Polska,  Relacje

Zakopane: Doliny tatrzańskie w białej scenerii

Poczułam się prawie jak otulona wielką, białą, puchową pierzyną, gdyby nie to zimno. Szczypiący w rozgrzane do czerwoności policzki mróz, atakował ze zdwojoną siłą w każdej sekundzie, gdy tylko przerywaliśmy marsz. Dlatego nie stawaliśmy na długo, jednak sceneria przy schronisku siłą nas zatrzymała. Białe całuny spowijały dolinę tak delikatnie, że przy najlżejszych podmuchach wiatru wierzchnia warstwa śnieżnego puchu podrywała się do góry i przez chwilę w powietrzu unosiła się pylista, śnieżna mgła. Budynek schroniska nieco wystawał znad grubej pokrywy czap, a od wszechobecnej bieli zaczynały mnie boleć oczy. Tatry kocham pod każdą postacią, a najbardziej w białej scenerii na wyludnionych trasach. Wtedy dochodzi do bliskich, najbardziej intymnych spotkań z górami.

Biała sielanka w Chochołowskiej

Nieśpiesznie opuściliśmy pokój wynajmowany zawsze ten sam u tych samych Gąsieniców w sercu Zakopanego. Nie gonił nas czas, bo plan nie był napięty. Chcieliśmy się przejść tak po prostu po Tatrzańskim Parku Narodowym otulonym śniegiem. Gdy tradycyjny zakopiański bus zatrzymał się u bram parku słońce już mocno świeciło, odbijając się od bieli śniegu spoczywającego na głównym szlaku i wszędzie dookoła. Uwielbiam wejście do Doliny Chochołowskiej. Jest spektakularne. Rozlewająca się na wysokości ponad 900 m n.p.m. Siwa Polana pozwala napawać się pięknem gór już na wstępie. Jeszcze zanim dobrze ruszy się w drogę można chłonąć jeden z najpiękniejszych widoków tatrzańskich.

 
Tatry. Siwa Polana
 

Gdy tylko znaleźliśmy się na szlaku wyjęliśmy z plecaków stuptuty i założyliśmy na nogi. Jakiś czas wcześniej okazało się, że jednym z odczuć, których absolutnie, dogłębnie, z całego serca i szczerze nienawidzę jest śnieg dotykając rozgrzanej od marszu skóry kostek. Tysiące igiełek lodowatego mrozu wbija się w ciało i potwornie boli. Przekonałam się o tym podczas przeprawy w okolicach Psiej Trawki, gdy skorupy śniegu topniały w majowym słońcu i nogi zapadły się w grząski, brudny śnieg po kostki. Choć trasa jest łatwa i malownicza, to w tamtym momencie miałam serdecznie dość i myślałam o zlodowaciałch kostkach. Nic nie dały wysokie buty. Śnieg bezczelnie znajdował drogę do rozgrzanej skóry ciała i kuł ją bezlitośnie tysiącami razy drobnych kryształowych igieł.

 
Dolina Chochołowska. Zima
 

Otulone stuptutami kostki i łydki były gotowe na przeprawę, a trzeba przyznać, że śniegu było miejscami po pas i to autentycznie. Gdy w szale wygłupów na śnieżnej drodze uskoczyłam z utartego szlaku tuż za Siwą Polaną, znalazłam się po pas w śniegu. Bacówki, które w czerwcowym słońcu dają trochę cienia w tym styczniowym dniu były ledwo widoczne. Przykryte po dach białymi zaspami wyglądały jak chatki z bajki o krainie św. Mikołaja. W tak malowniczej scenerii brnęliśmy krok za krokiem aż do schroniska na tradycyjną już, wybitną szarlotkę.

Dolina Pięciu Stawów pod pierzynką

Na szczęście zostawiliśmy za sobą asfaltową drogę prowadzącą nad Morskie Oko. Skręciliśmy za Wodogrzmotami Mickiewicza i poczułam przyjemną ekscytację, gdy szliśmy Doliną Roztoki, a pod butami skrzypiał świeży śnieg. Zdążył już nieco przyprószyć trochę przetarty szlak, a na poboczach kolejna jego warstwa ułożyła się niczym wielki, biały dywan. Miejscami widać było ślady stóp ptasich lekko odciśnięte w puchu, ale w zdecydowanej większości okrywa śniegu była nietknięta. Cieszyłam się jak dzieciak i chłonęłam ten widok tysiącami sekund.

 

Dolina Roztoki. Tatry. Zima

 

Krajobraz zaczął się robić bardziej obiecujący, gdy dotarliśmy na polanę Nowa Roztoka skąd widać było szczyty Tatr, a konkretnie początkową grań Wołoszyna. Idąc wytyczonym szlakiem z trudem dostrzegałam ścieżkę w wysokim śniegu. Szlak, który latem należy do prostszych, zimową porą nabiera charakteru. Szczególnie trudne było to piekielne podejście po stromej ścianie śniegu. Stuknęłam mocno nogami, by jak najlepiej oczyścić bieżniki podeszwy ze śniegu i wbiłam się po raz pierwszy w śnieżną pokrywę. Potem był drugi raz i poszło. Kilkuminutowy marsz jaki zapamiętałam z pewnego majowego popołudnia miał się ni jak do tego podejścia. Po pokonaniu tej stromizny czekała nas jednak nagroda. Ścieżka stawała się łagodna i przyjemna, odległość do schroniska nieduża, zaś sceneria pozwalająca.

 

SONY DSC

O ile na początku drogi czułam chłód, o tyle wchodząc stromą ścieżką chętnie zdjęłabym puchową kurtkę. Pod spodem miałam tylko bieliznę termiczną, więc zrezygnowałam z tego pomysłu. Odetchnęłam dopiero w schronisku, gdzie zdjęliśmy kurtki i wygodnie rozsiedliśmy się na ławach. Byliśmy drugą parą. Nieopodal siedzieli jeszcze kobieta i mężczyzna starsi od nas i popijali kawę. Jej zapach unosił się w pomieszczeniu. My wzięliśmy kakao i klasycznie już po szarlotce. Kiedyś nawet obeszliśmy kilka schronisk tatrzańskich w ciągu jednego wyjazdu i w każdym zamawialiśmy szarlotkę, robiąc w ten sposób swój prywatny ranking…Niestety nie mamy żadnych zdjęć na dowód tego, bo po kilku godzinach marszu nie myśleliśmy absolutnie o zdjęciach tylko o napełnienia brzuchów.

 DSC_6314

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów istniało już w XVII wieku, jednak obecny kształt przybrało po II wojnie światowej po kolejnej modernizacji i rozbudowie. Dziś jest chętnie odwiedzane zarówno latem, jak i zimą. Znajduje się w najbardziej malowniczej według mnie dolinie, a można stąd ruszyć szlakiem turystycznym na Morskie Oko oraz na Zawrat. W śnieżnej otulinie ujęło moje serce jak nigdy przedtem. Wydawało się jedynym punktem rzeczywistym, faktycznie istniejącym w tej białej, baśniowej scenerii.

Polskie Tatry darzę ogromnym sentymentem, a zimowe wyjazdy zawsze napawają mnie jeszcze większą do nich czułością. Surowe i mroźne góry, z początku wydają się niedostępne. Jednak po kilku godzinach marszu litują się nad człowiekiem i dają mu powód do radości z pokonania każdego kilometra. Widok jest zniewalający i zaskakuje mnie za każdym razem tak w dolinie, jak i na szczycie.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć znajdziecie na Funpage Zza Grubych Szkiel w albumie Zakopane: Doliny Tatrzańskie w białej scenerii. Góry, a szczególnie Tatry, ukochałam sobie i chętnie do nich wracam, dlatego na blogu znajdziecie jeszcze inne wpisy z tego miejsca, w tym o zimowym wejściu na Kopę Kondracką , a także letnim przejściu Orlej Perci.

0 Komentarzy

Pozostaw odpowiedź Patrycja Jaskot Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *