• Polska,  Relacje

    Podczele i Radzikowo: psie plaże nad Bałtykiem

    Lekko przymrużyłam oczy i głęboko zaciągnęłam powietrze do płuc, zasysając zawieszone w nim cząstki jodu. Delektowałam się morzem oddalonym dosłownie na wyciągniecie ręki ode mnie. Świadomość tej bliskości rozciągnęła moje usta w uśmiechu. Zeszłam na plażę, od razu zdjęłam buty i skarpetki. Poczułam miliony ziarenek piasku delikatnie łaskoczących mnie od spodu stopy. Uwielbiam to uczucie i uwielbiam za to polskie plaże. Coś bezwstydnie przyjemnego jest w tym momencie, gdy zanurza się stopy w piasku i lekko przebiera palcami, by drobinki wdarły się między palce. Może nad morze? Mam takie momenty, w których czuję, że zwykły spacer po parku lub po mieście nie spełni pokładanych w nim nadziei. Bo nie wiem…

  • Australia,  Relacje

    Australia: 5 opowieści o niebiańskich plażach

    Pierwsze niepokojące ukłucie poczułam już w Sydney, gdy wybraliśmy się na costalwalk z Bondi do Coogee Beach. Zignorowałam je i postanowiłam, że nie będę się nim przejmować. Objawy znów się pojawiły w drodze. Z każdym dniem czułam jak symptomy się nasilają. W połowie wyjazdu dałam za wygraną. Wiedziałam, że dalsze ignorowanie faktów byłoby zwykłym okłamywaniem się. Chwilę po wschodzie słońca na Crowdy Bay, gdy niebo miało jeszcze lekko różowy odcień, a nad morzem unosiła się delikatna mgła, nastąpił przełom. Przyznałam się wreszcie sama przed sobą, że Australia ma niezaprzeczalnie najpiękniejsze plaże, że ich zazdroszczę. Ja, orędowniczka niepokonanego piękna polskiego wybrzeża Bałtyku skapitulowałam w obliczu kolejnych mijanych plaż w Australii i…

  • Relacje,  Wietnam

    Vũng Tàu: co robić w wietnamskim mieście w martwym sezonie?

    Neony biją po oczach z impulsywnością zbliżoną do tempa uderzeń skrzydeł kolibra. Jarzą się w dusznej i wilgotnej nocy wietnamskiego Vũng Tàu podnosząc i tak już gorącą atmosferę na ulicach. Czuję się jak w stroboskopowym świetle. Widzę urywki ulicy. Wielkie akwarium z wężami. Chłopaka z dziewczyną idących za rękę. Kota liżącego się po futrze przed sklepem. Z każdym krokiem więcej i więcej. Mija chwila. Musimy przywyknąć, żeby zorientować się gdzie jesteśmy. Czuję się nieco zdezorientowana tym wszechobecnym tłumem. – To tu się wszyscy pochowali – myślę sobie, gdy wspominam pierwszy wieczór i opustoszałą promenadę wyłożoną marmurem niedaleko naszego hotelu.  Życie plaży Nie dajemy się początkowo jet lagowi i idziemy na…

  • Polska,  Relacje

    Lędzin i Niechorze: Czasem słońce, czasem deszcz, czyli nasze polskie Bollywood

    Zjechaliśmy z głównej drogi. Okolica wydawała się nieciekawa. Trudno było nam uwierzyć, że gdzieś tu kryje się ta popularna atrakcja turystyczna. Nawigacja wskazywała, że za 300 metrów będziemy u celu. Serio? – pomyślałam, patrząc na malutki parking przy osiedlu. Wyszliśmy i skierowaliśmy się na ścieżkę prowadzącą do Krzywego Lasu. Rozczarowałam się. Wielka atrakcja okazała się grupą kilku drzew sztucznie wykrzywionych na nasze ludzkie potrzeby. Po zrobieniu zaledwie kilku zdjęć z niemal takiego samego ujęcia odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do auta. Bez żalu. Zawiedziona. Z nadzieją, że weekend okaże się ciekawszy niż ten smętny wstęp do niego w Krzywym Lesie pod Gryfinem. Holenderski klimat nad polskim morzem W niewielkiej…

  • Grecja,  Relacje

    Sounion: Kameralna zatoczka w cieniu popularnej świątyni

    Siedząc na wzniesieniu spoglądał w dół. Jego oczy zdradzały, że przeszedł więcej niż inni. Odgarnął stopą kamyki w idealnie białym kolorze. Jeden potoczył się w dół aż wreszcie spadł z klifu ginąc w lazurowych wodach Morza Egejskiego. Z wysokości ponad 60 metrów mężczyzna nie mógł dostrzec dramatu małego kamyka, nawet cichy plusk wody nie dotarł do jego uszu, które delikatnie owiewał gorący letni wiatr. Stojąc na klifie na Przylądku Sounion spoglądał w dal wypatrując białych żagli na horyzoncie. Nie dostrzegł jednak niczego, choć przychodził od tygodni wypatrując powrotu syna. Nagle pojawiły się. Z początku maleńkie punkciki, z każdym pokonany węzłem zdawały się w cudowny sposób rosnąć. Serce starca napełnione nadzieją…

  • Polska,  Relacje

    Łeba: Amatorski slow travel

    Przeżywając prawdziwe rozpasanie w oparach lenistwa relaksowałam się długim weekendem w towarzystwie leżącego tuż obok Maćka i Rey. Nie opuszczałam łóżka przed 11. Jadłam słodkie bułki na śniadanie. Chadzałam na plażę bez obciążenia parawaningowego. Slow weekend nad Bałtykiem wystarczył by doładować energię. Choć to zupełnie do mnie niepodobne długi czerwcowy weekend spędziłam leniwie, bez harmonogramu i listy miejsc do zwiedzenia. Nie rezygnuję ze zwiedzania miast, ale przyznaję ..slow travel nie jest takie złe. Sielsko, ale nie cukierkowo Wyjazd z założenia miał być leniwy, więc trzeba było znaleźć odpowiednie miejsce na błogie lenistwo. I właśnie tak odkryłam slowhop.pl z klimatycznymi miejscami na wyjazdy, prawdziwymi, noclegowymi perełki. Tu kryją się pensjonaty, chaty…

  • MÓJ_Poznań

    Jezioro Strzeszyńskie

    Pierwsze miesiące po przeprowadzce na stałe Maćka do Poznania były okresem intensywnej eksploracji zakątków miasta, a że było to w maju to czas sprzyjał odkrywaniu zakamarków na rowerach. Pewnego razu postanowiliśmy zapuścić się dalej na zachód. I tak odkryliśmy kolejne jezioro. Potocznie nazywane Strzeszynkiem, Jezioro Strzeszyńskie naprawdę mnie zauroczyło. Owszem bywa tu tłoczno przy 30-stopniowych upałach, ale tylko w strefie rekreacyjnej. Gdy zostawi się ją za plecami, czekają zalesione ścieżki i malownicze mostki nad wodą. Jezioro Strzeszyńskie położone jest w dolinie Bogdanki, w zachodnim klinie zieleni Poznania i stanowi akwen naturalny zasilany wodami cieku wodnego- Rów Złotnicki. Linia brzegowa jeziora ma długość 4,5 km, a w niewielkiej odległości biegnie ścieżka…

  • Portugalia,  Relacje

    Cabo da Roca: Na końcu Starego Świata

    Planując wyjazd do Wietnamu obie mamy utyskiwały, po co wybieramy się na koniec świata. Przy wyprawie do Portugalii nie miały żadnych obiekcji, mimo że właśnie w tej podróży wybieraliśmy się na koniec świata. Przylądek Cabo da Roca jest najbardziej na zachód wysuniętą częścią Europy, a więc i Starego Kontynentu ergo Starego Świata. Tego jeszcze sprzed odkrycia Kolumba, który Portugalczykiem z dziada pradziada nie był. Mieszkanie tu widać nie stanowiło o jego portugalskości, gdyż pomników odkrywcy znaleźć tu niemal nie sposób. Przypisuje mu się włoskie, hiszpańskie, katalońskie, a także bardziej ekstremalnie – szkockie i polskie pochodzenie. Jeden z historyków pracujących na amerykańskim University Duke upatrywał w Kolumbie potomka polskiego króla Warneńczyka…