dwór Łumbie na Suwalszczyźnie
Polska,  Relacje

Suwalszczyzna: nieuchwytny urok miasteczek, wsi i natury

Szliśmy wiejską drogą w nieznanej nam wsi oddalonej o kilkanaście kilometrów od granicy z Litwą. Pokonaliśmy prawie całą Polskę wszerz. Dotarliśmy do celu w momencie, gdy nad polami zaczęło zachodzić już słońce. Podkopywałam co pewien czas kamyki, za którymi psy rzucały się w szaleńczą gonitwę z radością podrzucając ogonami. Szliśmy wiejską drogą przez Łumbie napawając się zielonymi polami, a potem wkroczyliśmy w niepozorny, mały las pełni pomysłów na odkrywanie tego urokliwego końca Polski.

.

Jeśli nie masz czasu, nastroju albo możliwości przeczytać teraz posta, to możesz go posłuchać 😉

lub pobrać o TU i posłuchać w dowolnym momencie.

.

Łumbie: dwór, stara szkoła i pensjonat

Zatrzymaliśmy auto prawie na końcu Polski we wsi, o której mało kto wie. Stanęliśmy na żwirowym podjeździe przed z pozoru wielką chatą, która już na pierwszy rzut oka zdradzała, że nie jest z tej epoki. Niski budynek wygląda tak, jak marzy się, żeby wyglądał wiejski dworek. Pobielone ściany i uroczy ganek drewniany, przysłonięty lekko roślinnością skrywają wciągającą historię oraz miejsce z duszą, gdzie można się zatrzymać, zapominając niemal o całym świecie. Z rozmarzeniem i prawdziwą fascynacją wchodziłam po stromych, drewnianych schodach na poddasze, gdzie czekały na nas dwie przestronne izby z łazienką. Wnętrze nasiąknięte klimatem wsi w jej najlepszym wydaniu bez cepelii i przaśnych gargamelii przypadło nam od razu do gustu, a psy bez ceremoniałów wparowały do środka obwąchując z radością każdy kąt.

dwór Łumbie na Suwalszczyźnie
Dwór Łumbie wygląda tak, jak marzy się, aby wyglądał wiejski dworek.
Ganek Dworu Łumbie
Na ganku chętnie wygrzewają się kociaki, które są bardzo grzeczne i gościnne.


Dwór Łumbie jest miejscem przyjaznym nie tylko psom, ale też łasuchom i miłośnikom dobrej kuchni, o czym przekonaliśmy się już przy pierwszym śniadaniu. Natalia wyczarowuje przysmaki, których trudno sobie odmówić, a jej naturalna życzliwość sprawia, że po kolejne kąski sięga się bez wyrzutów sumienia. Wychodziliśmy zawsze z pełnymi brzuchami i słodkim lunchem na wynos, a śniadania rozciągały się przez poranne pogaduchy. Natalia i Kuba są niesamowicie gościnni, a przy tym potrafią opowiadać o okolicy w sposób wyjątkowo barwny, a ich historie o życie mieszczuchów, którzy przenieśli się na wieś warte są spisania. Autentycznie na to liczę!

Wnętrze Dworu Łumbie
Jadalnia we Dworze Łumbie jest przestronna i bardzo przytulna.

Natalia i Kuba od 9 lat żyją we wsi Łumbie. Zostawili Warszawę, nie dlatego, że wkurzało ich miasto (jak sami nam zdradzili miasta bardzo lubią), ale dlatego, że nie mieli czasu dla siebie ani żeby korzystać z tego, co oferuje im miasto. Przenieśli się na wieś i tu stworzyli dla siebie miejsce, choć łatwo nie było i nie jest. Dwór wymagał sporo pracy, zwłaszcza część drewniana. Budynek jest bowiem w połowie murowany, w połowie zaś drewniany. Majątek Łumbie należał do cześnika, księżnej, a na dłużej pozostał w rękach rodziny Eysmontów. W początku XX wieku zadłużone włości zakupił szlachcic Józef Docha, a po jego śmierci przejął majątek jego syn – Henryk, który nie uchronił jednak włości od zadłużenia. Ostatecznie trafiły do Skarbu Państwa, sam dworek przeznaczony został na szkołę i funkcję tę pełnił aż do początku XXI wieku. Wreszcie Natalia i Kuba odkupili budynek po zlikwidowanej szkole i odremontowali, przeznaczając część pod wynajem z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Dwór Łumbie ma niewymuszony, wiejski klimat i jest świetną bazą wypadową na poznawanie Suwalszczyzny, a jest co poznawać.

Sejny: bazylika i klasztor dominikański


Miasteczkiem położonym najbliżej wsi Łumbie są Sejny. Historia tej miejscowości zaczęła się w XVI wieku, gdy ziemie te otrzymał Jan Wiśniowiecki. Zarządził on między innymi budowę dworu. Prawdziwą „rewolucją” było natomiast przybycie dominikanów, co nastąpiło w 1602 roku, gdy dobra sejneńskie zostały nadane aktem fundacyjnym Dominikanom z Wilna. Rozpoczęli oni budowę kościoła w 1610 roku, a ukończyli w 1619 roku, rozpoczynając w tym samym roku budowę klasztoru. W okresie potopu szwedzkiego obie budowle wraz z cały miasteczkiem został doszczętnie spalone przez Szwedów, a prace nad odbudową trwały aż do końca XVII wieku. W czasach zaborów ziemie te przeszły pod okupację pruską i skonfiskowano klasztor, który był wykorzystywany na cele oświatowe. Od 2008 roku znajduje się tu Muzeum Diecezji sejnieńskiej.

Kościół w Sejnach
Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny widziana od strony ulicy Piłsudskiego.
Wnętrze Kościoła w Sejnach
Wnętrze bazyliki w Sejnach


W jego wyglądzie aż do dziś wyraźnie wybija się styl barokowy, mało tego założenie architektoniczne ma charakter obronny, więc jest to unikalne w tym regionie połączenie. Jeszcze jednym unikatem, którym może pochwalić się kościół, a właściwie Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, jest figura Matki Bożej Sejneńskiej. Wykonał ją nieznany artysta na przełomie XIV i XV stulecia, a dziś uchodzi za wybitne dzieło sztuki gotyckiej.


Stanęliśmy na uboczu, bo wielkich budowli nie warto oglądać stojąc tuż przed ich masywnym obliczem. Może i zyskują wówczas na majestacie, ale tracą na polocie. Z pewnego oddalenia klasztor wygląda zdecydowanie lepiej i bardziej okazale. Co ciekawe dwie wysokie wieże widać już z dużej odległości. Majaczą na horyzoncie nawet z kilku kilometrów i wskazują położenie klasztoru, oznajmiając podróżnym rychły wjazd do miasteczka. Najefektowniej budowla wygląda od strony ulicy Piłsudskiego. Stanęliśmy tam, na uboczu, w ciepły wrześniowy dzień. Po lewej stronie ciągnęły się niskie budynki w wielu kolorach o pastelowych odcieniach w lekkim dezabilu, gdyż za tynków gdzieniegdzie prześwitywały zmarszczki pękniętych ścian. Staliśmy chwilę delektując się urokiem perspektywy, by po chwili dać się jej porwać idąc w stronę klasztoru.

Wigry: klasztor pokamedulski i Wigierski Park Narodowy


Cała Suwalszczyzna jest jak jedno wielkie pole poprzetykane wsiami i miasteczkami, a do tego udekorowane jeziorami i lasami. Jedno z najpiękniejszych tego typu miejsc w pobliżu Łumbii stanowi Wigierski Park Narodowy. Znajduje się na skraju Puszczy Augustowskiej, na obszarze Pojezierza Litewskiego i niecałe 7 km od Suwałk. Ustanowiony został parkiem narodowym w 1989 roku i od tego czasu obejmuje ochroną 42 jeziora, a to właśnie elementy wodne są najcenniejszymi na terenie kompleksu przyrodniczego. Symbolem samego parku jest bóbr i nie bez powodu, ponieważ można go tu spotkać ponoć bardzo często. My na samego zwierza nie trafiliśmy, ale ślady jego obecności dostrzegliśmy wielokrotnie chodząc wytyczonymi dla turystów ścieżkami.

Wigierski Park Narodowy
Wigierski Park Narodowy można podziwiać spacerując ścieżkami edukacyjnymi, np. odkrywając czym są suchary.
Kobieta w Wigierskim Parku Narodowym
Spacer po Wigierskim Parku Narodowym to czysta przyjemność.


Naszą wizytę w Wigierskim Parku Narodowym rozpoczęliśmy przy siedzibie dyrekcji parku, gdzie można zostawić na parkingu auto i ruszyć jedną ze ścieżek edukacyjnych. Zdecydowaliśmy się przyjrzeć tzw. sucharom. Są to zbiorniki wodne znajdujące się w środku lasu, mają niewielką powierzchnię i niedużą głębokość. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te „jeziorka” nie mają dopływów ani odpływów. Jednak nie napełniają się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wodą. Powstały w czasie ostatniego zlodowacenia w miejscach tzw. martwych brył lodu. Ścieżka wije się między kolejnymi zbiornikami, omijając też drzewa i dostarczając ogromnej radości z każdego kroku. Gdzieniegdzie ustawione są kładki z materiału imitującego drewno, które pozwalają ominąć suchą stopą najbardziej podmokłe odcinki trasy. Przez park przebiegają też liczne ścieżki rowerowe.

Pokamedulski klasztor nad Jeziorem Wigry
Klasztor pokamedulski na Jeziorem Wigry
Zabawa z psami w jeziorze
W pewnym oddaleniu od klasztory znaleźliśmy zejście nad wodę, gdzie psiaki mogły zmoczyć łapy a my stopy 🙂


W Wigierskim Parku Narodowym można podziwiać również piękne Jezioro Wigry, które należy do najgłębszych i największych w Polsce. Nad jego brzegiem zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscowości Wigry przy klasztorze kamedułów. Położony jest na wzgórzu usypanym przez zakonników, a otaczają go solidne mury. Kameduli przybyli na teren Suwalszczyzny w latach 70-tych XVII wieku, a ich obecność mocno odcisnęła się na historii całego regionu. Pozwolenie na budowę klasztoru wydał zakonnikom reguły kamedulskiej król Jan Kazimierz, chciał w ten sposób pozyskać u Boga odwrócenie klęsk, które nękały Rzeczpospolitą przez cały okres panowania. Bryła klasztoru dominuje nad najbliższą okolicą. Bardzo efektownie prezentuje się z oddalenia, gdy idzie się znad jeziora w stronę klasztoru. Piękny front, kształtna forma i delikatna kolorystyka ścian zachęcają do odwiedzin tych murów.

Suwałki: pogodny biegun Polski


Pakując się na wyjazd na Suwalszczyznę byliśmy przekonani, że wybieramy się na polski biegun zimna. Tak przedstawia się z reguł ten region, jako mroźny i zimny, nieprzystępny. Zapomina się dodać, że jest on też bardzo pogodny. Serio! Na wjeździe do miasta powitał nas wielki szyld „pogodne Suwałki” , pewnie byśmy uznali to za kiepski żart, gdyby nie fakt, że wjeżdżając na Suwalszczyznę powitało nas piękne słońce, a za nami zostało chmurne, ponure i deszczowe Mazowsze i nieco przyjemniejsze Mazury. Chłodne wieczory września natomiast nie odbiegały od tych, przeżywanych w innych częściach Polski, więc mit o zimnych Suwałkach runął w moich oczach. Z drugiej strony z porannych pogaduch z Natalią i Kubą, którzy nas gościli w Łumbiach oddalonych zaledwie i 30 km od Suwałk, wysupłaliśmy informacje, że zimą może być tu nawet od –27 stopni Celsjusza!

Suwałki nas zaskoczyły. To bardzo zadbane miasto z niczego sobie Starówką liczy sobie około 70 tysięcy mieszkańców i jest stolicą historycznej, jak i współczesnej Suwalszczyzny, czego łatwo się domyślić biorąc pod uwagę nazwę jaka się przyjęła się dla tego regionu. Ponadto jest to drugie co do wielkości miasto w całym województwie podlaskim. Starsza część nosi znamiona XIX-wiecznego układu przestrzennego, a Urząd Miejski opracował nawet ścieżkę klasycystyczną, dzięki której można zobaczyć ciekawe zabytki.

Wybraliśmy się ulicą Chłodną w kierunku rynku. Stanowi ona deptak bardzo zadbany i utrzymany w czystości. Łączy Stary Rynek, którego centralny punkt stanowi niewielki Park Konstytucji 3 Maja z młodszą częścią miasta, a mianowicie Placem Marii Konopnickiej. Chłodna zachowała swój reprezentacyjny charakter sprzed lat, dawniej właśnie na tej ulicy spotykali się mieszkańcy, bowiem tu znajdowały się sklepy i warsztaty rzemieślnicze. Dziś również widać tu pulsujące życie miasta. Organizowane są kiermasze sztuki ludowej, a także odbywa się Suwałki Blues Festiwal. Przyjemnie było się przejść deptakiem i chwilę odpocząć w Parku Konstytucji 3 Maja na jednej z ławek. Przyjrzeliśmy się także bliżej Kościołowi Najświętszego Serca Pana Jezusa, zlokalizowanego w jednym z rogów rynku. Budowla jest nieduża, a powstała w miejscu wzniesionej w 1840 roku cerkwi, która przekształcona została w kościół katolicki po wkroczeniu na ten teren wojsk niemieckich. Budynek prezentuje się bardzo wdzięcznie dzięki prostocie stylu klasycystycznego.

Pilaw
Pilaw…palce lizać!
Czeburek z mięsem
Czeburek z mięsem…smakował jak w Ałuszcie

Po całym dniu zwiedzania zgłodnieliśmy. Wyborne drożdżówki od Natalii już dawno zniknęły w czeluściach naszych brzuchów. Wybraliśmy się więc o polecanej na portalu Tripadvisor restauracji. Kuchnia tatarska u Alika nie bez powodu ma tak dobre noty. We wnętrzu jest kilka stolików a lokal wygląda z zewnątrz i we wnętrzu niepozornie, ale jedzenie jest naprawę wyśmienite. Pomad 10 lat temu byliśmy na Krymie i tam zakochałam się w płowie ( nazywanym też pilawem). Było to danie na bazie ryżu z mięsem, marchewką, cebulą, rewelacyjnie przyprawione. Gdy je odkryłam, to chciałam jeść już tylko to przez cały wyjazd. Widząc pilaw w menu u Alika aż pisnęłam z radości, od razu je zamówiłam. Maciek wziął czebureka z mięsem, który również jedliśmy podczas pobytu na Krymie. To duży pierog z niekawszonego ciasta, nadziewany mięsem (lub warzywami). Domówiliśmy jeszcze pyszne kotleciki tatarskie. Pilaw i czeburek smakowały dokładnie tak, jakbyśmy na chwilę przenieśli się nad Morze Czarne, na targ w Ałuszcie niedaleko plaży. Do Alika wybraliśmy się jeszcze raz, zamawiając dwie porcje gulaszu, co było błędem. Jedną byśmy się w zupełności najedli.


Tych, którzy wolą nieco mniej egzotyczne smaki, może zainteresować Browar Północny. Zjedliśmy tam uczciwą zupę soliankę, raczej zwyczajne pierogi ruskie oraz dobre kasztotto. Jednak głównie chcieliśmy spróbować piwa, warzonego na miejscu. Mają tu zestaw degustacyjny, jednak my wzięliśmy butelkowane dwa rodzaje, które skosztowaliśmy wieczorem. Bardzo tradycyjnie i konserwatywne, niestety mi nie posmakowały. Zabrakło im „ciała”, więc nie polecę ani Jaćwinga, ani Kamedulskiego.

Zielona Suwalszczyzna
Zielona Suwalszczyzna


Suwalszczyzna ma w sobie ten nieuchwytny urok wsi, miasteczek i dziewiczej jeszcze natury. Urzeka nasyconą zielenią pól ciągnących się po horyzont i prostym urokiem lasów, które w codziennej plątaninie blasków i cieni zachęcają do jeszcze jednego spaceru. W tej oddalonej od gwaru wielkich miast krainie można zatracić się bez reszty urokiem przyrody wracając na chwilę do cywilizacji w małych, cichych wsiach i pełnych sielskiego wdzięku miastach.

4 komentarze

  • Wiejskipan

    Ogromne uściski za dobre słowo o nas! Ale poza tym to, super napisany, krótki przewodnik po okolicy. Będziemy dawać gościom do przeczytania! Jeszcze raz dziękujemy Wracajcie jak tylko się da najszybciej. Już są jesienne kolory a za chwilę wszystko będzie białe Pa ‍♀️‍♂️

    • Joanna

      Magda 🙂 następnym razem zapytaj Łumbiaków 😉 o pieczone pierogi. Nieduże, swietnie wypakowane z brzegiem misternie zawiniętym wprawną ręką gospodarzy. Nadzienie zrobione ze składników baaardzo przyziemnych za to przyprawione w nieodgadniony sposób. Minęły dwa lata a ja nie mogę zapomnieć tego smaku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *