Polska,  Relacje

Zakopane: Zimowy spacer ponad chmurami, czyli “Kopa” radości

Rok 2016. Styczeń wybraliśmy celowo. Miał być śnieg. Miał być mróz. Na miejscu zastaliśmy trochę brei barwy białoszarej. Nie zraziło to nas. W końcu nasze Tatry są najlepsze i to bez względu na porę roku i pogodę. Nie mniej liczyliśmy na coś bardziej ekscytującego zimą w Zakopanem. Na szczęście nie padał deszcz, więc pogoda względnie dopisywała, co oznaczało jedno – można ruszać na szlak. Niziny Zakopanego okazały się zupełnie nieprzystające do tego, co spotkaliśmy na górze. Tatry zaskoczyły nas. Jak zwykle.

Długo, długo nic….

Wyruszyliśmy z Kuźnic. Dzień był nijaki. Chmury wisiały nad nami złośliwie, tylko czasem odsłaniając słońce. Mimo sporadycznie wychylających się promieni słonecznych ciepłe puchowe kurtki tkwiły w plecakach. Idąc w górę z każdym krokiem mięśnie coraz bardziej się rozgrzewały, zapewniając odpowiednią temperaturę ciała. Delikatnie minusowa temperatura nie powodowała więc dreszczy, nie mroziła, nie wywoływała niechęci. Czułam się rześko, gotowa do zdobycia szczytu. Dzień wcześniej musieliśmy zrezygnować. Oblodzona trasa na drodze do Doliny Pięciu Stawów pozbawiła nas możliwości podziwiania panoram. Byliśmy przygotowani, że i tym razem trzeba będzie odpuścić. Jednak droga była nad wyraz łaskawa, żeby nie powiedzieć nudna, ale tylko na początkowym odcinku. Rumieńców nabrała na kilkadziesiąt metrów przed szczytem.

SONY DSC

 

Kroki nad chmurami

Dotykaliście kiedyś chmur? Nie mają w sobie nic z uroku puszystych baranków. Powietrze jest cięższe, jakby z trudem przeciskało się przez watowe warstwy. Czuć zaduch. Nie wiem czy zawsze tak jest, czy zależy to od chmury. Przekraczając granicę i wydostając się ponad obłoki poczułam ulgę. Nagrodą za wytrwałość był przepiękny widok. Wokół korona białych szczytów. Pod nami pierzyna białych chmur. Zostało nam do szczytu kilkadziesiąt metrów przewyższenia do pokonania.

SONY DSC

Nigdy w Himalajach nie byłam, ale podejrzewam co jest jednym z powodów, pchających ludzi do odkrywania ośmiotysięczników zimą, pokonywania absurdalnych odległości i nakłaniania organizmu do maksymalnego wysiłku. Zimą, na zaledwie 2005 m n.p.m magiczny widok, oślepiające słońce, silny wiatr i piekący mróz nadały wędrówce pikanterii.

 

Zrobienie zdjęcia było prawdziwym wyzwaniem, bo dłonie kostniały pozostawione na dłużej niż 30 sekund bez rękawiczek. Zimy wiatr siekł policzki, jakby tysiące drobnych igiełek wbijało się w skórę i to pomimo chusty zaciągniętej na nos. Każdy krok stawiało się z trudem, na przekór porywom wiatru i grubej warstwie śniegu. Tak, zaledwie 2005 m n.p.m pozwoliło mi zimą poczuć się jak zdobywca. Myślę, że dlatego ludzie gór wracają. Ci wielcy alpiniści i ci, który dopiero nimi zostaną, a także tacy okazjonalni wędrowcy jak ja wracają dokładnie po to, po ten widok. Emocje, radość z pokonywania trasy i niesamowite uczucie satysfakcji mają znaczenie i dają spełnienie. Myślę jednak, że nic nie wynagradza zdobycia góry tak, jak widok ośnieżonych szczytów w pełnym słońcu.

SONY DSC

 

Do rycerzy bez kolejki

Opuszczając Kopę Kondracką mieliśmy jeszcze kilka godzin dnia przed sobą, co w górach pozwala zadecydować o trasie. O czym warto pamiętać – szczególnie planując wyprawę na tę najnudniej…najtrudniejszą, najbardziej niebezpieczną trasę jak ponad dziewięciokilometrowa droga asfaltowa na Morskie Oko. W końcu może człowieka spotkać u mety tak przerażająca informacja: z powrotem bryczki nie jeżdżą! I co robić dalej? Dziewięć kilometrów od cywilizacji, przy lekko stromym zejściu, będąc całkowicie zdezorientowanym ciemnością po zmroku? Iść? Wzywać policję? TOPR? Orły, sokoły..?

Na szczęście tak traumatycznych przeżyć jak 80-tka biedaków tego-roczno-zimowych nie mieliśmy.  Gdy wyszyliśmy od Gąsieniców jeszcze było ciemno. Mieliśmy cały dzień przed sobą, więc na Kopie mogliśmy śmiało planować spacer na ignorowany przez nas do tej pory Giewont. Nie lubię stać w kolejkach w supermarketach, a stanie w kolejce na szczyt nie ma dla mnie żadnego sensu. Tu cię ktoś szturchnie, tam potrąci, a na szczycie po minucie już zdenerwowani Kolejkowicze będą bić pianę z ust, że czas minął.

SONY DSC

Zimą uniknęliśmy tych atrakcji. W drodze na Giewont nie spotkaliśmy żywego ducha. A już na pewno ani jednego ducha śpiących rycerzy, co to przebudzić się mają, gdy Polska będzie w potrzebie. Legendy legendami, ale zdaje się, że doczekać się mogę przebudzenia mocy. W pobliżu szczytu natknęliśmy się natomiast na stado kozic beztrosko zajadających trawę. Niezrażone naszą obecnością w najlepsze opychały sobie brzuchu. Pierwszy raz udało mi się zobaczyć wtedy na żywo i z dość bliska tatrzańską kozicę, symbol Tatrzańskiego Parku Narodowego, a byłam tam nie raz. Wejście na Giewont zwieńczyło ten dzień. Żółte, późno popołudniowe promienie słońca przechodziły między profilami stalowej konstrukcji krzyża. Zwiastowały zbliżający się koniec dnia. Znak, że pora było schodzić.

SONY DSC

Zimowe Zakopane w zupełnie nie-zimowej scenerii z „kępkami” śniegu na ulicach było zapowiedzią pluchy we wszystkich odcieniach szarości. Pierwszym zwiastunem udanego wyjazdu były pustki na Krupówkach. Tętniąca życiem, tonąca w tłumach ulica była o dziwo przepustowa. Można było ze spokojem się przemieszczać w dowolnym kierunku. To zaleta wyjazdu poza sezonem, choć zawsze wydawało mi się, że tam akurat sezon trwa całym rokiem. Drugim zwiastunem udanego wypadu okazała się jednak spora ilość śniegu w górach. To mnie naprawdę uszczęśliwiło. Od kiedy mieszkamy w Poznaniu mam wrażenie, że prawdziwa zima mnie omija. Naprawdę! Nawet w ubiegłym ledwo 2016 roku, gdy podawali, że w kraju już można odczuć pierwsze ataki zimy, to my patrzyliśmy z Maćkiem przez okno z uczuciem, że nie o tym kraju mowa.

Zima w górach może mocno pokrzyżować plany. Okazało się, że lód nas uziemił. Nie mogliśmy dotrzeć do Doliny Pięciu Szlaków, bo szlaki były nieprzyzwoicie śliskie od pokrywającego je lodu. A jak nie daję rady, to się nie pcham. I nie było zmiłuj. Trzeba było odpuścić. Właśnie dlatego wejście na Kopę i Giewont wspominam z prawdziwym rozrzewnieniem. To był kolejny udany wyjazd w Tatry!

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage Zza Grubych Szkieł w albumie Zakopane: Zimowy spacer ponad chmurami, czyli „Kopa” radości. 

3 komentarze

Pozostaw odpowiedź mosiolek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *