w wyboisty grunt, a niewielkie wskazówki na słupach dodają otuchy zwiedzającym, że ich trud się opłaca i w pobliżu jest sens się zatrzymać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *